Nadal chodzi mi po głowie ZMIANA. Diety najlepiej.
Dziś drugi dzień bez glutenu (a chyba trzeci miesiąc bez soi). I na czymś w rodzaju rawtill4, czyli na surowo do czwartej, a potem obiadek z kaszą, pyrami czy czym tam chcę.
I to, kurde, działa. Dobrze się czuję, lekko, świeżo, zajebiście. Bez głodu. Gdy poprzednio zrobiłam sobie czysto witariański dzień, właśnie po południu przyszedł kryzys i ogromna potrzeba zjedzenia normalnego obiadu. I potem było tylko gorzej, bo zaczęłam się zapychać orzechami, zmieszanymi z owocami i tak dalej, a przez mnóstwo niewłaściwych połączeń, przez co zwyczajnie zachciało mi się rzygać.
A dziś koktajl na śniadanie, potem surówka w połowie drogi do obiadu, po drodze jakieś jabłka. I jest ok. Świadomość, że po czwartej ZJEM, pomogła mi nie napychać się tak desperacko orzechami.
Zamówiłam sobie na spróbowanie bezglutenowy makaron (dzisiaj też taki zjadłam na obiad).
Ostatnia szansa ucieczki przed Gravesem i Basedowem, którzy niedawno znów pojawili się w moim życiu.
Trzymajcie kciuki!
Name:

Komentarze: