Taka sytuacja:
Pojechaliśmy z Kapitanem do Izraela na wakacje. Zamiast zamieszkać jednak w miłym hotelu, wynajęliśmy jakieś mieszkanie na blokowisku. Mieszkanie było urządzone po polsku - w stylu późny Gierek. Zawalone książkami, co więcej - polskimi.
Blokowisko okropne - jakiś plac budowy, śmieci dookoła, porzucone budynki, wypatroszone puste biurowce z lat 70-tych - wszystko najgorsze, co znamy z własnego podwórka.
Wstałam rano i poszłam zwiedzać okolicę. Ładny kawał za obrzydliwym blokowiskiem zaczynał się Piękny Nadmorski Kurort. Z błękitnymi basenami. Pomiędzy nimi brodziki - płytkie na jakieś 30 cm, ciągnęły się kilometrami. Biegłam boso, przeskakując z jednego do następnego, planując, że później wrócę tu z Kapitanem i pójdziemy nad morze. Rzeczywiście wróciliśmy, maszerując chyba z pół godziny do nadmorskiego raju, przez raj basenowy. Przypomniałam sobie jednak, że nie wzięłam kostiumu i cała ta wyprawa nie ma żadnego sensu. I byłam taka wkurzona, że znowu muszę wracać na odległe blokowisko... Ostatecznie - jak zwykle - obudziłam się, zanim ostatecznie dotarliśmy nad morze, czy nawet zanim zdążyliśmy się wykąpać w którymś z tych cudownych, ciepłych, błękitnych basenów.
Męka gorsza niż sen o piekle? Sen o przedsionku nieba, do którego nie udało się dotrzeć przez własne roztrzepanie.
Name:

Komentarze:

20.03.2017, 11:21 :: 192.109.140.184
donpepego
żeby człowiek wiedział, że życie to sen, olałby kostium, bo co to ma za znaczenie, kiedy się obudzimy?..
zawsze jak jestem w jakimś nowym miejscu i są tam książki, to cieszę się jak głupi, a jak jest jeszcze gitara - to ja dwóch głupich.
Nieskrępowanego korzystania z piękna kurortów w każdej rzeczywistości życzę...