Do Najcentralniejszej Centrali

Wiosna 2011. Z powodu zbliżających się narodzin dziecka, zmieniam adres zameldowania (by mieć gdzie zameldować dziecko). Niedługo potem idę grzecznie do najbliższego oddziału mojego (na szczęście już byłego) banku, by poinformować o zmianie adresu. Pani w okienku, jak zwykle miła i uczynna, zmienia w systemie adres. Cacy.

Wiosna 2012. Od pół roku nie mam żadnych własnych dochodów (urlop wychowawczy czyli bezpłatny). Karty kredytowej nie używam, bo i tak nie miałabym potem z czego spłacić. Utrzymuje mnie szanowny konkubent. Na zakupy z reguły chodzimy wspólnie, jeśli idę sama, dostaję gotówkę od konkubenta. Jednak, ponieważ konkubent ma dwa konta i na bieżące wydatki sobie przelewa wypłatę z jednego na drugie, zdarza się, że pewnego razu jesteśmy w centrum handlowym w momencie zanim się przelew dokonał (co wychodzi na jaw podczas próby zakupu). Ponieważ znajduję coś, co chcę kupić natychmiast, przypominam sobie o posiadanej nadal karcie i płacę nią, bo mogę. Jakieś dwieście złotych, może mniej. Cholera, nawet nie pamiętam, co wtedy kupiłam.
Mówię (chyba) konkubentowi o tym, żeby przelał mi potem forsę na spłatę karty. Wracamy do domu.
Mija czas, a ja zapominam o sprawie. Konkubent zapomina o przelaniu forsy, ja zapominam o tym, by mu przypomnieć.
Gdy korzysta się z karty regularnie, spłacanie jej po wypłacie wchodzi w krew, staje się comiesięcznym nawykiem, po otrzymaniu przelewu od firmy, siada się przed kompem i płaci za telefon, internet, spłaca kartę itd.. Gdy się nie korzysta, nawyku nie ma. Zapomniałam i tyle. Nikt mi o długu na karcie nie przypomina.

Zima 2012. Nadchodzą święta. Ludzie dostają smsy z życzeniami, niektórzy może jeszcze kartki świąteczne. Ja dostaję pismo z pogróżkami od niejakiego Intrum Justitia. Ciśnienie mi skacze. Dzwonię do banku, dowiaduję się, że na karcie kredytowej zadłużenie wzrosło do kilkuset złotych - odsetki na kartach kredytowych są koszmarne. Dług "sprzedają" firmie windykacyjnej. Jestem wściekła, na siebie, na bank, że nie poinformował mnie o zadłużeniu, że przekazują moje dane jakiejś firmie. Dlaczego tak się stało? W banku mówią mi, że na pewno wysyłali monity. Okazuje się, że niczego nie dostałam, ponieważ sprytny bank ma jeszcze jeden tajemny system - służący do obsługi kart kredytowych. Dane z systemu do rachunków nie ciągną się automatycznie. Powinnam była przy zmianie adresu zmienić dane również w systemie tajemnym. Ponieważ jednak o tajemnym systemie wiedzą zapewne nieliczni pracownicy banku, do zwykłego konsumenta ta wiedza tym bardziej jest tajemna.
Zaciskam zęby, spłacam dług, ponieważ mój dług nie jest już sprawą między mną a bankiem, lecz wisi mi nad głową okropnie nieprzyjemna baba z Intrumu, grożąc Rejestrem Dłużników, BIKiem, piekłem i Sądem Ostatecznym.
Wydaje mi się, że pozamiatane. Dług spłacony.

Wiosna 2013. Na moim koncie odkrywam zniknięcie kilkudziesięciu złotych. Sprawdzam historię. Opłata roczna za nową kartę kredytową (której nie zamawiałam). Znowu lecę do tego przeklętego banku. Zmian w adresie nadal nie dokonali, więc z automatu wysłali mi nową kredytową, bo stara wygasła. Na oczy jej oczywiście nie widziałam, ponieważ karta poszła na stary adres, na legendarną Poleską.
Piszę przy okienku jakieś pismo z reklamacją. Po jakimś czasie dostaję odpowiedź - uznali reklamację, forsę oddali. Nie jest to sytuacja związana z długiem, ale opisuję, ponieważ to kolejna sprawa z powodu której musiałam biec do banku.

Jesień 2013. Wreszcie mogę sobie pozwolić na spłatę reszty kredytu odnawialnego zaciągniętego dwa eony wcześniej. I tym samym - mogę w końcu zamknąć konto. Turlam się z wielkim brzuchem do banku. Zamykam konto u nich. Zamykam również rachunek powiązany z rachunkiem maklerskim (kupowaliśmy akcje PZU, pamiętacie może tę akcję z akcjami?) oraz tenże rachunek. Zamykaniu wszystkiego towarzyszy pani w okienku kierownik oddziału, ponieważ pani nie ma dostatecznych kompetencji. Pani w okienku mówi, że wszystkie trzy rachunki zostały zamknięte, kierownik potwierdza. Wychodzę, co za ulga. Gdyby nie fakt, że jestem w ciąży, poszłabym się napić.

Wiosna 2014. Dostaję z Domu Maklerskiego zestawienie aktywów (oczywiście same zera). Znowu skacze mi ciśnienie. Pobrana opłata roczna za konto, którego od pół roku powinno nie być. Dzwonię na infolinię - owszem, konto istnieje. Piszę im pismo z żądaniem anulowania opłaty, ponieważ konto powinno być dawno zamknięte. Zabawne, co?

Lato 2014. W Ikei chcemy kupić kuchnię, ponieważ mają nieoprocentowane raty, postanawiamy, że nie będziemy na kuchnię wydawać forsy z kredytu hipotecznego zaciągniętego przez konkubenta, tylko skorzystamy z ich oferty.
Niestety, bank w Ikei odmawia mi kredytu. Kuchnię kupujemy za gotówkę. Dlaczego odmówiono? Rejestr Związku Banków Polskich, w którym figuruję. Między jednym karmieniem a drugim zapierdalam rowerem do BOK Związku Banków (samochodem boję się tam jeździć, bo nie ma gdzie zaparkować). Okazało się, że zostałam zgłoszona przez kochany bank w 2012 roku. Moje dane mają tam tkwić do końca 2017 roku. Ponieważ zapomniałam o zapłaceniu stu czy dwustu złotych w 2012, moje nazwisko figuruje teraz wśród nazwisk ludzi, którzy wiszą rozmaitym bankom setki tysięcy złotych. Fantastycznie.
W BOKu pani mówi mi, że mam iść do nich grzecznie negocjować wycofanie moich danych. Cóż, znowu sobie rowerem skoczę między karmieniami.

Chuj Wam W Dupę,
Bez poważania,
Cała Jaskrawość


Name:

Komentarze:

26.07.2014, 11:01 :: 164.126.54.237
jaskrawa
wiesz, jeśli się nie ma karty/kredytu itp. to trudniej o "kolizję" z nimi. no bo co się może stać? konto za darmo samo się prowadzi, najwyżej mogą się zdarzyć jakieś techniczne problemy z obsługą i ewentualne kłopoty z infolinią. ale ja do nich dzwoniłam ostatnio po coś tam i było spoko.
gorzej jeśli się ma kredyt i jakaś obsuwa z naszej strony nastąpi, jak to w życiu. wtedy przestaje być miło chyba w każdym banku.

25.07.2014, 16:16 :: 84.10.233.168
takijeden
No to wszyscy jesteśmy z jednej mafii- ja siedzę w mBanku gdzieś od 2007 i jak dotąd, ani razu mi nie podpadli :)

25.07.2014, 09:00 :: 212.182.57.138
eli
O, też mam w mBanku :) I póki co (tfu tfu) jestem zadowolona (chociaż męczą telefonami naciągając na kredyty, ale jak się zna ich numer... :) Kartę kredytową założyłam sobie po wypadku, bo bałam się, że będę musiała szybko iść prywatnie do lekarza, a większość gabinetów ma już terminale. Procent na karcie jest zabójczy, a pod koniec roku zgarniają coś z 70 zł. Kto może, niech nie bierze! :)

25.07.2014, 01:25 :: 31.174.72.145
jaskrawa
teraz mam konto w... mbanku :D.
ale na razie jest cacy. konto za darmo itd..
i Dominik ma rację - nigdy żadnej karty kredytowej. tyle że kiedyś było inaczej - karta kred była potrzebna np. do robienia zakupów w necie - biletów lotniczych, które zdarzyło mi się kupować. w sumie głównie dlatego się na nią zdecydowałam. a potem już poszło.

24.07.2014, 18:35 :: 79.98.153.198
fleur
..ooo zesz chooy.
A jaki teraz wybralas?

PZDR
Paandalec

24.07.2014, 14:54 :: 46.112.121.213
jaskrawa
Dominik, słusznie!
To był oczywiście PKO BP.
eli, true. dwa wielkie czyli jeden zupełnie ogromny.

24.07.2014, 14:49 :: 84.10.233.168
takijeden
Wpis prawie jak z najgorętszego okresu Dżihadu jaki Marecki prowadził wobec Mbanku, ale w sumie Ci się nie dziwię. Dlatego właśnie przenigdy nie dam sobie wcisnąć karty debetowej/kredytowej. A możesz wymienić rzeczony bank z nazwy?

24.07.2014, 14:25 :: 212.182.57.138
eli
:D :D
Nie orientuję się w tych rejestrach, pamiętam tylko, jak mnie straszyli, naliczali odsetki (nadal nie wiem do końca za co były, bo przy likwidacji konta okazało się, że coś jeszcze skądś...)
Tak sobie myślę, że PKO to w ogóle jeden Ch. :)

24.07.2014, 12:55 :: 46.112.121.213
jaskrawa
eli, ach, dla mnie pocieszające jest to, że moje nazwisko wisi m.in. wśród takich jak Ty :D (chociaż BIK to inny rejestr, ale mniejsza o to) :D

a, mój bank to ten Drugi Chuj, tyle że BP :D


24.07.2014, 10:52 :: 212.182.57.138
eli
Tak samo męczyłam się kiedyś z PKO SA, przez debet spłacony o tydzień za późno (zapomniałam) trafiłam do BIKu... Pocieszające jest to, że z moimi dochodami i tak nie dostałabym kredytu hipotecznego, więc mogą się wypchać przez te swoje 5 lat.