Lazurowe wody Czarnego Stawu, widziane ze zbocza Rysów;
Wiatr porywający wodę z jezior Piątki;
Halny na Szpiglasowej, który zwiewał nas ze ścieżki;
Słoneczna Świstówka i szum Siklawy gdzieś w dole;
Nasze raki w śniegu;
Kozice gdzieś ponad głowami... te to nie mają lęku wysokości!
Ja też nie, gdzie by tam jakiś lęk odważył się pojawić w obliczu takich wrażeń?

Ludzie, ludzie, ludzie, rozmowy na szlaku, rozmowy w schronisku, dyszące milczenie, gdy trzeba było pokonać milion kamieni pod górę;
Hektolitry piwa, śmiechu i żartów, których nie da się teraz powtórzyć;
Nieoczekiwane znajomości, które tak bardzo przypominają mi te sprzed lat, gdy się włóczyliśmy byle gdzie, z paczką fajek w kieszeni;

Cudowność gór zwala z nóg, wytrząsa resztki rozsądku, pozostawia mnie gdzieś w matni tęsknoty za tym, by wrócić do liceum, do dziesięć lat temu, do tamtego śmiechu i spontanicznych akcji;

Czy ja znowu byłam na Polańskiej o wschodzie słońca? Jakby tam, jakby tam.

Wróciłam w niedzielę, a do dziś jestem pozamiatana.


Name:

Komentarze:

27.06.2016, 13:08 :: 192.109.140.189
donpepego
Namówiłaś mnie. Lekki upgrade kondycyjny i jadę w Tatry.