Od poniedziałku siedzę bez skrupułów na L4. Ponieważ jednak trochę mam wyrzuty sumienia, że ja siedzę, a inni w tym czasie pracują, postanowiłam odbębnić serię antybiotyków, którą odkładałam gdzieś na sierpień czy grudzień. Antybiotyki są chujowe, tak, jak zapowiadał mój ulubiony pan doktor, bo działają bezpośrednio w moim schorowanym żołądku, gdzie niszczą wszystko, co się rusza. W związku z tym większość dnia chce mi się rzygać.
Mieliśmy plan, żeby jechać w niedzielę do chałupy Styków, ale zajrzałam na konto.

W związku z tym nie jedziemy, tylko gnijemy dalej w Warszawie, ja się uczę, Marchewa wypruwa z siebie flaki w robocie, wszystko po staremu.
Jedziemy za to na ślub mojego ciotecznego brata, który zrobił był dziecko swojej pannie. Mimo, że minęły już ze dwa miesiące, od kiedy się o tym dowiedziałam, nadal nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Mój brat zawsze będzie tkwił w mojej świadomości jako mały Krzysiu, z którym bawiliśmy się budując zamki z błota, mieliśmy klub wielbicieli ślimaków i kąpaliśmy się w jednej balii latem u babci.
Name:

Komentarze: