A ja nie spałam, tylko przegadałam całą noc z ludźmi z roboty. Na zakładzie, normalnie, po fajrancie postawiliśmy na stole rozmaite alkohole wyskokowe, chipsy i paluszki, a potem spożyliśmy.
Wyznam Wam, że jestem zakochana w mojej szefowej. Jak mogłabym nie kochać mojej szefowej, która, mimo że mogłaby być moją matką, lubi grunge (sic!), ma takie samo zdanie na temat Davida Bowie'go (niech mu ziemia lekką będzie) jak ja, klnie jak szewc, ciągle gubi okulary, papierosy zostawia na moim biurku, potem ich szuka przez dziesięć minut...?

A dziś niewielki dół. Dół, do jakiego wzajemnie wciągają się ludzie, którzy wesoło się bawią, a potem wracają do domu i łykają antydepresanty.
Wzajemne przyciąganie neurotyków.
W gruncie rzeczy nadal jestem samotną, siedemnastoletnią, zagubioną istotą.
Name:

Komentarze:

12.02.2017, 13:14 :: 89.79.116.64
eli
My po fajrancie umawiamy się na łyżwy...albo kręgle. I kto tu jest siedemnastolatkiem? :)

06.02.2017, 21:36 :: 78.11.211.20
volver
ostatnio mam tak że im lepiej się bawię na imprezie tym gorszy zjazd mam następnego dnia i nie chodzi o kaca tylko bardziej o obniżony nastrój