Wczoraj byliśmy z nią w wesołym miasteczku. Były te dmuchane wielkie kule pływające w płytkim basenie, do których dziecko włazi i miota się w środku przez kilka minut, umierając ze śmiechu. Marysia też zapragnęła spróbować tej zabawy i bardzo jej się spodobało. Za bardzo.
Dzisiaj z rana:
- Mamo, ja chcę być w kuli!
- Marysiu, ale dzisiaj jest za zimno na kule, być może nawet wesołe miasteczko jest zamknięte.
- Dlaczego jest za zimno?
- Hm... dziś jest zimny dzień, wiosną tak czasem jest, raz ciepło, raz zimno.
- Dlaczego?
Dobra, już widzę, że poszłam złą alejką, więc zmieniam temat.
- Marysiu, do tych kul jest bardzo daleko.
- To pojedziemy bardzo szybko!


Rozmowa kilka dni temu. Chodzę po mieszkaniu z Jaśkiem na rękach, nagle Marysia pyta:
- Mamo, dlaczego to zrobiłaś?
- Ale co?
- To. Dlaczego?
- Ale co zrobiłam?
- ... - patrzy na mnie jakby była zła, że nie rozumiem.
- Marysiu, ja nic nie zrobiłam.
- Dlaczego?

(potem uświadomiłam sobie, że chyba chodziło jej o to, że potrąciłam nogą klocek, który sobie spokojnie leżał na podłodze)
Name:

Komentarze:

04.05.2014, 03:04 :: 83.28.212.155
takijeden
Wiesz, tak sobie pomyślałem jeszcze w kontekście naszej wczorajszej rozmowy i chyba u dzieci to nie tyle nierozwinięta inteligencja, co nieznajomość prawideł dla nas już oczywistych. Mnie na przykład wydawało się w przedszkolu, że Polski jest jedynym prawdziwym językiem, bo kiedy myślę- powiedzmy- konik, to mówię "konik", a Anglicy myślą to samo, a nie wiedzieć czemu mówią "horse".
Głupie te angliki, panie, że aż szkoda gadać!