Za nami trudny czas. Przez tydzień siedzieliśmy z młodą w szpitalu. Któregoś dnia zemdlała. Spanikowałam i zadzwoniłam po karetkę, wciągając nas tym samym w spiralę badań, wenflonów, kanapek z tanią szynką podanych na talerzach z logiem "społem", mierzenia temperatury i pytań o stolec. Badanie krwi pokazało, że nasze nic nie jedzące (nic niejedzące? nicniejedzące? eee...) dziecko jest świetnie odżywione i zupełnie zdrowe. Badanie głowy niestety zrodziło podejrzenia o epilepsję i rozmaite twory, które powstały w mózgu, w związku z tym sama prawie umarłam ze zmartwienia, jedynie ze względu na Nowe Dziecko w brzuchu starając się nie rozlecieć na kawałki. Udało się.
Raz tylko porządnie się rozpłakałam, po powrocie któregoś wieczoru do pustego domu (to Kapitan spał z małą w szpitalu, bo na mnie z bębnem krzywo patrzono - z czystej troski - koczowanie w polskim szpitalu z dzieckiem oznacza spanie na mega ciasnej polówce tudzież karimacie; gdy się jest skazanym na pozycję boczną, z poduszką pod udem, takie warunki uniemożliwiają spanie w ogóle, bo zgięte nogi nie mieszczą się na posłaniu, a stelaż leżanki wbija się w uda, więc litościwie wyganiano mnie z oddziału wieczorem). Płakałam może przez 15 sekund, po czym powiedziałam na głos do siebie "weź no się w garść" i poszłam spać. No bo po co mi to płakanie? Syn w brzuchu sobie śpi, nie trzeba go martwić, nie trzeba.
Na koniec całej przygody zrobili rezonans Marysiowej głowy, który wykazał, że w gruncie rzeczy wszystko w porządku. Nieprawidłowy wynik EEG to mogło być wszystko i nic (podobnie jak omdlenie - być może młoda ma takie skłonności po matce, która w dzieciństwie mdlała regularnie), więc powiedzieli, żeby się nie martwić i wypisali nas do domu. Tak w skrócie.
Zostało nam na pamiątkę tyle: płytka z obrazem mózgu Marysi "pokrojonego" na plasterki, świadomość, że nasze dziecko bez protestów potrafi zasnąć w łóżku, w którym nie śpi poza nią mama ani tata, krzepiący wynik badania krwi i skierowanie do poradni neurologicznej, do której mamy się na wszelki wypadek zapisać. Chociaż nie wiem po co, bo i tak, gdyby coś się działo, musimy jechać do szpitala. A jeśli nic nie będzie się już działo, to nic mamy nie robić. No tak, to niewiele ma sensu, ale dobra, rozumiem, że takie są procedury.
I jeszcze jedno - szpital na Działdowskiej jest naprawdę w pytę. Super życzliwi lekarze, fajne pielęgniary (przynajmniej ogromna większość) i pracownicy wykonujący badania, elastyczne i zdroworozsądkowe podejście do diagnostyki i leczenia, jakaś ogólnie dobra atmosfera... Byliśmy mile zaskoczeni, bo przecież mało kto ma dobre skojarzenia z polską służbą zdrowia i raczej staramy się trzymać od niej z daleka.
Tylko w kiblach było skandalicznie brudno, no ale niech tam...
Weekend spędzam bardzo miło, Maryś z Kapitanem u babci, a ja wczoraj na świetnym obiadku u Mareckich, a dzisiaj śpię, obijam się i robię porządki w szafie. Powoli włącza mi się potrzeba wicia gniazda, spakowałam połowę ciuchów w wielkie pudło, które wyjedzie w stosownym czasie na naszą wiochę, abyśmy mogli zdemontować jedną z moich szaf i zrobić miejsce na łóżeczko Nowego Dziecka.
Wniosek mam jeden - większość moich ciuchów to szmaty, które powinnam wywalić, ale to bez sensu, bo następne, które kupię, też będą szmatami. Nigdy nie umiałam się ubrać i chuj.
Ale trudno. Nadrabiam osobowością.
Wiem, wiem, kiepski żart.
Name:

Komentarze:

28.10.2013, 23:30 :: 83.6.211.33
takijeden
Wiesz co, to może jednak zostańmy przy tych małych problemach. Może za wcześnie żeby odtrąbić happy end, ale co tam- dobrze, że wszystko w porządku.

25.10.2013, 09:24 :: 164.126.117.197
jaskrawa
volver - no tak, to przecież bardzo śmieszne :D
anais, dziękuję i wzajemnie :)
agatko, skurczyły się, ale znowu urosły. magiczne działanie dużych problemów dość szybko mija. chociaż nie minęło zupełnie, przyznaję.

21.10.2013, 20:36 :: 89.66.7.204
zagubinowo
Nie wracajcie tam już.
Ale zobacz, jak od razy Problemy z Poprzedniej Notki się skurczyły, nie?

21.10.2013, 12:31 :: 31.182.76.220
anais
a to się porobiło.. zdrowia i spokoju dla was.

20.10.2013, 23:58 :: 89.76.81.194
volver
dlaczego? mi się ten żart akurat baaardzo spodobał :)