Mała w końcu zaczęła się rozkręcać z jedzeniem. Bierze ode mnie łyżkę "zupki" i sama wkłada sobie do dzioba. Zazwyczaj w połowie posiłku zgłasza chęć samodzielnego zamaczania łyżeczki w miseczce celem nabrania strawy. Dni, kiedy pozwalała się nakarmić łyżeczką, można policzyć na palcach jednej ręki, a zresztą już minęły chyba bezpowrotnie. Krótko mówiąc - moje dziecko nie pozwoli wmusić w siebie jedzenia wtedy, kiedy nie ma na jedzenie ochoty. Sama dzierży łyżkę, gdy jest głodna, a dziś zjadła mi pół pajdki chleba (z masłem). Sama, sama, sama. Nie wiem, jak robią to inni rodzice, że ich dzieci tak chętnie otwierają dziobki i pozwalają wtłaczać w siebie jedzenie. Poza zupką warzywno - kaszową, z łyżeczki, zjada trochę chlebka, chrupki kukurydziane, wafle ryżowe (raz czy dwa zjadła nawet trochę ze smarowidłem z awokado i masła orzechowego), ssie kiszone ogórki, a codziennie rano wcina kaszkę jaglaną z jabłkiem, bakaliami, zmielonymi pestkami i odrobinką siemienia. I tę kaszkę wcina najchętniej. Niestety nie przepada za jabłkiem solo, więc ucieram jej go trochę do tej porannej kaszki. Czasem wchłonie kawałek banana. Muszę zacząć jej więcej owoców dawać, może znowu powinny się w domu pojawić gruszki, do niedawna nie chciała ich jeść. No i może kiwi, ma dużo witaminy C. Kiwi też poprzednio nie chciała i tym sposobem żywimy się jabłkami.
Raczkuje zawzięcie całe dnie po domu, tylko słychać klapanie małych łapek po parkiecie. Próbuje już trochę wstawać na nóżki, ale jeszcze nie umie. Mało mamy w domu sprzętów odpowiedniej wysokości, by mogła się złapać i podciągnąć. Wersalka i fotele troszkę za wysokie, w łóżeczku zbyt długo nie chce być, nasze łóżko ma z boku taką dechę, jednak chyba to zbyt śliskie dla małych rączek. Zatem kiedy tylko przysiądę przy niej na dywanie, próbuje wspiąć się na mnie. Staje na nóżki, ale tylko w pozycji pochylonej, nie umie się przy tym wyprostować.
Taka notka - niezapominajka, żeby za jakiś rok móc porównać, jak się nam dziecię zmienia.
I tak o. Jakoś żyjemy. Nawet dobrze.
W ostatni weekend nałaziliśmy się po okolicy z małą na plecach. Zawiązałam ją w naszą piękną chustę i tak sobie szliśmy. Jednak sama nie mam jakoś odwagi z nią wyjść zachustowaną. Boję się, że jej uszy z czapki powyłażą alboco, a ja nawet nie będę mogła jej jakoś poprawić, sięgnąć, zobaczyć, co się z nią dzieje tam z tyłu. Wiązanie z przodu to zupełnie co innego, ale Maryś już za ciężka do takiej zabawy.
Name:

Komentarze:

12.03.2012, 11:21 :: 89.73.188.42
ri
niezapominajka :)

11.03.2012, 21:31 :: 46.113.38.217
jaskrawa
agatko, oczywiście! gdzieś ostatnio czytałam: matka matce wilkiem :D

11.03.2012, 09:59 :: 178.73.44.37
agatka
Zapisuj, zapisuj, za rok będę zaglądać i martwić się: łojesu, a moje dziecko ma inaczej i na pewno jest opóźnione! Albo: ooo, a moja to taka mądra, że robi TO i TAMTO szybciej ;) Bo przecież porównywanie jest niezbędne dla zdrowego rozwoju :D