Byłam dzisiaj w Centrum. Poszłam sobie pieszo (choć to daleko niezwykle). Tak szłam i myślałam, że mogłabym całe miasto przejść. Calutkie dookoła (jedno z największych w naszym smętnym kraju). Przechodzić wszystko, przełazić, przedeptać, przepalić papierosem, przechlapać butami z kałuż. Przemoknąć w tym siąpiącym deszczu, zmęczyć się, zdyszeć, zgrzać, przemarznąć, przegłodzić, zatruć spalinami i … paść na pysk po powrocie. Spać w ciepłym łóżeczku całą noc, zbudzić się rano i zacząć nowe życie.
Nie stało się tak, bo doszłam do Centrum i pani miła młoda i łagodna (własnie taka, jakie zawsze Tam bywają, choć nie ta co ostatnio) powiedziała mi, że „nawet teraz możemy porozmawiać”.
Znowu ta sama zabawa co zawsze.
I znowu to koszmarne poczucie pod tytułem „na co ja do cholery liczyłam?”
I tak znowu się dowiedziałam, że z objawami somatycznymi mogę sobie iść do psychiatry, po stosowną receptę na stosowne leki.
Czyli wiadomo.
„No ale pomogły?”
No pomogły.
Ale ja tak już nie chcę. Łyknąć pigułki i znowu wszystko zawalić. Położyć się w środku własnego życia i olać całą resztę. Znowu zero koncentracji, zero potrzeb emocjonalnych, sztuczna euforia.
Pozostaje długa praca nad duszą. Kiepski stan fizyczny musi przejść sam. Oby.

I tak pracy nadal nie mam. Nie potrzebuję dobrej formy, nie gonią mnie terminy. Fajnie się choruje, bo mama nie każe mi wychodzić z domu, albo sprzątać łazienki.
Name:

Komentarze:

01.10.2012, 19:26 :: 92.96.203.146
BczjOPySzm
Kiedy w listopadzie 1985r, w 40-tą rnczoicę śmierci Ottona Schimka, grupa osf3b probowała odwiedzić jego symboliczny grf3b na cmentarzu parafialnym w Machowej, władze aresztowały 14 uczestnikf3w pochodu. Podobnie 6 miesięcy pf3źniej, przy kolejnej prf3bie celebracji urodzin Schimka, aresztowano około 50 osf3b [1]. Historia Ottona Schimka była władzom komunistycznym bardzo nie na rękę. Był to żołnierz Wehrmachtu rozstrzelany przez pluton egzekucyjny po odmowie strzelania do kobiety z dzieckiem na ręku uciekającej z otoczonego przez Niemcf3w domu w Machowej, gdzie rzekomo chronili się partyzanci [2]. Schimek swoją postawę argumentował wyższością prawa boskiego, ktf3re nakazuje chronić niewinne życie ludzkie, na rozkazem wojskowym. Dla mieszkańcf3w Machowej, ktf3rzy nic nie wiedzieli o wcześniejszych perypetiach Schimka z przełożonymi, był to unikalny przykład Niemca, ktf3ry zachował się tak, jak zachowałaby się w podobnej sytuacji większość z nich. Za atakami na legendę Schimka i szerzeniem dezinformacji mającej podważyć prawdziwy powf3d jego śmierci, jakim była odmowa wykonania rozkazu strzelania do bezbronnych osf3b cywilnych, mamy do czynienia rf3wnież dzisiaj, po upadku komunizmu. Legendę Schimka podważa zarf3wno postkomunistyczna nomenklatura rządząca dziś Polską, jak i inspirowane i w dużej części kontrolowane przez niemiecką agenturę polskojęzyczne media. Jest to zrozumiałe. Podobnie jak nazizm i komunizm, tak samo każdy inny system, ktf3ry godzi w wolność człowieka, musi najpierw atakować jego religię. Przekonania religijne tworzą transcendentny system odniesienia w postaci zasad prawa naturalnego i sprzyjają kształtowaniu postaw niezależnych od poglądf3w władzy. System taki pozwala człowiekowi bronić się, postawić prawo naturalne ponad perwersyjnym prawem ludzkim, wtedy kiedy ono kłf3ci się z naturalnymi zasadami. Sprzyja wreszcie odwadze cywilnej, dzięki ktf3rej człowiek może skutecznie przeciwstawić się prf3bom zniewolenia. Bp Jan Styrna, w czasie wizytacji parafii Machowa, w 1997 roku, chyba trafnie określił, że jeśli sprawa Schimka jest od Boga, to znajdzie kiedyś właściwe rozwiązanie, a Otto doczeka się być może wyniesienia na ołtarze. Zebrane dotąd i nadal zbierane dokumenty i wypowiedzi dotyczące osoby Ottona Schimka świadczą dość zgodnie o tym, że był on osobą nietuzinkową za0tego powodu, że bronił niepodważalnego prawa człowieka do życia, aż do jego naturalnej śmierci. Nie podporządkował się bowiem rozkazowi rozstrzeliwania ludności cywilnej prawu stanowionemu przez człowieka, dlatego ponif3sł śmierć zgodnie z tym prawem. Czy to nie męczeństwo? Czy o takim człowieku można zapomnieć? [2][1] Padraic Kenney, A carnival of revolution; Central Europe in 1989. Princeton University Press, 2002.[2] Lech Niekrasz, Spf3r o grenadiera Schimka. Osrodek Dokumentacji i Studiow Spolecznych, 1984

08.09.2012, 16:02 :: 164.127.7.110
calajaskrawosc

Napisane przez przemool w dniu 30 Listopad 2004. Odpowiedz

Jakoś nigdy nie miałem zaufania do wszystkich leczących duszę. Uważam bowiem, że jak sobie samemu nie poradzisz to obca osoba Ci nie pomoże, mimo najszczerszych chęci. Ale tak mam ja. Innym wizyty u terapeutów podobno pomagają.
Napisane przez Spicy w dniu 30 Listopad 2004. Odpowiedz

Uważam, ze psycholog jest potrzebny.. czasem nie ma się komu wygadać.. a jego zadanie polega w sumie na tym, żeby tak poprowadzić rozmowę, zebyśmy to my sami zrozumieli pare rzeczy..
Wypowiadając głośno myśli, dochodzimy do zupełnie nowych rozwiązań.. Ja przynajmniej tak mam..
a jak mam już totalną deprechę, to żrę Deprim.. lepiej się wtedy prowadzi dialogi…
Napisane przez Blue Orange w dniu 30 Listopad 2004. Odpowiedz

Psycholog… hmm.. zastępczy przyjaciel, który wytłumaczy pewne aspekty z kasę… hmm.. Ja wolę mojego męża albo M.
===
Pozdrawiam!
+++
Napisane przez undertheice w dniu 1 Grudzień 2004. Odpowiedz

Istnieje teoria, że na wszystkie klopoty naszej duszy mamy lekarstwo w naszym mózgu.

Tylko nikt prawie nie umie tego lekarstwa uaktywnić.

Popracuj nad tym.

Powodzenia.
Napisane przez takijeden w dniu 2 Grudzień 2004. Odpowiedz

Z doświadczenia wiem, że z takiego stanu doskonale wydobywa Ktoś, kto umie dać człowiekowi zapłon- potem już się jakoś jedzie. o!
Napisane przez pomarańczowy hard w dniu 4 Grudzień 2004. Odpowiedz

wychodzić z domu ruch spacerki i swieże powietrze dobrze robią i jak tam lepiej już?