Wczoraj ktoś zasugerował mi, żebym jednak przemyślała sprawę bycia z mężczyzną, do którego czuję tylko przyjaźń. Ten mężczyzna mnie kocha, jest inteligentny, mamy te same zainteresowania... Dobrze się z nim bawię, czuję.
Myślę czasem, że może jednak "miło będzie razem się zestarzeć"...

Gdy kolejny ktoś, o kim śnię, o kim myśl cały dzień krąży w moim umyśle - nie zadaje sobie trudu, aby wysłać głupiego smsa, że dotarł na miejsce, po długiej podroży, dochodzę do wniosku, że może będzie lepiej... jeśli...pogodzę się ze światem, przestanę wreszcie szukać, ponieważ ci, których znajduję są poza moim zasięgiem.
Może złożyć głowę na ramieniu kogoś, kto jest po mojej stronie, kto jest cierpliwy jak anioł, obok mnie zawsze, znosi wszystkie moje nastroje złe, moje chwile, gdy ... zachowuję sie jak ostatnia suka, sfrustrowana tą jego miłością, której nie chcę.

Erich Fromm napisał, że dawanie nie jest poświęceniem, ale radością, świadczącą o naszej sile, naszym bogactwie.
Może ja już nie umiem kochać, bo nie potrafię już nic dać. Może tak mało mi już zostało... Stałam się pusta, wypalona... Potrafię tylko przeżyć fascynację mężczyzną, który i tak jest poza moim zasięgiem, więc podświadomie wiem, że nie musiałabym się starać. Wygodniej mi go sobie "kochać" i cierpieć, niż budować coś z kimś, kto jest na wyciągnięcie ręki.
Spokoju mi potrzeba, niepodejmowania decyzji...
Name:

Komentarze: