W piątek rano byłam u dentysty. Prawie nie bolało. Mówię prawie, bo okazało się, że leczenie Tego Jednego Zęba będzie kosztowało 800 zł. Kanałowe pod mikroskopem (naprawa tego, co kiedyś spierdzielił mi jakiś konował w Łodzi) i do tego odbudowa tego, co na górze.
Wiecie co? Kiedyś straszliwie bałam się chodzić do dentysty, bo zawsze mnie bolało, bez względu na to, czy wcisnęli mi znieczulenie, czy nie. Teraz się boję, że będę musiała wziąć kredyt na zęby, bo samo leczenie w dobie dzisiejszych znieczuleń i narzędzi, to po prostu pół godziny śmiertelnej nudy w fotelu.

Karta wyprana w wakacje nadal niespłacona.
Sprawy uczelniane - zupełny rozgrzeb, napisana już część pracy dyplomowej, nadaje się do śmieci i zacznę ją chyba pisać od nowa. Jak tu żyć?
Aby zaliczyć resztę ćwiczeń (tych z różnic programowych), muszę wziąć urlop bezpłatny, bo inaczej nie zdążę oddać indeksu. Wypłata będzie beznadziejna.
Z tym, że nie złożę pracy do końca września już się pogodziłam. Prócz pogodzenia się, uczelnia wymaga opłaty za opóźnienie w obronie.
Zupełnie nie powinno mi się już chcieć wstawać rano.

Poszłam wczoraj do banku. Postawiłam na szczerość.
Dzień dobry, chciałam powiększyć sobie kredyt, ponieważ potrzebuję pieniędzy na spłatę karty. Trochę przesadziłam z wydatkami, wie pani, jak to jest w wakacje.
Jasne, pewnie, rozumiem, nie ma żadnego problemu. Ile pani potrzebuje?
Wymienia mi kwotę o wiele wyższą, niż potrzebuję na spłatę. Przez chwilę sobie myślę - o, jak dużo, co tu by sobie kupić? Poczułam się niemalże jak bohater Złotej Kaczki, który musiał w jedną noc wydać sto dukatów, ale nie miał pojęcia na co.
Zdrowy rozsądek tupnął jednak nogą i nakazał mi się opamiętać. Bierz tyle, ile musisz i spadaj stąd, zanim ci wcisną 20 tysięcy.
Nie, nie! Ja tylko na spłatę karty, w ogóle poza tym nie są mi potrzebne pieniądze! - krzyczę desperacko w obronie przed lawiną złotych monet.

Wychodzę z banku i jestem zadowolona. Wcale nie jest mi smutno ani przykro, że mój kredyt, który zaciągnęłam w tamtym roku na studia, powiększył się znowu o tyle, o ile nawet przez rok nie zdążył stopnieć.

Bo wiecie co? Wszystko mi jedno, mogłam nie jechać na wakacje, mogłam cały rok jeść chleb z masłem, ale równie dobrze mogłam też nie żyć.
Name:

Komentarze:

31.08.2009, 21:26 :: 89.108.222.216
jaskrawa
Kamyk, nie ma problemu, gdyby nie październik, to pewnie skorzystałabym z obiadków, ale póki co, radzę sobie :)

Gdybym była niewypłacalna, to do tego banku nie poszłabym.
Poza tym spłaciłam już pożyczkę w firmie, więc w zasadzie nic się nie zmieni w kwestii comiesięcznych zobowiązań.
No, na plus będzie tylko zmiana październikowa, o której piszesz :D

31.08.2009, 20:51 :: 85.222.86.18
shingle
Kuźwa, co za czasy. Człowiek chce się uczyć, leczyć zęby i wyjechać na wakacje zagramanicą a tu coraz większy debet/kredyt trzeba mieć. Tzn. mnie nie dotyczy w kwestii debetu, ale ciągle ścigają mnie miłe osoby z banku, żebym kartę kredytową sobie wyrobiła. Bo chyba mam za dużo na koncie i to nienormalne (?), że nie mam kredytowej.
Lepiej chleb z masłem niż nie żyć, jakby co zapraszam na obiadki tudzież przekąski warzywne, ale myślę, że od października będzie łatwiej, hę?
A banki zabijają czasem, szkoda że barter umarał ;).


30.08.2009, 13:01 :: 86.18.181.190
ri
dża :)
jestem z Ciebie dumna :)
i po przeczytaniu Twojej notki wcale nie żałuję wyjazdu do UK.

30.08.2009, 01:07 :: 95.160.156.42
donpepego
ano cała starość: przestawić się ze strachu przed bólem na strach przed wydatkiem, mam to samiuteńko! nawet kanałowe jest spox, póki nie rujnuje kieszeni! i z drugiej piąchy karta kredytowa, wirtualn dobrobyt, signum temporis i mnie dopadło... uważaj, jesteś papierkiem lakmusowym pokolenia... ciut starszego, niż ty ;-)

29.08.2009, 23:19 :: 89.75.132.10
bluemauritius
love ta notka! :)

i znam to uczucie, kiedy proponują Ci nietwoje pieniądze, a ty już myślisz, co se kupisz i czujesz się niemal boagato :))) kuszące, nie? ale bardzo dzielna jesteś, gratuluję.

29.08.2009, 23:10 :: 94.254.139.72
agatka z zagubinowa
Z dentystą mam tak samo, mniej boli mnie samo leczenie niż to, co muszę na nie wydać.
Ejj wynajmijmy kogoś, niech nam napisze te cholerne prace... tak hurtowo to może taniej by wziął...