Dość niespodziewanie trafił nam się krótki wyjazd nad morze. Ponieważ emocje kłębią się we mnie jak żmije, nie będę już sobie nimi zawracać głowy, tylko napiszę w punktach (uwielbiam punkty, tabelki i wykresy), jakie mam wnioski z tego wyjazdu:

1. Polskie morze robi się coraz cieplejsze i wcale nie trzeba jeździć na południe.
2. Nigdy więcej nie pojadę na urlop w miejsce, gdzie będzie też moja "teściowa". Nie i już. Nie da się dojść do porozumienia z człowiekiem, do którego nie dociera, że inni dorośli ludzie mają prawo do samodzielnego decydowania o sobie i swoim dziecku (oczywiście ci dorośli mają prawo pod warunkiem, że nie łamią prawa - i nie robią dziecku oczywistej krzywdy). Znany i powszechny problem, wiem. Staram się być zen, ale w pewnym momencie wkurw, że ktoś psuje mi wakacje, jest po prostu zbyt wielki jak na moje siły.
3. Należy unikać krótkich wyjazdów samochodem w miejsca, które znajdują się daleko. Człowiek wraca umęczony, z poczuciem, że po prostu spędził kilka dni w samochodzie*. A morze? Jakie morze?


*Bardzo lubię jeździć daleko samochodem, a niedawno doszła jeszcze przyjemność prowadzenia go, ale - zupełnie inaczej widzę to wszystko jako matka podróżująca z dzieckiem, które przyjemności z jeżdżenia jeszcze najwyraźniej nie docenia tak bardzo, jak bym chciała.

Name:

Komentarze:

13.07.2013, 10:33 :: 89.66.7.204
agatka
Wyobraziłam sobie urlop z teściem... brrr...