Już maj, a tu żadnej notki.
Z istotniejszych zdarzeń - część jałowców nieco zbrązowiała, ale to podobno częste, że chorują po przesadzeniu. Prognozy są takie, że albo się wyliżą, albo nie. Wlewamy im tyle wody, ile się da. Za to bukszpanki na razie całkiem dobrze się mają, tylko jedna gałązka mocniej choruje, reszta zielona i ładna. Zobaczymy, co będzie dalej.
Pomidory na parapecie wyrosły tak, że zaraz będą stanowić żywą roletę na całe okno. Za tydzień powinny iść do gruntu, a nie mamy pomysłu, gdzie je wsadzić, wszędzie przez większość dnia jest cień. Eh, te sadzonki to był taki dar (od kolegi) z gatunku - lubię was, więc kupię zafunduję Wam jakiś nowy problem.
Trawa, na razie na kawałku działki, powolutku zaczyna kiełkować.
Ściana świeżej zieloności lasku, widzianego od nas, nieustannie mnie zachwyca.
Name:

Komentarze: