Dzień mogłabym na pół podzielić.
Pierwsza część - dno. Byłam na kolejnych jazdach. Dziewczyna naprawdę bardzo. Otwarta, nie ma oporów przed porządnym ochrzanieniem mnie, gdy coś spieprzę. Sympatyczna, bezpośrednia, z poczuciem humoru. Zwyczajnie ją polubiłam. Zwróciła uwagę na wiele moich błędów, z których nie zdawałam sobie sprawy. Szkoda, że do egzaminu zostało tak niewiele czasu. Bo jest kiepsko. Może już forma nie ta? Nie chcę się zasłaniać dzieckiem kopiącym mnie po żołądku i nerach na środku skrzyżowania, ale może coś jest na rzeczy, jeśli chodzi o koncentrację. Tak czy owak muszę wrzucić na luz, bo zaczęłam po poprzednich jazdach wpadać w jakąś bezsilność i depresję. Myślałam sobie: "jak teraz nie zdam, to niech to jasny chuj strzeli". A dzisiaj... Dzisiaj macham już na to ręką. Jeżdżę źle (dziś zgasł mi silnik milion razy, muszę na nowo uczyć się sprzęgła, w yariskach inaczej to działało niż w skodach, więc zabawa zaczyna się od początku), nie widzę znaków, nie umiem skręcać w lewo ani nawet rozpoznać skrzyżowań "na zakładkę" i "bezkolizyjnych", mogłabym tak wymieniać jeszcze trochę. Kompletnie nie czuję tego samochodu, chociaż poprzedni instruktor zapewniał mnie, że skodami się jeździ łatwiej. Inna sprawa, że dzisiaj nie zatrzymałam się na zielonej strzałce, tylko ostrożnie i kurwa powolutku sobie podjechałam, a potem przyspieszyłam, gdy zobaczyłam, że nic nie jedzie. Ja pierdolę. Miesiąc niejeżdżenia i zapomniałam, że przecież tak trzeba. Nie pytajcie, jak to możliwe, żeby o tym zapomnieć.
Zatem jeszcze dwa spotkania, które potraktuję jak kurs i postaram się jak najwięcej cennych uwag i rad zapamiętać, a potem egzamin - obym oblała na placyku i uniknęła kompromitacji na mieście - i mam spokój na jakieś pół roku, bo na przełomie ósmego i dziewiątego miesiąca ciąży (a pewnie w nim wypadłby następny termin, gdybym się teraz zapisała), jak uważam, nie powinno się prowadzić samochodu, o ile nie jest to absolutnie konieczne. A jeśli kiedyś tam za ileś miesięcy ogarnę się z dzieckiem, przestanę je już karmić niemal non stop i domowy grafik jako tako się ustali (wierzę, że kiedyś to nastąpi), to wrócę do tematu prawka. A tymczasem - pieprzyć to.

Druga część dnia - radosna, bo bylim na usb i okazało się, że nasza córeczka wcale nie jest za mała (tego się obawiałam po wysłuchaniu miliona komentarzy o małym brzuchu i nawet lekkim zaniepokojeniu ginekologa tym faktem), ma już 43 cm wzrostu i waży ok.1650 g, co jest całkowitą normą i absolutną średnią dla tego tygodnia ciąży. Serduszko ma bardzo ładne, jak pan doktor określił - "można by się uczyć anatomii", tętno w normie i w ogóle.
Poza tym zajęła już pozycję główką w dół, co pozwala mi mieć nadzieję, że jednak uda mi się ją jakoś urodzić, mimo, że egzaminu z porodu pewnie też bym nie zdała, bo za cholerę nie chce mi się ćwiczyć i zapamiętywać tych wszystkich oddechowych wyliczanek ze szkoły rodzenia. To wszystko wydaje się być takie sztuczne, nieintuicyjne i daję sobie rękę uciąć, że podczas porodu nie będę pamiętała z tego NIC, a raczej będę po prostu słuchać poleceń położnej.

EDIT: Szlag by to... Dzisiaj o niebo lepiej się jeździło. I znowu zaczęło mi na tym egzaminie zależeć, bu.
Name:

Komentarze:

22.03.2011, 23:13 :: 84.10.161.210
Kay
Też tak mówiłam maj sanowi :). Po prostu masz zadanie do wykonania - pokazać, jak jeździsz. Za czwartym razem zdał :>.
Trzymam kciuki.

21.03.2011, 19:00 :: 46.112.37.232
jaskrawa
agatko - no tak, tak. ale i tak...

pepegu - hm... długo myślałam nad tym, co mówisz. początkowo pomyślałam, że się nie zgadzam, ale jednak (po dłuższej analizie) doszłam do wniosku, że słusznie prawisz. tak zrobię. pójdę i pojadę i jak będzie tak będzie.

21.03.2011, 12:19 :: 192.109.140.35
donpepego
no idź po prostu jedź i jak będzie tak będzie - powiedział mądry filozof.

18.03.2011, 17:22 :: 178.73.63.165
agatka
Nooo, to już dziewczę jest prawie gotowe :) Kurrrczę, sama zaczynam być podekscytowana... Obiecuję, że będę fajną ciocią Agatą!
A na egzamin idź na luzie, mieszkasz w centrum miasta i to prawko wcale a wcale nie jest Ci potrzebne. Co innego, jakbyś na takim Targówku mieszkała, o, wtedy tak.