Jakaś dziwna czcionka się mi tu wstawiła...
Ten luty jest lepszy, niż jakikolwiek inny wcześniej (a luty zawsze był dla mnie najgorszym miesiącem w roku), mimo, że nie jestem do końca zdrowa (na ciele i umyśle).
Mieliście kiedyś wrażenie, że zwariowaliście? Może to nie tak, że zwariowałam i robię kwiaty z gazet kolorowych o druku kiepskiej jakości. Nie zbieram też pojemniczków po jogurtach, by hodować w nich mandarynki z pestek. Nie słyszę, by nasza kotka mówiła do mnie coś innego, niż standardowe poranne miau, gdy jest głodna.
Raczej czuję, że głupieję. Nie. To też nie jest dobre słowo. Głupieć kojarzy mi się z fikaniem koziołków, skakaniem po kanapie i obrzucaniem się łupinkami od słonecznika.
Zatem wydaje mi się, że mój mózg się zmniejsza czy coś w tym rodzaju. Pamięć mam krótką, nie mogę się w ogóle ogarnąć. Dzisiaj w pracy spędziłam kilka minut na szukaniu jakiegoś pliku, który na pewno tam był, ale go nie było. Każdy to kiedyś robił. Tylko, że ja robię to ostatnio kilkanaście razy dziennie lub klikam bez sensu w inne pliki, mimo, że widzę, że to nie to. W systemie zamiast wykonaj robię cofkę.
Czuję, że sprawy wymknęły się spod kontroli, która kiedyś działała sprawnie. Mimo wrodzonej wady zwanej roztargnieniem, udało mi się stworzyć dobry system przypomnień, karteczek, oznaczeń i kolorów w tabelkach. A teraz zaczyna się to wszystko rozmywać, jak pomalowana złą farbą atrapa. Przecież jest tak, jak było. Wszystko zapisane, zaznaczone, odhaczone. Dlatego może, że przyzwyczaiłam się do dobrego, teraz za każdy błąd płacę kompletnym rozstrojem nerwowym. Wczoraj, po samo-wykryciu jakiegoś koszmarnego niedopatrzenia, przez dobre pół godziny cierpiałam na skurcz żołądka i atak wewnętrznej, dobrze ukrytej paniki. Siedziałam nieruchomo przed kompem ze łzami napływającymi do oczu i w myślach biegłam gdzieś przez pole i zaśnieżony las. Posiedziałam tak trochę, a potem zobaczyłam, że w tym czasie nazbierało się kilka maili pod tytułem "bardzo proszę o przesłanie mi" lub "zestawienie należy przesłać do jutra do godziny 11" lub też "prześlij mi plisssss numery telefonów do tych ludzi, bo mamy tu piekło". Wpadłam zatem w powtórny trans pośpiechu, zazwyczaj, gdy pierwszy raz spojrzę na zegarek w pracy, jest już tuż przed dwunastą, potem jest 16:30. Rozmawianie przez dwa telefony na raz nie jest już zabawą, ale pierdoloną codziennością, która wyrywa mi mózg z czaszki. W zasadzie to mam trzy telefony - dwa na biurku i komóra. Kurwa mać.
Ciągle ta sama historia tu jest opowiadana. Historie się szybko nudzą, więc są zmieniane na inne, a ja nie mogę nic zmienić, bo jestem w pułapce kredyt-polska-rozsądek-siedź cicho. Wszyscy są, co ja tu narzekam. Nie, nie mówię, że mam gorzej, niż ktokolwiek. Może mam lepiej. I co? No mam. Wspaniale. Kupię sobie kwiaty do wazonu.
Dzisiaj szczęśliwa jestem, bo przyszłam z pracy i nic nie robię od 17:40. Nigdzie nie poszłam, siedzę sama i piszę piosenki, napisałam aż jedną, ale już nie pamiętam, jak to było. Spać idę, bo przyszła w końcu kołdra i mnie wciąga do łóżka.
Name:

Komentarze:

15.02.2010, 20:36 :: 109.243.37.120
agatka
Zawsze ak miałam w czasie sesji, potem przechodziło. Znaczy - potrzebujesz odpoczynku.
Powiedziałam ja, która spała dziś 4h...

14.02.2010, 15:01 :: 193.151.113.84
sq
słuchaj kołdry!

14.02.2010, 12:09 :: 89.78.193.153
Y
Nie głupiejesz. Jesteś zmęczona i masz dość, tak myślę. No i oczywiście też to mam. Czy przejdzie - a chcesz żeby przeszło i żebyś mogła funkcjonować jak dawniej, czy żeby przeszły okoliczności które to wywołują?
Nie słuchaj mnie, jestem pierdolonym bezkompromisowym świrem, widzę świat w zero-jedynkach i nie boję się pierdolnąć drzwiami po drugiej stronie których jest pusto. Po prostu nie słuchaj.

Dopiero po przeczytaniu notki do końca zauważyłam że tytuł jest taki porwany. "Symptomatyczne"? (-;

13.02.2010, 18:58 :: 79.162.122.203
scarabee
znam ten stan bardzo dobrze i nie tęsknię ani troszkę. ogłupia mnie i wyjaławia.

13.02.2010, 01:52 :: 109.243.163.65
jaskrawa
blue, a panikę tę znam, o matko, to jest straszne! np. gdy się wydaje, że wysłało się do klienta maila w trybie FW, z poprzednią brzydką korespondencją wewnętrzną na temat wyżej wymienionego :D

pepegi - ja mam sto żyć na tydzień:) jak powiedział Heraklit - słońce jest nowe każdego dnia (do dziś pozostało to moim, chociaż trochę zapomnianym i nieużywanym mottem)

13.02.2010, 01:47 :: 109.243.163.65
jaskrawa
no ja żyję.
może i lepiej być trochę nie w pełni władz umysłowych. zbyt mądrzy mają pewnie ze dwa razy więcej zmartwień :D

12.02.2010, 23:55 :: 89.25.159.178
ri uszkodzona
weś niepierdol, da się z tym żyć, ja tak mam cały czas. połowa mózgu mi nie działa, podejrzewam, że obumarły połowy z każdej z połów konkretnie.
nawet ostatnio mi smutno było z tego powodu, bo to przykro mieć świadomość że się czegoś nie kojarzy, nie pamięta albo nie rozumie... no ale to prowadzi do pocieszania, pocałunków i takich tam.
wiem jedno, kiedy się wkurzasz, nie pomaga! woohoo! sprawdzone.

12.02.2010, 17:26 :: 89.75.152.177
bluemauritius
nie martw się, ja też głupieję. vide: "głupio bez telefonu, tym bardziej, że nie mam ze..szytu" :D podejrzewam, że problemy ze słownictwem to skutek mikrowylewu, który niechybnie miałem we wtorek, bo bolała mnie głowa.

z tego samego powodu boję się rozmawiać przez komórkę, wolę przez stacjonarny :D

a panikę też znam, raz wpadłem w takową, jak mi się wydało, że zamiast pdf-a z raportem wysłałem klientowi excela, gdzie wszystko jak na dłoni widać co się skąd wzięło w raporcie, a to bardzo bardzo niedobrze :D:D:D na szczęście umierałem tylko minutę albo dwie, zanim dobiegłem do kompa i sprawdziłem, że jednak wysłałem pdf-a :D

12.02.2010, 13:10 :: 192.109.140.35
donpepego
gdyby człowiek miał umierać od każdego przekroczonego deadline'u, to musiałby mieć ze sto żyć na tydzień ;-)

lubię lute, w lutych bywała u mnie wiosna nagła.