Rozliczyłam się ELEKTRONICZNIE. Love internet! Love Ministerstwo Finansów! Love wszyscy!
Nie stałam na poczcie, nie stałam w skarbówce, normalnie nic się nie stało!
Dlaczego dopiero teraz? Jakieś trzy lata temu (trzy? może dwa, może cztery, nie pamiętam), gdy po raz pierwszy można było rozliczać się ELEKTRONICZNIE (love elektronicznie, po wsze czasy!), próbowałam to zrobić i jeden wielki chuj z tego wyszedł. Dokument utknął gdzieś w odmętach kabli i diabli wiedzieli, czy go w ogóle wysłałam, czy też nie, nie dostałam numeru referencyjnego czy jakiegoś tam, i tak musiałam w końcu zasuwać na pocztę. Zatem w następnych latach programowo olewałam wszelkie namowy, by rozliczać się przez net. Karnie dreptałam do skarbówki (mam blisko).
A jednak. Brat Kapitana mnie przekonał. I rzeczywiście - wszystko poszło jak po maśle. Ekstra, nie?
Name:

Komentarze:

17.04.2012, 15:06 :: 178.73.44.37
agatka
Ekstra :)
Ja miałam jeszcze bardziej ekstra: rozliczam się z M., więc nawet się do pita nie dotykałam, nie podpisywałam, nie robiłam nic poza przekazaniem kompletu moich rozliczeń (trochę tego miałam, bo mi się kilka przedruków trafiło i z każdego wydawnictwa oddzielnie...) przekazałam szanownemu małżonkowi, a on zadbał o resztę.