<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:syn="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><channel><title>calajaskrawosc.ownlog.com</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com</link><description>calajaskrawosc.ownlog.com</description><item><title>roczek</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/roczek,2313902,link.html</link><description><![CDATA[Moja Marysia we wtorek skończyła roczek. Był torcik, jedna świeczka i goście. I wspaniałe prezenty, za które serdecznie dziękujemy. 
Jest i siódmy ząbek na pierwszy roczek. W urodzinową noc wylazł, skubany. Nie przeszkodziło to Marysi w zjedzeniu sporego kawałka torcika. Niestety wrodziła się w matkę. 
Marysia już prawie chodzi. Trzyma się dołu swojego wózka albo maminych spodni i zasuwa na dwóch nóżkach. Uwielbia to! W dodatku jest coraz bardziej rozgadana. Furorę robi "nie nie nie". 
Jutro idę do urzędu, zapłacić za moje prawo jazdy (je je je!). Kurna, nie dość, że tyle człowiek bulił za te cholerne egzaminy, to jeszcze każą sobie płacić ponad osiem dych. Za co? Za laminowaną karteczkę? Straszne. Dowód osobisty niedawno wymieniałam, za darmo był. 
A teraz pozostaje mi tylko się ogłosić. Kupię skodę na wodę, albo ładę na gaz... ;)]]></description><pubDate>Thu, 17 May 2012 00:24:34 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/roczek,2313902,link.html</guid></item><item><title>Z D A Ł A M !!!!!!!!!!1</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/z-d-a-l-a-m-1,2312658,link.html</link><description><![CDATA[Przyszedł ten dzień.
Dzisiaj, to znaczy wczoraj. Jedenastego znaczy się. Ale jeszcze spać nie poszłam, więc dzisiaj.
Podejście numer pięć.
Tak, byłam ponad miesiąc temu po raz czwarty (a pierwszy po urodzeniu Marysi), ale już nie chciało mi się o tym pisać, mówić nikomu, opowiadać potem, dlaczego znowu się nie udało, narzekać, że egzaminator chuj, piesi chuje, bo chodzą, samochody chuje, bo jeżdżą. I tramwaje. I autobusy czerwone.
A dzisiaj się udało!!!!!!!!!!!!1 Matko, jakie szczęście, mieć to z głowy, dożywotnio, bezterminowo, koniec, ja pierdolę!
Sama nie wiem, jakim cudem.
W dodatku totalna kompromitacja na samym początku. Pomyliłam wlew płynu hamulcowego z jakimś innym. Potem światło stopu sprawdzałam, zamiast cofania. Zupełna wtopa, porażka, plama, facepalm do kwadratu. Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, zawsze placyk i te wszystkie przygotowania do jazdy to była jakaś formalność, a tylko miasto było problemem. 
Może dlatego wszystko mi się pojebało, bo egzaminator od początku wyglądał na całkowitego dupka. Nie uśmiechnął się ani razu, nieprzyjemny, opryskliwy. Buc przez wielkie B. "Już oblałam", myślę sobie. Popieprzyłam te wlewy, wszystko. Źle, chciałam już do domu, żeby koniec, ręce drżące, nogi, pot z czoła. Dlaczego ja się tak denerwuję na tych egzaminach? Bez sensu, bez kredensu, bez szafy nawet. Jeszcze raz kazał mi pokazać, zastanowić się. 
Se myślę "Oja, musi mieć mnie za kompletną wariatkę". Bo co? Dziewczyna nad sobą nie panuje, bredzi, niepoczytalna jakaś. Byłam na sto dwadzieścia procent pewna, że już po wszystkim, że teraz tylko poczeka, aż popełnię jakiś głupi błąd i uwali mnie za ogólny imidż. No ale co? Nie miałam odwagi się wycofać, robiłam, co mi kazano. No więc jakoś się ogarnęłam, wlew strzeliłam zupełnie na oślep, trafiłam. Przećwiczone to przecież, proste, banalne, wystarczy zapamiętać cztery wlewy. Dlaczego zapomniałam? Ech, machnąć ręką Z tym światłem nagle też mnie oświeciło! Jak to! Przecież koleś kazał mi COFANIA, więc dlaczego ja mu stop? Nie, no nie, nie mogę. Jestem największą pierdołą w tym sektorze galaktyki. Dobra, przygotować się do jazdy, włączyć silnik. Uf! Trafiłam z wlewem. Łuczek i górka, algorytm wyuczonych ruchów, masło i bułka. Dalej - znowu facepalm, double tym razem. Zgasł mi silnik tuż za placykiem. Nie czuję sprzęgła, nie umiem skręcić. Nogi trzęsą mi się na pedałach, to dlatego. Co się ze mną dzieje? 
Facet pewnie myśli, że zaraz w coś wjadę albo zacznę krzyczeć albo śpiewać albo co. Jadę. Wyjeżdżam z ośrodka, w prawo, w Radarową, dalej w lewo w Lechicką, przepuszczam jakieś autko na lewoskręcie, gładko biegi, wszystko. Nie myślę o niczym. Przypominam sobie tylko postanowienie z kiedyś tam, że trzeba sobie wkręcić, że to nie jest egzamin, tylko podwożę kogoś, kto mi wskazuje drogę, bo ja jej nie znam. 
Z Lechickiej oczywiście w lewo w Al. Krakowską. Przepuszczam jedno auto, które jechało prosto, ale nawet nie muszę się zatrzymywać, bo gościu przejeżdża, zanim ja dotrę do miejsca, gdzie miałabym czekać. Zwalniam tylko, wrzucam dwójkę i dzida na prawy pas. A egzaminejtor mi mówi, że na następnym skrzyżowaniu zawracamy. Gładko przebijam się w lewo, książkowo wszystko, jakiś miły kierowca wyraźnie mnie wpuszcza. Na rondzie Krakowska/Hynka jadę idealnie. Kurwa, jak można tam źle pojechać, skoro się to ćwiczy i ćwiczy, again and again, te same miejsca? Paranoja.
Zawracam i znowu Krakowska. Jedziemy, jedziemy i jedziemy, prosto. Staram się nawet czerpać przyjemność z jazdy, ruszam gładko, redukuję biegi ślicznie, hamując silnikiem. Dobrze. Cały czas zastanawiam się, na czym obleję. 
Skręcamy w prawo gdzieś, W Racławicką? Nie pamiętam. Kręcimy się w rejonie Pruszkowskiej, Mołdawskiej. Zatrzymanie w wyznaczonym miejscu - książkowe. Nigdy chyba mi tak dobrze to nie wyszło. Na Pruszkowskiej parkuję. Idealnie, ale potem wyjeżdżam z miejsca jak ostatnia pierdoła, grzebiąc się z tym niemożebnie. Gościu mnie opierdala za to. Kulę się w sobie, czując jak pot spływa mi po czole. Przepraszam, bąkam coś bez sensu, silę się na uprzejmość, mimo że mnie biją, upokarzają.
Zawracanie w jakiejś bramie - dobrze, ale potem znowu trochę się grzebię z wyjechaniem.  W wąskiej uliczce przepuszcza mnie jakiś "uprzejmy". Informuję o tym egzaminatora, że "korzystając z uprzejmości kierowcy, jadę" Żeby nie było, że wymuszam pierwszeństwo włączając się do ruchu. Znowu opierdol, że za wolno. A ja się chciałam zasekurować tą gadką, normalnie przecież już dawno by mnie tam nie było. Koleś nie pojął. 
Dobra tam, jadę dalej, już nic nie myślę, pocę się, raz przypadkiem dotykam swojego czoła dłonią. Panta rei.
Mołdawska - książkowy wyjazd z jednokierunkowej.
Znak stop w tamtym rejonie, przepuszczam przed nim pieszych, grzecznie, wszystko cacy.
W końcu jedziemy stamtąd w stronę Żwirek. Żwirkami w stronę Hynka. Jeszcze jakiś jebany rowerzysta, którego muszę dwa razy wyprzedzać. Pierwszy raz gładko, a potem my stoimy na czerwonym, a on nas wyprzedza, nie zatrzymuje się, dopiero potem stoi na środku skrzyżowania i czeka na zmianę świateł, dureń. Egzaminejtor pulta się, że głupi ten rowerzysta, że co on robi. O! Punkt porozumienia mamy! Bo ja też nienawidzę tego rowerzysty! Też się pultam, że dureń, że co on robi, że w ogóle psia jucha! Razem się pultamy, wespół zespół, przyjaźń i ogólne porozumienie bez barier. 
Dobra, znowu trzeba wyprzedzić rowerzystę, tym razem ciężko, bo ten se jedzie mi prawie przed maską, a po lewej wszyscy zapierdalają setką, w odstępach trzycentymetrowych. Jadę więc jak dupa wołowa za rowerzystą, ten w końcu gdzieś w prawo odbija, do widzenia, baranie. Dalej tragedia się zdarza. Kończy się prawy pas, którym oczywiście przepisowo jadę. O matko! A po lewej nadal tak samo gęsto i szybko. Co robić, co robić? Wgapiam się w lewe lusterko, zwalniam maksymalnie. Nic. I co? Wyrżnęłam w krawężnik! Bo nie zauważam, że ten pas już się kończy, tak bardzo skupiam się na tym, by go opuścić. Jezus Maria! Egzaminator hamuje i ostro mnie ochrzania. Na szczęście jechałam już dwa na godzinę, więc nie ma żadnego wypadku śmiertelnego ani też końca świata. Ae egzaminejtor wściekły jak dzik. 
Co pani? Jak pani? Nie mieści się pani w pasie ruchu???!!!!"
Zamieram jak trusia. Ruszam, aut po lewej już nie ma. Spodziewam się mocnego ciosu pięści egzaminejtora, w prawy policzek, ale nic się nie dzieje. Ruszamy. Jedziemy. Nic się nie dzieje. Jak to?
Dobra, jedziemy dalej. Żwirkami w Hynka. Czyżby koniec? No dobra, widać gościu stwierdził, że ma mnie dosyć i chce do domu. Zbliżamy się do Radarowej. Yyyyy? Każe skręcić w prawo. Wyobrażam sobie, że w Radarową dopiero, a jeszcze jest do niej z 200 metrów, więc nie włączam kierunkowskazu chwilowo. 
"W PRAWO!" ponagla mnie egzaminejtor. Myśli, że zapomniałam o kierunkowskazie. 
"A, już tutaj?" - tłumaczę swoje gapiostwo.
Przede mną już tylko brama ośrodka...
Jadę wolno jak tylko mogę, bo boję się własnego cienia. Nogi jak z waty, ja rozpuszczona jak lody, które komuś wypadły z wafelka na rozgrzany asfalt. 
Podjeżdżam do otwierającej się bramy.
Wtem z ciemności wychynął Pieszy!
Egzaminejtor hamuje przede mną. Widzę pieszego i też hamuję, bez żadnych problemów zahamowałabym i nie wjechała w kolesia, bo jadę bardzo wolno, ale fakt jest faktem, że egzaminejtor był pierwszy.
O nie! Nie! Nie! Koniec! Tu mnie obleje, przed samą bramą! Kuuurrrwaaa, mamusiu! 
Nic się nie dzieje. Brama ośrodka otworzyła się, pieszy przeszedł. Ja stoję. Stupor. Ciosu w policzek nie ma. Ułamek sekundy, ruszam. Jeszcze paskudnie wjeżdżam, bo znowu mi telepie się auto, bo już prawie stanęłam, a sprzęgła nie wcisnęłam. Inaczej to działa, niż samochód instruktorki, tam by nie telepało jeszcze. To w ogóle dziwne, bo na mieście nie mam żadnych problemów z samochodem, sprzęgłem, biegami. Już od dawna nie mam takich problemów, kurwa, wyjeździłam już ze dwa miliony godzin!
Gościu nadal zły jak osa i wkurzony, każe mi parkować gdzieś tam prostopadle. Parkuję, wyłączam światła, robię, co mi każe. 
Egzamin zakończony, wynik pozytywny. 
Nie wiem, co on jeszcze mówi, coś tam mówi, formułki jakieś po prostu, wypełnia tę kartkę, ptaszki wstawia. 
Żadnego komentarza, nic.
Dziękuję mu dwa razy i jeszcze się jak ta głupia pinda tłumaczę, że stres mnie zeżarł trochę, ale dziękuję, dziękuję.
I co? Jednak bardzo porządny człowiek z tego egzaminejtora, niech mu się dobrze wiedzie, dużo zdrowia!
Moja instraktorka powiedziała, że z tym krawężnikiem to zależy od ich humoru. Bo jedna jej kursantka też wjechała i egzaminator tylko się uśmiechnął i sobie zażartował. A inną przez to oblano. Tak to się zdaje egzaminy w Polsce.
Ale dobra, mam, udało się. Chociaż to upokarzająca procedura, relacja jak pan i niewolnik. Ale zasłużyłam na to, by zdać, naprawdę jeżdżę jakoś tam w miarę, nie stwarzam zagrożenia raczej. 
I tak o. Spać idę, może w końcu zasnę.]]></description><pubDate>Sat, 12 May 2012 01:11:26 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/z-d-a-l-a-m-1,2312658,link.html</guid></item><item><title>i po</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/i-po,2310838,link.html</link><description><![CDATA[Byłam na Helu już dwa lub trzy razy, ale zawsze jakoś się do tej Jastarni trafiało. W Jastarni jest trochę interesujących stareńkich rybackich chatynek, ale tak poza tym obrosła w klocki-pensjonaty. Brzydkie, niespójne to wszystko, rozlane jakieś. 
Zaś Jurata to piękny kurort pełną gębą. Stare wille otoczone nowymi, modne drewniane elewacje, duże przeszklenia, widoki na zatokę, apartamenta... A wszystko porośnięte lasem, pięknymi sosnami i nie tylko. Całość trochę psuje paskudny wojskowy ośrodek wypoczynkowy dla starych ubeków, ale i tak wszystkie brzydactwa neutralizują drzewa, więc może być. 
Przed sezonem warto jechać! Pusta plaża, dziewiczy biały piasek nietknięty ludzką stopą, nocleg za pół ceny. 
Co robić nad morzem, gdy na kąpiele i opalanie za zimno? 
Spacerować; budować zamki z piasku; biegać po plaży w słońcu, rozgrzewając się tak, że wydaje się, że to lato i aż chcieć ochłodzić się w morzu; łazić po molo; żreć gofry i lody; jeździć do Helu na całkiem niezłą pizzę; stawiać stopy na czystym piasku, pokrywając jego gładką, niezmąconą powierzchnię śladami stóp; wychodzić na plażę, ciesząc się tym niepowtarzalnym widokiem, gdy się jest jeszcze w lasku, na wydmach, a morze już widać, błękitne jak na Malediwach; po raz kolejny dziwić się tym cudem natury, jakim jest mierzeja, że tu zatoka, a tu morze, tak blisko; biegać po lesie; wbiegać bosymi stopami do morza, by za chwilę wybiec, z krzykiem, bo aż bolą od zimna; siedzieć na plaży i gapić się przed siebie; spotykać się z Ynez; robić zdjęcia; w deszczowy i zimny dzień gapić się na Discovery Chanel...
A co robiła Marysia? Marysia raczkowała po piasku, jadła piasek, niszczyła zamek niczym Godzilla, stała przy wielkim oknie w naszym pokoju i nawalała łapkami w szybę, ściągała nam z nosów okulary przeciwsłoneczne, śmiała się, gdy jej tata zanurzał na chwilę jej nóżki w morzu, włączała i wyłączała telewizor...
Co do telewizora - doszłam do jednego wniosku: dobrze, że go nie mamy. Straszna nuda. Discovery fajne. Program o gościach, którzy kupują stare samochody, trochę je naprawiają, pucują i sprzedają za kilkaset funtów więcej. Albo program o pewnym młodym iluzjoniście. Dobrze się to ogląda, ale ile można? Tydzień nam wystarczył.
Jasne, gdyby mieć jakieś HBO albo Canal+ i dostawę dobrych filmów, może miałoby to sens. To jednak za mało, by ryzykować zdrowie psychiczne swoje i swojego dziecka. Każdy wie, jak to się kończy. Nie kończy się. Najpierw jest dobry film, a potem shit, ale i tak pudło włączone. Over my dead body!]]></description><pubDate>Fri, 04 May 2012 12:33:05 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/i-po,2310838,link.html</guid></item><item><title>dżurata</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/dzurata,2307668,link.html</link><description><![CDATA[Od trzech dni w Juracie. Pogoda w kratkę, ale i tak cieszymy się jak małe pieski, że w ogóle wyjechaliśmy! Pozdrawiamy.]]></description><pubDate>Sat, 21 Apr 2012 08:24:50 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/dzurata,2307668,link.html</guid></item><item><title>jak co roku - o rozliczeniu pita</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/jak-co-roku---o-rozliczeniu-pita,2306749,link.html</link><description><![CDATA[Rozliczyłam się ELEKTRONICZNIE. Love internet! Love Ministerstwo Finansów! Love wszyscy!
Nie stałam na poczcie, nie stałam w skarbówce, normalnie nic się nie stało! 
Dlaczego dopiero teraz? Jakieś trzy lata temu (trzy? może dwa, może cztery, nie pamiętam), gdy po raz pierwszy można było rozliczać się ELEKTRONICZNIE (love elektronicznie, po wsze czasy!), próbowałam to zrobić i jeden wielki chuj z tego wyszedł. Dokument utknął gdzieś w odmętach kabli i diabli wiedzieli, czy go w ogóle wysłałam, czy też nie, nie dostałam numeru referencyjnego czy jakiegoś tam, i tak musiałam w końcu zasuwać na pocztę. Zatem w następnych latach programowo olewałam wszelkie namowy, by rozliczać się przez net. Karnie dreptałam do skarbówki (mam blisko). 
A jednak. Brat Kapitana mnie przekonał. I rzeczywiście - wszystko poszło jak po maśle. Ekstra, nie?]]></description><pubDate>Mon, 16 Apr 2012 21:34:06 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/jak-co-roku---o-rozliczeniu-pita,2306749,link.html</guid></item><item><title>sezon biegowy rozpoczęty</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/sezon-biegowy-rozpoczety,2306275,link.html</link><description><![CDATA[Po raz trzeci w tym sezonie rozpoczęłam sezon biegowy. Zawsze rozpoczynam, a potem gówno z tego wychodzi, bo jakoś nie wychodzi. Rano się nie da, bo z Marysią wstajemy zazwyczaj wtedy, gdy tata już idzie do roboty, po południu jestem zazwyczaj jakaś rozwalona i zmęczona po całym dniu z bachorem, wieczorem jest cimno i trochę nieswojo mi biegać po niedoświetlonym parku. Głupie takie tłumaczenia, bo jednak mogłabym chociaż co drugi dzień, po południu, przełamać się na pół, założyć buty i wyczłapać chociaż te pięć kilometrów. 
Cienki Bolek jestem, dzisiaj miałam po prostu zapaść, zawał i udar czaszki już po dwudziestu minutach, ale to pewnie dlatego, że pierwszy raz w tym sezonie biegałam bez śniadanka, bo od samego srańca. Gdy ostatnio zdarzyło mi się biegać, ale po południu, biegałam sobie swobodnie jak wyżeł, przez pół godziny i bez wyplucia płuc. Mogłam nawet dłużej, ale nuda popędziła mnie do domu. Trzeba reaktywować empetrójkę, nawet nie pamiętam, gdzie ją wsadziłam, mam nadzieję, że jeszcze gdzieś jest. 
Ja mam takie fazy na empetrójkę. Przez kilka miesięcy słucham non stop, a potem rzucam w kąt i długa przerwa. Ostatnio słuchałam jej jakiś rok temu, a może nawet jeszcze dawniej. Może to wynika z tego, że dla mnie muzyka jest przyjemnością okazyjną, wymagającą jakiejś oprawy? Gdy przemierzaliśmy Islandię, nie wyobrażałam sobie tych wielu godzin w autobusie spędzonych bez muzyki w uszach. Na zapętlenie słuchałam wtedy <i>Tiny Vipers</i>, bo głos Jessy i gitara komponowały się z kilometrami pustki, gór, niekończących się wodospadów. A w Warszawie, w tramwaju, na zapętlenie Magda Umer i piosenki Osieckiej. Piosenki o zwykłych ludziach, o szpetnych czterdziestoletnich, a ja widziałam ich w tramwajach. Dom i samotna wolność, słomiane wdowieństwo, wymagały zawsze oprawy młodzieńczej i buntowniczej. Zatem grunge z Seattle i takie tam. A teraz, przy dziecku, jakoś nie mam nastroju i tylko Trójka leci z cicha. 
Nigdy nie byłam prawdziwym fanem muzyki, mimo że czasem obsesyjnie słucham jednej płyty lub utworu. A rzadko zjawia się coś, co wywołuje obsesję. Gdyby ktoś zapytał - muzyka czy książki, to ja książki. ]]></description><pubDate>Sun, 15 Apr 2012 10:24:21 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/sezon-biegowy-rozpoczety,2306275,link.html</guid></item><item><title>coś mnie bierze</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/cos-mnie-bierze,2305654,link.html</link><description><![CDATA[Pobolewa gardło, a ciało ogólnie rozbite jak namiot. Zjadłam makaron z makiem, a teraz żrę zimnego ogórka kiszonego, popijając gorącą herbatą. Zauważyłam, że po zeżarciu czegoś zimnego prosto z lodówki przechodzi ból gardła. Przynajmniej na jakiś czas, a potem trzeba zjeść kolejną zimną rzecz. Minęły już czasy łykania cholinexów (pamiętacie? "cholinex chuj!"). Modlę się teraz do Światowida, aby nie zjawił się katar. Wszystko zniosę, ale nie katar. Ja na katar umieram! Może nie będzie tak źle? Tej zimy choroba kilka razy próbowała sforsować twierdzę mojego układu odpornościowego, ale póki co niewiele jej się udało zdobyć. Raz katar, raz czy dwa ból gardła, który minął po kilku godzinach. 
Za niecały tydzień nad morze. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Wydyma nas tylko i wrócimy jak niepyszni na ciepłe niziny. Ale może nie?
Dobra, idę se poczytać <i>Donosy na Kisiela</i>, lekturę przerwaną niedawno na rzecz <i>Nowoczesnych metod odżywiania</i>, niejakiego T. Colina Campbella. <i>Donosy</i> polecam, Campbella też, ale tego drugiego na pewno prawie nikt nie chciałby czytać. Właśnie na tym polega paradoks dobrych, ale niewygodnych rad. Nikt nie chce ich słuchać, więc powinny tracić rację bytu. A jednak poradniki ktoś kupuje... Może to dlatego, że wciąż szukamy rad, ale takich, które potwierdzą, że robimy dobrze i nic nie musimy zmieniać? ]]></description><pubDate>Thu, 12 Apr 2012 20:09:00 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/cos-mnie-bierze,2305654,link.html</guid></item><item><title>święto wiosny</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/swieto-wiosny,2304412,link.html</link><description><![CDATA[Okna umyte, można świętować. Sałatka z fasoli się robi, płaczę po cebuli.
Udało nam się w końcu znaleźć tę naszą działkę. Czekała na nas i pewnie miała sporo obaw, że jednak wybierzemy inną. Te inne zachwalali rozmaici agenci, dwoili się i troili, przekonywali, kłamali, zachęcali, łasili się do nas. Jednak nie daliśmy się nabrać. Wiedzieliśmy, że nikt nie pokazał nam naszej działki. Sami ją znaleźliśmy, była, o, tam!
Zatem za jakiś czas będziemy mieszkać na Zadupiu. Cudownym. 

]]></description><pubDate>Sat, 07 Apr 2012 14:21:36 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/swieto-wiosny,2304412,link.html</guid></item><item><title>2012-04-02 10:03</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/2303179,link.html</link><description><![CDATA[Obudziłam się na nowo. Może to zabrzmi śmiesznie. Może to zabrzmi tragicznie. Jednak muszę o tym napisać. W sobotę, wieczorem (a jakże!), byłam W KNAJPIE (i) NA KONCERCIE! 
Wchodząc do środka, czułam się jak dzikus z lasu. Po porodzie moje jedyne wyjścia to pobliskie kawiarnie lub wyskoki z dzieckiem, na żarcie. A tu piwo, wylansowana młodzież, głośna muzyka, ho ho ho...

http://moja-anatomia.blogspot.com/p/lewinska-affair-songs.html

Nie można jeszcze ich znaleźć na jutjubie (ja nie znalazłam), ale z pewnością to tylko kwestia czasu. Niestety byłam tylko na pierwszej części koncertu, potem przyjechał Kapitan z dzidziolem na pokładzie i musiałam spadać, celem nakarmienia dzidziola i położenia go spać.
Mimo że byłam tylko na kawałku koncertu, zdążyłam usłyszeć kilka naprawdę dobrych kawałków, w tym jeden absolutnie przepiękny. A mnie naprawdę mało co rusza, jeśli chodzi o muzykę. Zatem czekam na możliwość usłyszenia ich ponownie. 

A przed koncertem spotkanie z Mama-mią. Dobrze jest odnawiać stare dobre kontakty ze starych dobrych czasów. Czasów picia wódki, łażenia po Pradze, papierosów na śniadanie, rozlazłych imprez. Trochę tęsknię, ale nie tak bardzo. Nie zawsze było różowo. Permanentny brak forsy, doły, depresje, bezsensowne zakochania i takie tam. Wszystko ma swoją cenę.]]></description><pubDate>Mon, 02 Apr 2012 10:03:32 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/2303179,link.html</guid></item><item><title>robi się grubo</title><link>http://calajaskrawosc.ownlog.com/robi-sie-grubo,2301162,link.html</link><description><![CDATA[Jeśli chcecie mieć dziecko z głowy - dajcie mu kawałek pomarańczy.
Tak, cytrusy zaleca się podawać dopiero po ukończeniu roku.
Tak, Marysia je uwielbia. Tak jak i kiszone ogórki. 
Tak, dajemy jej kiszone ogórki. 
Tak, potrzebujemy chwili spokoju, a jest ich coraz mniej. Raczkuje, wstaje, coraz bardziej głośno i stanowczo domaga się dostępu do niedostępnych dla niej rzeczy. 
Tak, trochę się obawiam, czy nie będę bohaterką kolejnego odcinka "Superniani".
Na razie dajemy radę i nasze dziecko może uchodzić za małego aniołka, ale nie wiem, jak to będzie dalej.
(Ku pamięci: Od jakiegoś tygodnia zaczęła wstawać przy meblach!) 

Tak, nadal chcę drugie dziecko.
I tak o.

Ej, widzieliście te gwiazdy w pasażu Wiecha? Tam jest m.in. gwiazda Nicolasa Cage'a. Z cytatem. Nicolas Cage powiedział "Nie trać najlepszych rzeczy w życiu, tylko dlatego, że nie jesteś ich pewny". Filozof z tego Nicolasa, co nie?
]]></description><pubDate>Sun, 25 Mar 2012 21:08:15 +0200</pubDate><guid>http://calajaskrawosc.ownlog.com/robi-sie-grubo,2301162,link.html</guid></item></channel></rss>

