Dziecko mnie katarem zaraziło. Jej pewnie przejdzie najdalej jutro, bo po niej takie choroby to jak po kaczce, a mnie, nie ma się już raczej co łudzić, będzie trzymać przez następne dziesięć dni.
Jak już wielokrotnie się skarżyłam, katar oznacza u mnie stan całkowitej klęski żywiołowej. Prawie nie słyszę, ledwo widzę, oddychać nie mogę, skóra wokół nosa schodzi z żywego mięsa i nie pomagają żadne kremy ani mazidła. Tak jakby ktoś włożył mi na dwa tygodnie głowę w wielki, ciężki worek z glutem, pochodną kwasu solnego, wyżerającym mi pół twarzy, duszącym mnie i odcinającą od świata mglistą, plazmatyczną, półprzezroczystą barierą bakteryjno-wirusowej toksycznej masy. Wszystko to prawdopodobnie wżera się również do mózgu, gdyż jestem w trakcie kataru całkowicie pozbawiona zdolności logicznego myślenia. Niewyraźne kształty i kolory przesuwają się gdzieś dookoła, nie obchodząc mnie zupełnie. Może to jacyś ludzie, a może nie. Istnieje tylko jeden wielki bezkształtny BÓL, spod którego zaczynam się wydobywać dopiero po jakimś tygodniu.
I właśnie TO dzisiaj się zaczyna. Jeszcze rano miałam nadzieję, że ucieknę, że wyleżę, wygrzeję stopy, przepiję herbatą... Niestety, powoli rzeczywistość zaczyna się oddalać, coraz bardziej przysłonięta przez chorobę.
Koniec.

Tym razem będzie w dodatku Jeszcze Gorzej, bo ciągle mam mdłości i w ogóle jestem w nieformie.

EDIT: Obejrzałam sobie zdjęcia, bo Kapitan był na działce dziś i sfotografował domek już z oknami wstawionymi przedwczoraj. Wyszło lepiej, niż myślałam, a bałam się, że może być słabo. A jednak słabo nie jest. W dodatku na zdjęciach dom tonie w słońcu, więc z radością i ekscytacją sobie go wyobrażam tonącego nie tylko w słońcu, ale również w bieli tynku (okna są ciemnoszare) i winorośli. Obsadzenie go zielskiem taniej wyjdzie niż te wszystkie w chuj drogie elewacyje drewniane, więc będzie się nam doskonale i niedrogo komponowała nasza stodoła z leśnym charakterem reszty wiochy - zwanej przez nas Raciborzem - chociaż oczywiście nie jest to prawdziwy Racibórz (Raciborz? A nie, podkreśla mi...).
Okna są, dach jest, woda w domu też. Za chwilę pojawi się też Pan Prąd, który zamieszka w gniazdku, a potem tynkarze ojebią ściany na biało. To wszystko dzieje się szybciej niż sądziłam, że się zadzieje. Myślałam, że ta budowa potrwa co najmniej ze dwa eony. Mam w głowie pełno niezbyt konkretnych, ale zupełnie realnych opowieści ludzi, którzy "się budują" i zawsze wlecze się to jak kawałek starej szmaty, której koniec wyciągamy z ziemi, a drugiego końca jakoś nie możemy zobaczyć.
A my prawdopodobnie już na wiosnę będziemy mogli się przeprowadzić.
W sumie to dość przerażające. Znikną wszystkie obecnie drogie mi rzeczy - plac zabaw, jordanek, sklep z dobrym pieczywem przy Filtrowej... Kurwa no, zmiany, zmiany.
Name:

Komentarze:

09.09.2013, 23:33 :: 109.173.150.205
zielona.ownlog.com
na zdarty nos od kataru polecam smarowanie go balsamem do ust - Tisane ;p

zas na zatkany nos - tylko nie wiem jak to kobiety w ciazy - ale wziac wacik do uszu, nasaczyc go wodą utlenioną i wysmarować nos od środka dziurki (wewnatrz znaczy:))
jak mam katar to ten sposob ma u mnie szczegolne wziecie przed zasnieciem, bo zasypiam na boku i wtedy wiadomo - wszystko "leci" na jedna strone ;p , a tak - smaruje przed wejsciem do lozka i mam spokojne oddychanie na conajmniej pol godziny - zdaze zasnac :D