Urwałam się dziś z zajęć. Przyszła mi do głowy myśl, że nie wytrzymam kolejnych godzin zastanawiania się nad zagadnieniem zdecydowanie zbyt wolnego przebiegu procesu, zwanego potocznie płynięciem czasu.
Czasami, gdy zdarza się w moim życiu jakaś przyjemna chwila, jakiś emocjonalny orgazm (no dobra, nie musi być emocjonalny…), myślę, że może ja sobie to wszystko „wkręciłam” (jak to słowo tchnie młodzieńczym duchem!). Pisząc „wszystko” mam na myśli stany depresyjne, jakieś dziwne dolegliwości somatyczne, ogólne zniechęcenie do każdego przedsięwzięcia, dni, kiedy nie jestem w stanie wstać z łóżka, totalny brak zainteresowania jakimkolwiek aspektem ogólnie pojętego życia.
I gdy coś mnie cieszy, na tyle mocno, aby wywołać myśl „życie jest cudowne”, postanawiam sobie, że wszystko się zmieni, że wreszcie przestanę spoglądać na zegarek, że każda chwila będzie jak ta obecna, bo nauczę się każdą chwilę właśnie tak przeżywać. W każdym idiotycznym pseudofilozoficznym poradniku z gatunku „Jak żyć, aby było fajnie”, przeczytamy, że nasz los jest w naszych rękach.
I choć poziom tych banalnych czytadeł często pozostawia wiele do życzenia, to trzeba przyznać, że ich żądni zysku autorzy mają cholerną rację.

I chcę zabrać się do dzieła.

I rozpędzam się, ale zanim skoczę, zdaję sobie sprawę, że nie mam pojęcia, w którą stronę.
Nie mam celu, a właściwie mam cel w sensie ogólnym. Ale gdy przychodzi do konkretów, widzę, że jestem na jakimś polu, bardzo dokładnie zaoranym i tak po horyzont. Żadnej zielonej roślinki.

Zazdroszczę ludziom ich zaangażowania w związki, w pracę, w studia. Widzę twarze pełne entuzjazmu na myśl o jakimś wykładzie, o zakupach, zwykłym wyjściu na piwo.
Ciągle tkwię w martwym punkcie. Rozumiem, że każdy mógłby mi zarzucić jakieś zwyczajne, wstrętne lenistwo. I z chęcią bym się do niego przyznała. Ale sęk w tym, że to nie jest głównym problemem. Chociażby studia – na prawdę mogłabym zostać te kilka godzin, ale zwyczajnie gówno mnie obchodzi co powie pan jakiś tam na temat innego pana jakiegoś tam. Może to nawet i interesujące przez moment, ale ile można.
Pojawia się tu myśl, że może złe studia wybrałam. Znowu pudło. Każde wybrane zagadnienie z wybranej dziedziny jest w stanie przykuć moją uwagę na 15 minut, jeśli w ogóle.
Nie, nie użalam się nad sobą. Nie przyłączam sie do chórku malkontentów, zgodnie powtarzających, że właściwie to „życie jest do dupy”.
Życie nie jest do dupy. Tylko brakuje mi pomysłów, aby udowodnić to na przykładzie swojego własnego.
Może ta notka jest nudna (i przydługa) i nie wnosi nic nowego do ogółu ludzkich przemyśleń, ale jedno trzeba jej przyznać : pasuje do tego zimniska za oknem.
Name:

Komentarze:

02.10.2012, 02:38 :: 195.130.130.164
VUruUJDKFphSn
Otto Schimek to legenda. W nkimieceich archiwach nie ma ani jednego przypadku zastrzelenia żołnierza za odmowę zastrzelenia cywilf3w. Schimek został skazany przez sad wojskowy, ale z innych powodf3w. O tym już dawno temu pisano w Rzeczpospolityce ('Banalizacja barbarzyństwa')"Niektf3rzy marzyli wtedy, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Schimka i ukazać na jego przykładzie, że silne osobowości potrafią kierować się głosem sumienia nawet w skrajnie trudnych warunkach, gdy deptane są prawa człowieka. Z zamiaru tego trzeba było jednak zrezygnować, gdy otrzymałem dokumentację uzasadniającą wyrok sądu polowego, ktf3ry skazał Schimka na karę śmierci. Jeśli wierzyć dokumentom sporządzonym na wewnętrzny użytek Wehrmachtu, przyczyna śmierci była znacznie mniej wzniosła, niż głosiła fama. Miało ją stanowić notoryczne włf3częgostwo lekceważące wszelkie zasady dyscypliny wojskowej."Smutna prawda jest, ze nikt, absolutnie nikt nie musiał strzelać do cywilf3w podczas wojny. Bajka jest, jakoby musieli strzelać pod groźbą własnej śmierci.

08.09.2012, 16:12 :: 164.127.7.110
calajaskrawosc

Napisane przez przemool w dniu 8 Grudzień 2004. Odpowiedz

Ah … z życiem tak to już jest, że nam nigdy nie dogodzi.
A co do studiów i zajęć, to jak pomyślę ile mógłbym rzeczy zrobić w trakcie nudnych wykładów … eh … tyle czasu zmarnowanego.
Napisane przez moje-male-paranoje w dniu 8 Grudzień 2004. Odpowiedz

Ileż to razy obiecywałam sobie, że przejmę kontrolę nad swoim życiem..hmmm…
Powodzenia życzę:-)
Aha, i do linków Cię wrzucę…:-)
Nie wiem tylko czy poprawnie….
Napisane przez small-butterfly w dniu 8 Grudzień 2004. Odpowiedz

notka wcale nie nudna i wcale nie przydługa.. coś mi uświadomiła.. zaraz pewnie zapomne, wiec musze szybko zebrać mysli… aaaaaaaaa… no i zapomniałam..
sklerotyk :|
Napisane przez yodel w dniu 8 Grudzień 2004. Odpowiedz

Jaka tam przydługa, czyta się jednym tchem. Poskładanie, nie tak jak u mnie ;)

Też myślę, że siedliskiem tego stanu jest pogoda.

Po prostu się wziąc w garść. Taka recepta, którą sobie przypisałem, ale i Tobie przepiszę, choć doktorem, ba nawet magistrem inżynierem (już prawie…) jeszcze nie jestem :)

Trzymaj się ciepło, głowa do góry!
Napisane przez Blue Orange w dniu 9 Grudzień 2004. Odpowiedz

Życie jest zajebiście fajne!!!:) I nie wkręcam sobie, nie palę (jak to ja nazywam:D) Marijohany, jestem trzeźwa i w ogóle. Miałam dzisiaj totalnego pecha – ale to co?:) za parę lat będę się z tego śmiała!:)
Pomyśl o tym w taki sposób:D
===
Pozdrawiam!
+++
Napisane przez hoho w dniu 9 Grudzień 2004. Odpowiedz

zabierac sie do dziela zawsze warto. mi sie nawet nie chce ubierac ostatnio :) . a co dopiero wstac z lozka..
Napisane przez roodia w dniu 10 Grudzień 2004. Odpowiedz

Okreslenie ‘życia’ jest osobistą sprawą każdego z nas, czyli czymś zupełnie względnym. Dla jednej osoby to koszmar, w którym tkwi ze strachu lub z nadzieji na cos lepszego, dla innej może byc pieknym interesującym zjawiskiem które i tak trwa zbyt krótko.. Ja sie chyba bardziej skłaniam ku tej drugiej teori, ale to zależy od mojego samopoczucia.. :] Życie jest poprostu inne dla każdej jednostki, a jak je odbieramy i czy staramy sie cos w nim zmienic to chyba istotnie zależy od nas :)
Napisane przez kraina marzeń w dniu 10 Grudzień 2004. Odpowiedz

ja tam nie bede Ciebie pocieszac, ani nic takiego….sama ni raz tak się czuje beznadziejnie, że nie chce mi się oddychac nawet;)…
Ja tylko wiem jedno!
Musisz znależc sobie jakiegoś cudownego mężczyzne, hnajlepiej idealiste iw miare uporzadkowanego morlanie…:)
Jak wiadomo najlepszym lekarstwem na „ból istneinia” jest stan zakochania( najlepiej odwzajemniony…no ale z tym to już ciężej)

pozdrawiam ciepło:)
Napisane przez moje-male-paranoje w dniu 10 Grudzień 2004. Odpowiedz

Cudownych meżczyzn sie nie znajduje.. Oni sami się znajdują w odpowiednim dla siebie czasie:-)

Pozdrawiam:-)
Napisane przez tj w dniu 11 Grudzień 2004. Odpowiedz

Masz absolutną rację- życie sgtanowczo nie jest do dupy, z dowodami natomiast jest ten problem, że mijamy je na każdym kroku- trzeba się uważniej przyglądać ;]