Kiedyś, gdy ktoś zaniedbywał bloga, było mi przykro. Myślałam sobie "cholera, nie ma notki już od miesiąca, jak tak w ogóle można?".
No, a teraz pora na mnie. Cóż, ognisko dogasa, a mnie brakuje drewek, by dorzucać do. Nic na to nie mogę poradzić. Podziwiam ludzi, którzy (jak np. Donpepego) potrafią utkać piękną notkę z szarej rzeczywistości. Puszystą i mięciutką. Ja, niestety, nie potrafię.
Mój blog zawsze był O CZYMŚ, chociaż o niczym. Obowiązkowe były emocje, łzy, zakochania, studenckie szaleństwa, potem rozmaite perypetie zawodowe, znowu zakochania, emocje, łzy.
A teraz? Teraz NIE MA, jak mawia bardzo często moje dziecko, gdy zauważa jakikolwiek brak czegokolwiek. Robi to bardzo pochopnie, wystarczy, że dany przedmiot zniknie jej na chwilę z pola widzenia. To chyba zresztą było jej pierwsze słowo (mimo że dwa słowa).
Spraw osobistych, jakie kiedyś się tu pojawiały w nadmiarze, teraz wywlekać nie mogę. Z dwóch powodów. Po pierwsze - kilka osób z tak zwanego "reala" czyta Całą Jaskrawość. Są to postacie, że tak ujmę, kluczowe w moim życiu, więc siłą rzeczy większość zdarzeń w moim życiu "kręci się wokół nich".
Poza tym - nie czuję potrzeby takiego "publicznego obnażania się". Kiedyś przynosiło to ulgę, wszak i tak pisałam jako anonim, więc było wolno. Potem, nawet gdy już anonimem być przestałam - sprawy osobiste zostały schowane gdzieś głębiej, pojawiały się między wierszami albo były opisywane tylko częściowo, z pominięciem tych szczegółów, których nie chciałam wyjawiać nikomu z najbliższego otoczenia. Więcej notek traktowało więc o życiu biurowym, wakacjach, marzeniach, planach, faktach z tak zwanego życia ogólnego. Inaczej mówiąc - skupiało się na innych, bezpiecznych tematach.
A teraz - w moim życiu tego życia jest nieco za mało. Nie pracuję, nie studiuję, nie zakochuję się. Nie uśmiecha mi się pisanina o tym, jak fajne mamy dziecko. I że wylało dziś sok na stół, ucząc się nalewać płyn do szklanki. Nie kręcą mnie takie tematy. Być może jeszcze przyjdzie na nie pora, gdy Młoda zacznie mówić porządnie. Uwielbiałam swojego czasu pamiętniki "mamusiek", notujących rodzinne, przezabawne dialogi, popisy dziecięcej elokwencji i inne takie. Ale na tego typu notki u nas jeszcze za wcześnie, bo te wywołujące uśmiech na twarzy scenki są u nas bardzo proste, humor sytuacyjny, nie do opisania prawdopodobnie.
Jednym słowem - nuda. Straszliwa nuda codzienności. Odnajduję się w tym, w pewien sposób, znalazłam sobie porządne i wciągające hobby... No właśnie. I dlatego najczęściej można mnie spotkać gdzie indziej. Niektórzy wiedzą, gdzie, a innym, może kiedyś powiem.
Pozdrawiam!
Name:

Komentarze:

23.04.2013, 22:45 :: 83.242.91.1
ritual-de-lo-habitual
potrafisz.

27.03.2013, 10:14 :: 192.109.140.184
donpepego
ja mam totalną blokadę piosenkopisarską na ten przykład.
najgorsze jest to, że wystarczyłoby 15 minut natchnienia i drugie 15 minut cyzelowania.

22.03.2013, 17:20 :: 31.179.101.121
agatka
U mnie podobna nuda i nic poza dzieckiem, mimo że mam inne życie. A może właśnie dlatego. Bo pisanie o pracy powodowałoby zgrzytanie zębów.