Rany, jak gówniarze...
Oni są jak poszukiwacz metalu, tyle że ich wykrywacze są ustawione na wyławianie wariatów spośród normalnych ludzi.
No i mnie schwytali, żebym stała się częścią stada takich samych wariatów.
Jeśli byliście w piątek nad Wisłą i widzieliście ósemkę ludzi robiących największą wiochę na całym prawym brzegu, to niestety widzieliście nas.

Bu.
Sobotni poranek - mordor! Pociąg do domu wlókł się jak ślimak, zasypiałam z czołem na szybie, żeby przerażać się na każdej stacji, że pewnie przegapiłam swoją.
Po osiągnięciu własnego łóżka ledwo przyłożyłam głowę do poduszki, gdy usłyszałam, że Potwory wstały. Bezlitosne, okrutne, złe.
Ach, złote czasy, gdy człowiek mógł spokojnie sobie odsypiać całą sobotę...
Na szczęście Kapitan jest aniołem (pochwalę go na terapii, buhahaha! a sobie głowę popiołem...) i po południu zabrał Potwory do babci, a wyssana z resztek energii matka mogła spać do wieczora. Jakie to było piękne!
Name:

Komentarze: