Pobolewa gardło, a ciało ogólnie rozbite jak namiot. Zjadłam makaron z makiem, a teraz żrę zimnego ogórka kiszonego, popijając gorącą herbatą. Zauważyłam, że po zeżarciu czegoś zimnego prosto z lodówki przechodzi ból gardła. Przynajmniej na jakiś czas, a potem trzeba zjeść kolejną zimną rzecz. Minęły już czasy łykania cholinexów (pamiętacie? "cholinex chuj!"). Modlę się teraz do Światowida, aby nie zjawił się katar. Wszystko zniosę, ale nie katar. Ja na katar umieram! Może nie będzie tak źle? Tej zimy choroba kilka razy próbowała sforsować twierdzę mojego układu odpornościowego, ale póki co niewiele jej się udało zdobyć. Raz katar, raz czy dwa ból gardła, który minął po kilku godzinach.
Za niecały tydzień nad morze. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Wydyma nas tylko i wrócimy jak niepyszni na ciepłe niziny. Ale może nie?
Dobra, idę se poczytać Donosy na Kisiela, lekturę przerwaną niedawno na rzecz Nowoczesnych metod odżywiania, niejakiego T. Colina Campbella. Donosy polecam, Campbella też, ale tego drugiego na pewno prawie nikt nie chciałby czytać. Właśnie na tym polega paradoks dobrych, ale niewygodnych rad. Nikt nie chce ich słuchać, więc powinny tracić rację bytu. A jednak poradniki ktoś kupuje... Może to dlatego, że wciąż szukamy rad, ale takich, które potwierdzą, że robimy dobrze i nic nie musimy zmieniać?
Name:

Komentarze:

16.04.2012, 22:59 :: 193.106.84.14
rit
a ja mam katar i inne gupie rzeczy

i myślę sobie że piszesz jak na chuju, tzn pozytywnie, lubię to


14.04.2012, 23:43 :: 164.126.138.22
jaskrawa
nie dałam się, już następnego dnia wszystko się rozmyło, nawet bez niepierdolu :)

13.04.2012, 17:48 :: 178.73.44.37
agatka
Nie daj się jak Cię bierze! Cholinex chuj i weź niepierdol!