Zmęczona jestem. Mimo że synek nasz uroczy, śliczny i grubiutki, mamy przejebane.
Maryśka zazdrosna, bywa tak okropna, że nie wiemy już jak z nią postępować. Wydziera się na dzieciaki na placu zabaw, na obcych dorosłych, na nas. Ciągle jest na NIE. Mam wrażenie, że wkurza ją cały świat, prócz Jasia, paradoksalnie. Tego kocha, czuli się do niego, przytula, liże go (sic!) po głowie. A na nas się wyżywa.
Zdaję sobie sprawę z tego, że narodziny brata to dla niej trudny czas, ale ogólnie mam czasem dość. Nie możemy jej pozwalać na wszystko, a z drugiej strony żal mi jej cholernie. Tak bardzo skurczył się czas, który jej poświęcam. Ciągle ten Jaś. Przewijam Jasia, karmię Jasia, przebieram Jasia. Na spacerze, kiedy Jasio zwykle śpi, mam dla niej trochę czasu, więc ciskam się jak mogę. Najgorsze gdy w trakcie najlepszej zabawy ten mały glut się obudzi - no i biegnę do cholernego wózka, a w Marysię z reguły wstępuje wtedy diabeł.
Tłumaczę, tłumaczę, staram się, gówno z tego wychodzi, bo i młoda jeszcze chyba niewiele z tego rozumie. Nie umiemy sobie z tym poradzić. Czasem jesteśmy pewnie zbyt surowi, czasem zbyt pobłażliwi.
Najbardziej mnie boli to jej zamknięcie się na to, co mówimy. Wszystko neguje. Wiem, że to może taki etap i tak dalej, ale ona te wszystkie dziecięce fazy przechodzi tak intensywnie. Bunt dwulatka przechodzi płynnie w bunt trzylatka i nie ma zmiłuj.
Chciałabym nauczyć ją pozytywnego stosunku do świata, a wychodzi na odwrót.
Są oczywiście jasne momenty, chwile, ale...
I znowu nie dokończę notki, bo młody....


cd.
Śpią wszyscy. Co za cisza.
Strasznie smutna ta pierwsza część notki. No, aż tak źle to w sumie nie jest. Przede wszystkim - dziękować bogom, że młoda od początku żywi same pozytywne uczucia do brata i jest w stosunku do niego opiekuńcza bardzo. Nawet nad. Wyobraźcie sobie, jak mnie krew zalewa, gdy ciągle chce podkradać młodemu smoczek - oczywiście celem wpakowania go młodemu do dzioba. Problem tylko w tym, że wcześniej sama go zasysa, mimo że już dawno zapomniała o własnym smoczku (odsmoczkowała się sama dwa lata temu). Cóż, jakoś bym to przeżyła, ale może jednak nie jest to zbyt dobry układ, gdy aktualnie chodzi zakatarzona.
Apropos kataru - bogom dziękować również za jesień i zimę - bez ani jednej infekcji. Dopiero teraz ją coś wzięło, kapryśna wiosna, zmienne pogody i tak dalej.
Poza tym - ciągle zabiera zabawki, które pozawieszałam na macie "edukacyjnej" w którą lubi gapić się mały. W zamian za nie otrzymuję stale walające się wszędzie jej zabawki oraz części zabawek. Oraz rozmaite przedmioty, których szukałam kilka dni wcześniej.
Co jeszcze? Kradnie jego kocyk i ciąga po podłodze, na którą wcześniej wparowała z dworu w ubłoconych butach.
Tak, moi drodzy, bakterie to nasz piąty członek rodziny. Ja nigdy specjalnie nie wierzyłam w ich istnienie, ani też w sens wychowywania dzieci w sterylnym środowisku, ale może bez przesady. Jednak faktu istnienia groźnych bakterii i tego, że niespełna trzymiesięczne niemowlę nie powinno raczej przysysać się do rogów ubłoconego kocyka jakoś nie umiem jej skutecznie wyjaśnić. Cóż, sama wyrosła w umiarkowanym brudzie, jej brat wyrośnie w jeszcze większym. Pewnie to jest właśnie klucz do zdrowia, tak se tłumaczę. To oraz wyżeranie cukru, gdy akurat matka nieopatrznie postawi go gdzieś w zasięgu łap tej małej spryciary.
Cóż, nie będę wymieniać wszystkich sytuacji, w których zalewa mnie krew i trafia szlag. Jest ich zbyt wiele, a mi szkoda czasu, który mogłabym przeznaczyć na sen.
A jest co odsypiać.
A młody? A młody je. Waży już ponad siedem kilogramów i jesteśmy nieco przerażeni. Już dziś nosi pieluchy numer cztery, które chuderlawa Maryśka nosiła jeszcze mając dwa i pół roku.
Name:

Komentarze:

02.04.2014, 10:54 :: 158.66.1.38
agatka
Uwielbiam, jedno i drugie. Spotkajmy dziewczyny, ciekawa jestem, jak będzie teraz.
Jeszcze trochę i będzie lepiej. Jaś zrobi się bardziej kumaty, zapatrzony w starszą siostrę i zaczną psocić razem, dając matce chwilę wytchnienia.

27.03.2014, 17:10 :: 31.182.75.122
anais
dasz radę, bo kto jak nie my ;-)
a serio - bywa ciężko i też mam często dość, ale jest o niebo lepiej niż na początku (w tej chwili synek ma niecałe trzy latka, córka prawie rok). i tym optymistycznym akcentem czekam na następny wpis:)

27.03.2014, 14:36 :: 192.109.140.182
donpepego
z tym buntem trzylatka to może być jak z pms-em - jeden egzemplarz ma krótko i miarę gładko, a inny ma chronicznie ;-)

a serio - dasz radę, za jakiś czas będzie... inaczej ;-) pod opisanymi względami na pewno lżej, ale przyroda próżni nie znosi, więc pojawią się inne względy ;-) ja się np. ciągle nie mogę przyzwyczaić, że w jednej chwili rozmawiam z bystrym, empatycznym, życzliwym, mówiącym pełnymi zdaniami dzieckiem, a po chwili bez żadnych szykanów z mojej strony mam miotające się wcielenie furii nadające wyłącznie ultradźwięki... co więcej - dziecko ze stanu B nagle wraca do stanu A, a mnie jeszcze przez godzinę lub więcej telepie w środku...

26.03.2014, 20:34 :: 62.21.25.43
narni
Będzie dobrze, lepiej, dobrze. Podziwiam. Sama mam (tylko) córę w wieku Twojego Jasia i jestem zmęczona, czasem tak bardzo zmęczona. A przecież jedno to Bahama:)