Egzamin uwalony, jak poprzednio na mieście. Tym razem dwa raczej
"niegroźne" błędy. Ten drugi powiedziałabym, że mógł mi odpuścić, bo
to naprawdę było dyskusyjne...


Noc miałam dzisiaj koszmarną - śnił mi się egzamin, że ma być, ale nie
wiadomo kiedy i gdzie. Sen wracał kilkakrotnie, w wielu wersjach, pomiędzy nimi
przebudzenia, męczące, w ciemnościach i zadawanie sobie pytania, która godzina. Jak w gorączce. 


Wstałam o czwartej (egzamin był o szóstej - teoretycznie dobra pora - ruch
jeszcze niezbyt wielki), bo i tak spać nie mogłam. Stres pożarł mnie całą i wypluł
resztki. Resztki wypiły słabą kawę i powlekły się na tramwaj przez ciemne
ulice. 


Wywołali mnie na szczęście od razu. Noga mi się trzęsła (jedna), gdy
wyjechałam z ośrodka i prawie zapomniałam o włączeniu świateł.

Nie mogłam się włączyć do ruchu (taka idiotyczna sytuacja, gdy jedzie ich w
zasadzie niewiele, a jadą w dużych dość odstępach i pewny siebie kierowca bez
trudu wyjedzie, na kursie na to miejsce nawet nie zwracałam szczególnej uwagi,
czekałam, a potem wjeżdżałam JAKOŚ, ale nigdy nie stałam tak długo). Stałam tam
i czułam, że chce mi się płakać. Miałam szczerą ochotę powiedzieć
egzaminatorowi "wie pan co, nie wiem, jak mam się tu zachować i boję się
tylu aut jadących z lewej, może od razu wrócimy do ośrodka?". 


W dodatku zgasł mi silnik (noga na sprzęgle nadal mi się trzęsła), gdy w końcu
chciałam ruszyć. Jednak jakoś szybko się ogarnęłam i wyprułam stamtąd póki się
dało.


Potem byłam tak zdenerwowana tym wyjazdem (a w głowie świdrowała myśl, że
egzaminator ma mnie za spanikowaną cipowatą idiotkę), że prawie wjechałam na
wiadukt, zamiast prosto na pas dla zawracających. Gościu pewnie pomyślał, że
zapomniałam włączyć mózgu wraz ze światłami. 


Ukochane rondo mnie trochę uspokoiło, bo gładko poszło i czułam się znowu dobrze, jak
dawniej, gdy myślałam, że mniej więcej potrafię jeździć.


Jeździliśmy i jeździliśmy, długo. Noga mi się przestała trząść, przyrosłam w
końcu do samochodu, czułam, że wiem, co robię i jaśniej pod czaszką. Zresztą było już grubo po szóstej, zatem jasno zrobiło się też na niebie. To jednak zauważyłam dopiero po egzaminie. Patrzyłam na zegar i zastanawiałam się, ile to już trwa.
Skrętów w lewo sto milionów (w tym takie na światłach), ale jakieś wszystkie łatwe. 


Potem popełniłam błąd, który życzliwszy egzaminator chyba w ogóle by olał...
A po nim dwa razy dałam się złapać w dobrze mi znaną pułapkę, w którą nie
dawałam się już złapać od dawna. A jednak. Zemściło się na mnie ignorowanie pozornie banalnych rzeczy. 


Jak zbity pies z podkulonym ogonem wróciłam do ośrodka, wkurzona na cały świat, że muszę nadal
prowadzić, chociaż nie jestem kierowcą, a egzamin i tak już w zasadzie należy do
przeszłości. 


Wkurzenie nie minęło, bo teraz jestem w kropce. Z jednej strony rozsądek
podpowiada mi, żeby jeszcze pojeździć, popróbować, że beznadziejnie nie jest i
dzisiaj naprawdę mogłam zdać. Z drugiej - żeby rzucić to na razie w pizdu i nie
narażać małej w brzuchu na takie stresy jak dziś w nocy i rano. 

Name:

Komentarze:

02.05.2012, 11:40 :: 50.19.192.190
LanternEnterprises
Łukasz pisze:Twoje zdjęcia są absolutne. Najgorszy jest brak moeldek (cierpliwych) by można jedno ujęcie wykonać 3-4 razy by znaleźć to najlepsze. Z radością wracam do Twojej strony. Pozdrawiam

25.02.2011, 11:27 :: 188.33.126.190
jaskrawa
aha, rozumiem.
no wtedy mogło być jakoś "inaczej". czytam sobie różne fora, słucham opowieści różnych zdających i widzę, że bywa bardzo różnie - niektórzy piszą wprost, że im egzaminator trochę pomagał, że mieli jakąś krótką trasę, że mieli szczęście na drodze i nie trafiły im się żadne trudne sytuacje... a u innych odwrotnie - nawet jeśli ktoś w miarę dobrze jeździ - może się zdarzyć, że mu ktoś wyjedzie nieprawidłowo i zdający nie zareaguje aż tak dobrze i szybko jakby sobie tego życzył egzaminator. i tak o.

24.02.2011, 17:58 :: 89.250.201.134
jaga
podchodziłam, 15 lat temu:) i nawet zdałam, ale teraz wydaje mi się że to było w jakimś innym życiu;)
kompletnie nie wiem jak mogło mi się to udac wtedy, po 20 godzinach jazdy.
teraz wyjeździłsm już sporo więcej i zaklinam pogodę, i pory roku, wiosną będzie łatwiej:)

22.02.2011, 08:34 :: 46.113.61.2
jaskrawa
dziewczyny, dzięki. wiem, powinnam próbować. pomyślałam sobie, że do trzech raz sztuka. na poprzednim egzaminie nie stresowałam się, a teraz tak i zastanawiam się, czy mi wolno. poza tym w ogóle nie widać, że jestem w ciąży (brzuch mam podobno mały jak na siódmy miesiąc i nadal jestem raczej szczupła, cała ciąża "rozciąga się" gdzieś w moim wzroście i gdy jestem grubiej ubrana, to nikt brzucha w życiu nie zauważy) i kolejny egzaminator był nieprzyjemny. ja nie chcę, żeby mnie jakoś łagodniej traktowano, niż "normalnych" zdających, jeśli chodzi o błędy i wynik egzaminu, ale liczyłabym na odrobinę życzliwości i ludzką atmosferę. rozumiem przez to nieco łagodniejszy ton, na przykład wtedy, gdy pomyliłam pasy i zajęłam ten jadący do góry, zamiast pod wiadukt. pas zmieniłam prawidłowo i nie spowodowałam żadnego zagrożenia, więc nie powinien za to na mnie charczeć. gdybym była kierowcą jadącym zwykłym samochodem, po prostu pojechałabym w złą stronę i musiała w efekcie nadrobić drogi, co przecież zdarza się nawet doświadczonym kierowcom, gdy są w nieznanym miejscu albo się zagapią.
jaga - a do egzaminu już podchodziłaś?

22.02.2011, 07:33 :: 178.73.63.165
agatka
Próbuj!
Jak mała juz będzie na świecie, trudniej będzie Ci się wyrwać na jazdy i egzamin. A prawko wtedy może się przydać :)
Powodzenia!

21.02.2011, 19:53 :: 178.42.80.86
jaga
nie warto! nie rzucaj! szkoda tego co już wyjeździłaś! potem będziesz musiała przechodzić OD POCZĄTKU przez to wszystko. i jeszcze może być tak, że będzie Ci bardzo ciężko się zmobilizować do ponownej nauki.
nie spodziewam się, że Cię to pocieszy, ale ja uczę się jeździć od października gdzieś i ciągle nic nie umiem;(
Zapytałam któregoś razu mojego instruktora o jego najbardziej opornego ucznia. powiedział, ze uczył kursantkę, która potrzebowała 90 godzin. mnie to zmotywowało, żeby się tak łatwo nie poddawać;)

21.02.2011, 14:46 :: 193.106.84.11
Ri
Mała na pewno jeździ z Tobą ;)

Mała Mi.