Dodatkowe jazdy nie idą. Jednak dobrze myślałam. Nie nadaję się do tego. Tam gdzie wiadomo co robić, to wiadomo (np., że na czerwonym można jechać, a na zielonym trzeba i takie tam). A tam gdzie nie wiadomo, to ja już nie wiem, a inni wiedzą, chociaż nie mam zielonego pojęcia skąd oni to wiedzą. Oczywiście powiedzieliby, że z doświadczenia. Jak mam się dowiedzieć z doświadczenia, gdy za każdą porcję owego muszę bulić forsę?  

Gniot mimo, że skończony, to bardzo chciałby być powiększony "dla poprawienia pewnych proporcji między rozdziałami"...  Mogę to rzucić w pizdu i iść drukować, ale jakoś nie potrafię. 

Wróciłam do domu po jazdach i rozpłakałam się serdecznie. Tylko, że głodna byłam jak cholera, więc nie mogłam się schować w ciemni, tylko musiałam sobie obiad zrobić. A jak już zaczęłam wstawiać obiad, to zdjęłam też pranie, a potem usiadłam przed kompem i kupiłam se następną książkę potrzebną Gniotowi. Mam nadzieję, że przyjdzie maksymalnie w czwartek i na sobotę będę już miała następne parę zdań dla promotora O Bardzo Znanym Filozoficznym Nazwisku. Tak czy owak - zrobiłam wszystko, by wyrobić się przed sobotą, bo książkę nabyłam natychmiast po powrocie do domu. Biblioteki/czytelnie odpadają, bo jak już pisałam wcześniej, brzuch i jego rośnięcie uniemożliwiają już snucie się z laptopem po mieście. I tak o, nawet mojego dzisiejszego doła chuj strzelił, bo po obiedzie już mi się nie chciało płakać. 

W ogóle dzisiaj musiał być zły dzień, skoro nawet depresja nie wyszła. Źle się też zaczął, bo w autobusie, gdy jechałam na uczelnię, kasownik nie chciał mi przyjąć biletu. Że "nieczytelny". W Warszawicach wiedzą o co chodzi. Kupujesz bilet, cieszysz się, że masz, wsiadasz, kasujesz, a okazuje się, że nie masz, bo coś spieprzyli w fabryce biletów. Na (nie)szczęście w moim autobusie był taki automat, w którym można sobie nowy bilet nabyć. Jedynym warunkiem jest posiadanie bilonu. Papierków maszyna nie chce chapnąć. Wrzuciłam piątaka, wybrałam bilet na ekraniku i... nic się nie wydarzyło. Ani biletu ani monety back. Zgłosiłam problem kierowcy i usiadłam sobie zrelaksowana, zastanawiając się, co powiem kanarom, jeśli się zjawią. Oczywiście prawo jest po ich stronie, a biednemu zawsze wiatr w oczy. "Brak możliwości nabycia biletu nie zwalnia z obowiązku skasowania go" czy jakoś tak to idzie. No ale pomyślałam, że grzecznie im opowiem, jak było, że jadę na ważne spotkanie z promotorem (prawda), że miałam przygotowany bilet (okazał się nieczytelny, też nie moja wina, a sprawdzić przed skasowaniem się tego nie da) i na wszelki wypadek drobne na następny. Powołam kierowcę na świadka. W ostateczności powiem im, że jestem w siódmym miesiącu ciąży i mogą mnie pocałować właśnie tam, dokładnie tam, albo wezwać policię, bo ztm ukradło mi piątaka (na automacie nie było żadnego numeru telefonu w razie reklamacji ani też ostrzeżenia, że automat nie działa). Przecież żaden zdrowy na umyśle kanar nie bawiłby się w to dalej. 

Name:

Komentarze:

21.02.2011, 10:19 :: 93.190.152.161
bluemauritius
napisz skargę do ztmu! zażądaj zwrotu utraconej gotówki!!!!!1

19.02.2011, 22:04 :: 109.243.223.217
jaskrawa
no nie, raz zdawałam dopiero, więc wiadomo. nie ma co.
może jak mi przyjdzie zdawać za jedenastym i będę miała już parę stłuczek na koncie, to sobie odpuszczę :D

19.02.2011, 20:10 :: 89.78.85.218
kamyk
Mam nadzieję, ze nie poddajesz się z tym prawkiem? :)
Kompa nadal brak, dorwałam się gościnnie.