Właśnie miałam milutką pogawędkę z uber-szefową o moim powrocie do pracy. Który to już raz?
Nic nie wie, nic nie powie, umówiłyśmy się na luty, kiedy wraca z urlopu.
I tak o.
Nie jest to wszystko łatwe. Czuję się jak ktoś, kto przychodzi na przystanek i widzi, że ostatni autobus jechał tędy jakieś trzy lata temu. Więc brnę dalej na piechotę.
A wczoraj brnęłam przez wiatr aleją Jana Pawła. Matko, jaka brzydka ta Warszawa! Bywam tam średnio raz na miesiąc - dwa, ale w centrum wcale. Może to przez tę pogodę i resztki roztopionego śniegu. Ilmet nadal stoi, taki mały, oldskulowy, niedzisiejszy jakiś. Nieopodal Złote Tarasy i wielki napis "Hays". Znaczące. Nic nie czułam w sercu, idąc przez miejsca, w których byłam kiedyś codziennie. Chyba z wiekiem coraz mniej przywiązujemy się do miejsc, ludzi i zdarzeń. Sądziłam, że coś drgnie, jakaś sentymentalna nuta zagra, gdy będę przechodzić przez podziemia Centralnego. Zero. Widocznie nie kochałam nigdy mojej pracy w korpo i pewnie nie pokocham. Ale w dupie z tym, w ogóle mnie to nie boli, nie martwi, nic.
Zamieniam się w robota? Nie. Koncentruję się na tym, co po tej stronie torów. I już.
Name:

Komentarze:

30.01.2016, 17:36 :: 188.146.11.125
jaskrawa
Ja do tych starych też! ale pisałam o tych "nabytych" już w nowszych czasach. w sensie - obniża się moja zdolność do "nabierania" sentymentów :)
miejsca "stare" też nadal z sentymentem odwiedzam :)

30.01.2016, 17:26 :: 78.11.129.203
volver
Ja niezmiennie mam sentyment do miejsc. Uwielbiam wracać do miejsc w których dawno nie byłam. A jak odkrywam, że coś/wszystko się tam zmieniło to mam takie dziwne uczucie: trochę żal, trochę radość.

28.01.2016, 21:34 :: 89.69.17.81
Ire
Ja mam wrażenie, że z sentymentem odwiedziłabym każde z moich byłych miejsc. Ursus także. Ale może mi się tylko tak wydaje?