Zaczęłam się dzisiaj pakować. Nagle okazało się, że, mimo, że nic nie mam przecież, mam sto milionów dupereli, z którymi nie mam pojęcia, co zrobić.
Gdybym żyła w Ameryce, zrobiłabym wyprzedaż w garażu, niestety nie mam garażu.
No bo co na przykład można zrobić z wazonikami z ikei, figurką Buddy, jakimiś pluszakami, antyramkami? Jak spakować duperele typu waga do ważenia się, torebki, świeczniki, jakieś słoiki do mycia pędzli, ze 30 kaset magnetofonowych z nagraniami badań rynkowych (tak, kiedyś dorabiałam sobie transkrypcjami), jakaś metrowa deska, służąca za paletę... Jakieś RZECZY, które mogą się przydać, chociaż wcale nie muszą, ale mogą, ale nie muszą, ale mogą przecież, do cholery!
Ja lubię moje kubki z odtrąconymi uszami. Trzymam w nich niepiszące długopisy. Długopisy przebrałam "pisze - nie pisze", a kubki? Wywalić? Wywalić kubek z NYC?
Kable sieciowe?
Po co komu one?
A jak ktoś za miesiąc przyjdzie i zapyta "nie masz może kabla sieciowego?", to ja mu powiem "a miałam, ale wypieprzyłam". Będzie smutno.
Najgorsze te obrazki na ścianę. U Maćka to nic nie pasuje, z tego, co u mnie pasowało. U mnie pasowało WSZYSTKO, cokolwiek się powiesiło. Szkoda mi je zaś tracić.
Na pewno biorę (listę se zrobię, żeby nie zapomnieć, jak spiszę na kartce, to niechybnie zgubię)
1. kotkę Diablo (mój skarb największy, jaki mam, najśliczniejszy czarny kot ever) - it comes with: kuweta, żwirek, zapas żarcia, miskę muszę jej kupić nową, bo czerwona nie będzie pasowała do Maciejkowej kuchni!
2. materac
3. ciuchy + buty + ręczniki
4. blejtramy w liczbie 3 (dwa pomalowane, ale przemaluję, bo mi się nie podobają, jeden jeszcze czysty)
5. lampkę nocną
6. książki, płyty, jakieś filmy
7. papierzyska - umowy z bankiem, z pracą, wyniki badań, szkoła
8. kosmetyki, leki
9. przedmioty użytku codziennego - suszarka, depilator, rakietki do badmintona, przybry do malowania - farby, pędzle, może tę dechę?
10. śpiwory i pościel
11. z kuchni - moje ulubione miseczki, pałeczki do chińskiego żarcia, resztę zostawiam, trzy ulubione kubki już wzięłam
12. nie wiem, kurwa, co jeszcze
Także tak.
Zostawiam cały ten rozgardiasz, bo idę na randkę.
Na randkę?
Na randkę. Rok temu, co za data.... 17 września... poznałam Kapitana Marchewę.
Name:

Komentarze:

18.09.2009, 10:06 :: 195.68.31.231
donpepego
nooo odrobina rozgardiaszu nikomu nie zaszkodziła, a rzeczy wątpliwe może wziąć na jakąś kwarantannę w pudło - jak się nie przydadzą przez pół roku, to poczekać na nastrój rewolucyjny i wtedy z satysfakcją wypierdzielić, nie?

póki decyzje są jednoosobowe, jest ok.

17.09.2009, 21:57 :: 188.33.206.32
agatka
O rany, jak dobrze, że ja się przeprowadzam tylko o sąsiedniego pokoju. Nie będę miała dylematu, co wyrzucić. Bo ja nie wyrzucam NIC, każdy papierek na pewno okaże się niezbędny, wyrzucanie to zło.
Ale jeszcze nie doszłam o poziomu, który miał mój dziaddek. Jak dojdę do jego wieku, a doczekał 73 lat, to zagrzebię się w stertach wszystkiego.

17.09.2009, 18:04 :: 89.75.132.10
bluemauritius
love ta notka!!!

zwłaszcza tekst o kablu sieciowym. absolutnie go nie wyrzucaj, wtedy na pewno nikt o niego nie zapyta. jeśli wyrzucisz, to pewne, że ktoś taki się zjawi.

no i dobrze, że wśród przedmiotów codziennego użytku masz rakietki do bambingtona. sport to zdrowie, na co dzień ;)