lights will guide you home, and ignite your bones, and I will try to fix you


Nie poszliśmy do kina. Niania nas olała.
Młoda chora.
Roboty fchuj.

Tęsknię za czymś, czego wcale nie ma, ale to wcale nie sprawia, że to, co jest, cieszy bardziej. Jak uciec z tego kręgu?
Zadaniowo.

Zadania na ten tydzień:
Kupić notes (może zamówię sobie w Korei Północnej?) do notowania książek do przeczytania.
Podszyć zasłonę.
Po ponad tygodniu przerwy w bieganiu wrócić do biegania.
Czytać, nie myśleć, nie zwariować (to jest ciąg przyczynowo-skutkowy)
Podlewać świeże krzaczki żywopłotu.
Napisać kilka takich tam, co się nazbierały i czekają na napisanie jak psy na spacer. Machają ogonami i dyszą.



by jaskrawa
04.09.2016; 20:16
komentuj(21)

I'm surrounded by some kids at play, I can feel their laughter, so why do I sear?


Grunge'owo dzisiaj.
Ostatnio trochę ciekawych gadek... Z ludźmi, z których każdy coś w sobie dusi, co trzeba rozmemłać na nowo. Albo w ogóle rozmemłać, bo jeszcze nie rozmemłane.

Odezwała się dziś koleżanka, jakoś jeszcze sprzed bitwy pod Grunwaldem chyba.
Dużo pracy. I dobrze.
Nie kupiłam wciąż notesu, bo przez nadmiar pracy nie wychodzę prawie z domu. I dobrze.
Aha, już mówiłam, że dużo pracy. No dobrze.

Jakieś kurwa koło zatoczyłam, czy jak? Przeszłość wciska się drzwiami i oknami, już rzygam nią, poczuciem, że znowu mam może ze 22 lata.

Ciągle gdzieś ktoś coś wspomina. Wojciech Mann wygląda ze zdjęć archiwalnych, youtube podpowiada albo starocie albo nuty poetyckie, smętne, nostalgie jakieś.

Aaa, już wiem, co się dzieje! Summer's almost gone! Jim Morrison, hippisi, lata 60-te, 90-te, wczesna jesień i dzwony. Wszystko się wyjaśniło.
Wracam do roboty.



by jaskrawa
07.09.2016; 20:31
komentuj(2)

push the tempo!


Coś kurna nie tak idzie.
Oczy mi odpadają.
Piąteczki zwykle były całkiem lajtowe, ale nie są już.
Zasuwam.
Na wierszówkach w tym miesiącu chyba puszczę firmę z torbami.
Wychodzi na to, że jutro muszę, prócz normalnego dyżuru, odwalić jeszcze jeden tekst i spisać wywiadzisko.
Kurwa! To jakieś 12 godzin roboty. W sobotę! O nie, nie może tak być dalej.
W przyszłym tygodniu muszę się jakoś choćby częściowo wykręcić z tego kociokwiku, bo jebnę niedługo zębami w klawiaturę. Ona też jebnie.
Przepraszam wszystkich, że tak klnę, ale.
Zero życia.
Dobrnęłam do momentu, gdy nie wiem, co ze sobą zrobić, gdy nie pracuję.

Fajnie jest sobie pojeździć po wsi na hulajnodze.


by jaskrawa
23.09.2016; 20:56
komentuj(4)

she's so high


W życiu każdej standardowej kobiety mnóstwo jest okazji, by nosić fantastyczne, seksowne szpile.
W moim życiu też było parę takich okazji. Z żadnej nie skorzystałam. No dobra, z jednej skorzystałam, ale zachowam dla siebie tę zabawną historyjkę. Dodam, tylko, że można by śmiało ją wykorzystać w scenariuszu prequela filmów o Bridget Jones albo innej wariatce.

Tak czy owak - szpil nie noszę. Moje ciało pełne anomalii rozmaitego typu to czynnik determinujący większość moich życiowych wyborów - prywatnych i zawodowych.

Stopy mam bowiem wąskie jak łapy jakiegoś leśnego zwierza. Kąt nachylenia buta na szpili sprawia, że moje tylne łapki, nie trzymając się na żadnych naturalnych "zgrubieniach", które zawierają normalne stopy, wpadają w przód buta. Innymi słowy - miażdżę sobie palce, dociśnięte całym ciężarem ciała.
Pewnym rozwiązaniem są paseczki. Tylko że one wszystkie, o ile są na tyle ciasno zapięte, by trzymać stopę i powstrzymać miażdżenie palców - wrzynają mi się w chude pęciny. Zbyt chude i słabe, by utrzymać stopę we właściwej pozycji. Prawdopodobieństwo skręcenia kostki - 100 %, po 7 do 10 kroków maksymalnie.
Żadne wkładki antypoślizgowe nie wchodzą w grę, bo wysokie podbicie stopy sprawia, że z wkładką stopa nie mieści się w żadne buty.
I chuj.
Co gorsza - nieproporcjonalnie długi duży palec, który w porównaniu z innymi palcami wygląda tak, jakby został przyszyty od innego człowieka. Nie pomaga to w doborze rozmiaru...
Na koniec - wzrost. Przy 179 cm, obcasie o długości nawet 5 cm, z barkami jak pływaczka, wyglądam jak drag queen. Brakuje tylko blond peruki z lokami.

Układam sobie więc życie tak, by szpil nie nosić.

I dlatego:
Nie wzięłam ślubu. W płaskich butach jakoś głupio.
Nie zostałam bizneswoman. Szpilki to podobno jedyny dopuszczalny strój biznesowy na pewnym poziomie.
Unikam wesel. Zawsze wyglądam na nich jak biedne dziecko w swoich płaskich obcasikach.
Pracuję w domu - im mniej potencjalnych spotkań z ludźmi, tym mniejsze ryzyko, że trzeba będzie się jakoś ubrać.
Jednym z głównych kryteriów w wyborze partnera był wzrost - co do zasady nie schodziłam wzrokiem niżej niż 185. Może przez to przegapiłam paru takich, którzy nadawali się bardziej, tylko zabrakło im paru centymetrów.
Może szkoda, bo okazuje się, że. Tu aura sztucznej tajemniczości.
Tak czy owak - mam nadzieję, że moja córka nie będzie aż tak wysoka. Same problemy z tego wynikają.

A teraz, niestety, czeka mnie cholerna służbowa impreza i wypadałoby w końcu założyć jakieś buty, w których wygląda się stosownie do okazji. Wypady na zakupy butowe są dla mnie jak wyprawy do Mordoru.
Rany, czy ja ze wszystkim muszę mieć pod górkę?

No tak, tak, wiem, można kupić buty na rozmaitych słupkach, niskich, też fajne i tak dalej. Ale - nie oszukujmy się - żadne nie są tak ładne jak klasyczne, błyszczące, cudowne szpileczki! Oł noł noł noł.
by jaskrawa
28.09.2016; 12:00
komentuj(10)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl