chłopczyk i dziewczynka


Jeśli jeszcze raz po tym jak powiem, że będziemy mieć chłopca, ktoś powie z wielkim bananem na ryju "O, to będziecie mieli PARKĘ", to normalnie jebnę jakąś ciętą ripostą.
Jaka, kurwa, parka? Czy dzieci to papużki faliste? Króliczki? Kanarki?
Czy wy, posiadający rodzeństwo płci odmiennej, czuliście kiedykolwiek, że stanowicie "parkę"? Nie wiem, kto to wymyślił, ale pewnie ten sam idiota, który mawia do swojej córki "grzeczne dziewczynki tak się nie zachowują", a do synka "ej, no przestań, tylko baby płaczą".
by jaskrawa
02.09.2013; 18:27
komentuj(10)

idzie jesień, kup se prozac


Dziecko mnie katarem zaraziło. Jej pewnie przejdzie najdalej jutro, bo po niej takie choroby to jak po kaczce, a mnie, nie ma się już raczej co łudzić, będzie trzymać przez następne dziesięć dni.
Jak już wielokrotnie się skarżyłam, katar oznacza u mnie stan całkowitej klęski żywiołowej. Prawie nie słyszę, ledwo widzę, oddychać nie mogę, skóra wokół nosa schodzi z żywego mięsa i nie pomagają żadne kremy ani mazidła. Tak jakby ktoś włożył mi na dwa tygodnie głowę w wielki, ciężki worek z glutem, pochodną kwasu solnego, wyżerającym mi pół twarzy, duszącym mnie i odcinającą od świata mglistą, plazmatyczną, półprzezroczystą barierą bakteryjno-wirusowej toksycznej masy. Wszystko to prawdopodobnie wżera się również do mózgu, gdyż jestem w trakcie kataru całkowicie pozbawiona zdolności logicznego myślenia. Niewyraźne kształty i kolory przesuwają się gdzieś dookoła, nie obchodząc mnie zupełnie. Może to jacyś ludzie, a może nie. Istnieje tylko jeden wielki bezkształtny BÓL, spod którego zaczynam się wydobywać dopiero po jakimś tygodniu.
I właśnie TO dzisiaj się zaczyna. Jeszcze rano miałam nadzieję, że ucieknę, że wyleżę, wygrzeję stopy, przepiję herbatą... Niestety, powoli rzeczywistość zaczyna się oddalać, coraz bardziej przysłonięta przez chorobę.
Koniec.

Tym razem będzie w dodatku Jeszcze Gorzej, bo ciągle mam mdłości i w ogóle jestem w nieformie.

EDIT: Obejrzałam sobie zdjęcia, bo Kapitan był na działce dziś i sfotografował domek już z oknami wstawionymi przedwczoraj. Wyszło lepiej, niż myślałam, a bałam się, że może być słabo. A jednak słabo nie jest. W dodatku na zdjęciach dom tonie w słońcu, więc z radością i ekscytacją sobie go wyobrażam tonącego nie tylko w słońcu, ale również w bieli tynku (okna są ciemnoszare) i winorośli. Obsadzenie go zielskiem taniej wyjdzie niż te wszystkie w chuj drogie elewacyje drewniane, więc będzie się nam doskonale i niedrogo komponowała nasza stodoła z leśnym charakterem reszty wiochy - zwanej przez nas Raciborzem - chociaż oczywiście nie jest to prawdziwy Racibórz (Raciborz? A nie, podkreśla mi...).
Okna są, dach jest, woda w domu też. Za chwilę pojawi się też Pan Prąd, który zamieszka w gniazdku, a potem tynkarze ojebią ściany na biało. To wszystko dzieje się szybciej niż sądziłam, że się zadzieje. Myślałam, że ta budowa potrwa co najmniej ze dwa eony. Mam w głowie pełno niezbyt konkretnych, ale zupełnie realnych opowieści ludzi, którzy "się budują" i zawsze wlecze się to jak kawałek starej szmaty, której koniec wyciągamy z ziemi, a drugiego końca jakoś nie możemy zobaczyć.
A my prawdopodobnie już na wiosnę będziemy mogli się przeprowadzić.
W sumie to dość przerażające. Znikną wszystkie obecnie drogie mi rzeczy - plac zabaw, jordanek, sklep z dobrym pieczywem przy Filtrowej... Kurwa no, zmiany, zmiany.
by jaskrawa
08.09.2013; 20:15
komentuj(1)

u nas na wsi


Byłam dziś "u nas na wsi". Pociągiem.
Wysiadam na stacyjce, cisza jak makiem prawie. Tylko ten charakterystyczny psów wiejski szczek, gdzieś w oddali.
Nasza wieś nie jest taka specjalnie wiejska, bardziej podmiejska - krów ni mo ani obór, kury gdzieś z rzadka, jeśli w ogóle. Raczej to taka wieś z gatunku "trawniczek, tuje, skalny ogródek". Wszędzie sosny i brzozy. Lekki zapach dymu.
Jakoś tak błogo mi się szło ze stacyjki do nas, bliziutko mamy, dosłownie kilka minut piechotą. Przez chwilę słońce wyjrzało zza chmur, psy się zamknęły, nie było wiatru, drzewa przy torach jeszcze nie takie żółte... Całą jaskrawość zobaczyłam, a dawno jej nie widziałam, powiadam Wam.

Myślicie, że przyjmą się maliny na dość piaszczystej glebie, takiej, co to sosny?
by jaskrawa
14.09.2013; 22:46
komentuj(5)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl