u mamy


Zapomniałam napisać, że kilka dni temu skończyłam pisać.
Tzn. nie, przepraszam. Chyba dopiszę jeszcze jeden rozdzialik, bo mi czegoś brakuje. Ale to czy go dopiszę, zależy od tego, co powie ekspert.
Tak czy owak - możecie mnie teraz zobaczyć nad miastem, jako rzekłam, fruwającą ze szczęścia nad ulicami.
Do czasu aż na ziemię ściągnie mnie mój pro-motor. Czekam, aż mnie zapyta, czy sama tego gniota napisałam.
Tak czy owak teraz jego ruch, a ja nic nie muszę robić na razie i to jest cudowne. Nie siedzi mi w głowie żadna zadra, która przez ponad pół roku nie pozwalała mi się po prostu na dobre wyluzować. Mogę się w końcu na legalu opierdalać.
Siedzę zatem u mamy w Łodzi, jem, śpię i uprawiam ogólnie pojęty potkoc.
Bachor mojej siostry jest coraz piękniejszy i coraz bardziej czai bazę.
Ja chyba też...

by jaskrawa
05.09.2010; 11:12
komentuj(11)

harówa in progress


No i muszę trochę jeszcze tu i ówdzie podopisywać. To co jest, jest ok, ale brakuje istotnych szczegółów z trzech dodatkowych tomiszczy, które teraz muszę zdobyć i zapoznać się z.
Balonik spadł pęknięty na jezdnię i przejechały go samochody stojące w korku.
Zupełnie jak ja dzisiaj na jazdach. Dwie godziny stania w korkach, chociaż Pan Instraktor kombinował jak mógł, żebyśmy trochę pojeździli. Już nigdy w życiu nie umówię się na siedemnastą!
Poza tym martwię się, bo ciągle popełniam te same błędy. Na początku było fajnie, a teraz czuję zwątpienie. Też tak mieliście? Powiedzcie, że tak, proszę!
Deszcz i rozmaite okoliczności przyrody sprawiają, że najchętniej spałabym cały dzień.
W sobotę zamiast snu, potkoca i beletrystyki czeka mnie biblioteka i tuning tej nieszczęsnej pracy.

by jaskrawa
09.09.2010; 20:23
komentuj(5)

podsumowanie lata


Kolega nas ostatnio zapytał - a co wam udało się zrobić w te wakacje?
A ja Was pytam o to samo (taki łańcuszek sobie wymyśliłam w połowie września).

Edit (notka łańcuszkowa nadal ma wisieć, bardzo mnie cieszą Wasze wakacyjne osiągnięcia, dla opornych - tzw. Wakacje można zamienić na Lato (okres od późnego czerwca do wczesnego września, powiedzmy, jeśli ktoś ma inne zdanie na ten temat, interpretacja dowolna i można się kłócić):
Jutro jedziemy w Tatry. Wyjazd to będzie nieco inny niż zwykle (Tu Sztuczna Aura Tajemniczości).
Mamy zarezerwowany nocleg, mamy zarezerwowane śniadanie, ba, nawet nie musimy brać "irchowych" ręczników wielkości znaczka pocztowego (courtesy of Kapitan). Nie będzie rozbijania namiotu na zimnie i deszczu, nie będzie metalowych kubków z zupką i herbatą, nie będzie też karimat, śpiworków, łyżeczko-nożo-widelców z decathlonu (żal i smutek, kocham to wszystko, mimo wszystko).
Tak czy owak góry będą. I oczywiście my, nasze buty, nasze nogi na tych kochanych kamieniach, mglisty mokry las, przestrzeń, błoto, żarcie w schronisku, love, love, love Tatry forever!
A po powrocie wszystko ładnie napiszę.

by jaskrawa
14.09.2010; 18:52
komentuj(18)

jak by tu zacząć...?


Dzięki za Wasze wakacyjne podsumowania (i wszystkim jednakowo gratuluję). Wychodzi na to, że jeśli się tak zastanowić, to jednak w miejscu nie stoimy. Nawet jeśli udało nam się dokonać tylko malutkich zmian, to też coś. Trzeba się cieszyć z małych rzeczy, blebleble (tu pedagogiczna gadka w stylu Paulo Coelho).

U mnie też zmiany i to wcale nie takie małe. W zasadzie są one tak wielkie, że od dwóch tygodni nie mogę w nie uwierzyć i nie wierzyłabym, gdyby mój organizm sam dobitnie by mi pewnych rzeczy nie udowodnił. I gdyby nie ta kartka z wynikiem testu na beta hcg, w którą w przychodni gapiłam się chyba z 15 minut, zanim opanowałam ciężki zawał serca. Na szczęście Skubana mnie uratowała i zabrała stamtąd w bezpieczne miejsce.  A Kapitan jak zwykle okazał się mistrzem zen. Ja płacz, śmiech i histeria na przemian, a on nic, jak gdyby nigdy nic. Błogi spokój.

Wyjazd w Tatry miał być zupełnie inny, niż poprzednie, bo podobno nie wolno się przemęczać w pierwszym trymestrze. Planowaliśmy zatem spacerki po lesie w okolicy Kalatówek, dużo obijania się. Skończyło się na Kasprowym pierwszego dnia i Zawracie i Świnicy drugiego. A niech to wszyscy diabli. Dobrze się czułam w ciągu dnia i tylko włażenie do góry (bez obciążenia) było w stanie mi pomóc na te wszystkie cholerne mdłości. Ale od wczoraj jest już całkiem beznadziejnie. Fazy na jedzenie, niejedzenie, głód i przejedzenie, zapachy i ogólna rozjebka. Do roboty nie poszłam i już mnie za bardzo nie chcą tam widzieć, bo wiedzą, że jak mam przychodzić w kratkę, to lepiej, żeby mnie wcale nie było, a moją robotę dadzą komuś, kto ma do tego głowę.
I tak o.
Się porobiło.
Proszę o wrzucanie pomysłów na imię, płeć każda, bo jeszcze długo nie będziemy jej znali. Tylko proste jakieś i normalne, bez żadnych Ksawerych Gracjanów Euzebiuszów Radziwiłłów Księciów Potockich.



by jaskrawa
21.09.2010; 12:38
komentuj(42)

dying slowly


Fajnie. Kapitan się mną opiekuje, nie chodzę do pracy, jestem w ciąży, nic nie muszę, jem, leżę, odpoczywam.
A wczoraj prawie zemdlałam wracając z kibla do łóżka. Muszę coś jeść, a jedzenie nigdy nie było tak okropne. Czuję się tak źle, że po raz pierwszy od dawna, płaczę z powodu fizyczności, a nie depresji, żalu czy smutku.
Wczoraj po raz pierwszy słyszałam bicie serca tego małego w środku. Dziś kończy 6 tygodni. Mały, malutki, rośnij szybciutko, bo mama już nie daje rady.
Mama. Jakie to dziwne, a przecież takie zwyczajne. 
Dzięki za imiona. Na razie poczekamy z wymyślaniem, dopóki nie będzie wiadomo, kto tam w środku jest.
Póki co jestem wyłączona z wszelakiego życia, jazdy odwołane, dopiski do pracy leżą odłogiem, wegetacja mode: on.

by jaskrawa
24.09.2010; 09:07
komentuj(6)

gęsto


Siedzę w chaupie, więc jestem w stanie produkować siedemnaście notek na minutę. Żadna inna twórczość nie idzie.
Rzygać, przysięgam!
Wczoraj zachciało mi się pomidorowej, a potem orzeszków. Dziś też pomidorowa. Ugotowałam ją z całych sił, że tak się wyrażę. Po ugotowaniu zjadłam miskę i padłam.

Na przemian wstręty i napady, ja pierdolę.
Nie zachodźcie w ciążę, nigdy, pamiętajcie.
Kapitan mówi, że chory chyba jest. Jeszcze tego brakowało. Ten wrzesień to jakaś trauma. Jeszcze większa trauma będzie, jeśli ja też się rozchoruję, tylko, że mnie to chyba nie ma jak leczyć, chyba, że sokiem pomarańczowym. Zresztą, co ja się martwię, codziennie chlam sok pomarańczowy, więc pewnie będę żyła.
Buddowie i Bodhisattwowie, niech już będzie koniec października!!! Chociaż druga połowa... Może być nawet piętnasty.


by jaskrawa
25.09.2010; 17:55
komentuj(12)

dobrze w domu być z mamą


Przyjechałam (przywiózł mnie dobry Bluemauritius, będę mu wdzięczna do końca życia i o dwa dni dłużej) wczoraj do matki, posiedzieć, poleżeć, pocierpieć i pojęczeć. Mama zawsze przytuli i ukocha, mama zawsze da ciepły obiadek w samą porę, mama pogada, mama włączy telewizor, gdy leci "M jak miłość", mama pocieszy, mama jest spokojna i dobra. Mama (pewnie może być i tata, jeśli ktoś ma, akurat u mnie trafiło na mamę) to w ogóle najlepsze, co się nam może przytrafić, gdy już jesteśmy dorośli i mamy wszystkiego dość. I chcemy na moment pobyć dziećmi, malutkimi, biednymi, którym źle i płaczą, i nie przejmują się, że nie powinne, bo trzeba być twardym i dorosłym. Oczywiście na moment. To jest warunek. Nie wyobrażam sobie, że miałabym to traktować mamę jako regularne koło ratunkowe.
Nadal czuję się źle, aczkolwiek nie jest tak beznadziejnie, jak było, gdy leżałam samotnie na łóżku i wyłam, czując jakby coś dużego zamieszkało w moim żołądku i wierciło się tam niemiłosiernie.
Może w przyszłym tygodniu będzie na tyle dobrze, by załatwić sprawy na uczelni, iść do BN dokończyć pracę, zapisać się na kolejne jazdy do Pana Instraktora, ogarnąć się, wyjść gdzieś, zacząć żyć?
Oby.

by jaskrawa
30.09.2010; 18:24
komentuj(10)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl