inwazja biedronek


Wczoraj jebłam długą i piękną notkę wakacyjną. Przy próbie dodania - notkę szlag trafił, nie pomogło żadne tam edycja cofnij, jezusmaria ani inne mantry.
Zatem co? Będzie krótko.

Wyjazd nad morze udał się bardzo. Okazuje się, że nie trzeba lecieć na Dominikanę, by mieć błękitne niebo bez jednej chmurki (i to niemal przez cały tydzień, a tyle trwał nasz pobyt), mnóstwo miejsca na białym piasku tylko dla siebie i lazurowe, spokojne morze. I pomyśleć, że polskie wybrzeże zawsze kojarzyło mi się z lodowatą wodą, dzikimi tłumami ludzi, nie mającymi dobrych pomysłów na wakacje, łażących po wypchanych badziewiem kurortach, w deszczu, zmarzniętych od zimnego wiatru. A tu niespodzianka.
Niewielka Białogóra okazała się być strzałem w dziesiątkę*. W pogodę też się wstrzeliliśmy. I woda nawet niezbyt zimna. I czysta. Nie było też zimnego wiatru. Były za to biedronki. Jednego dnia było ich w cholerę. Jakiś pan powiedział mi przy campingowym zlewie, że podobno po inwazji biedronek zawsze jest inwazja latających mrówek. Na szczęście nie doczekaliśmy się.

*Dobrze, że ten blog nie jest zbyt popularny. Nie muszę się obawiać, że za rok pół miliona Polaków skopiuje nasz pomysł, by tam jechać. Chociaż... dzisiaj, zupełnie przypadkiem, zobaczyłam na głównej ownlog.com, że mój blog znajduje się na 61. miejscu tzw. popularnych blogów. WTF??? Przecież to czyta tylko kilka osób. Czyżby ten portal w ogóle był tak słaby? Niezła heca.
by jaskrawa
01.08.2012; 19:03
komentuj(7)

jeszcze kilka słów


Ponieważ notka wakacyjna była mocno skrócona, pominęłam kilka spraw, które chciałam zanotować kupa mięci.
Mianowicie:
1. Najlepiej pływa się wieczorem. Jest motywacja po tych wszystkich zjedzonych lodach. Jest woda cieplejsza od powietrza. Ma się całe morze dla siebie.
2. Można zapiekać kalafior zesrem żółtym i sosem pomidorowym. Takie coś dawali w knajpie, w której jedliśmy i to było dobre.
3. Gdy się mieszka na polu namiotowym, jakoś tak głupio iść do klopa z gazetą, żeby całe pole wiedziało, jaki jest cel wizyty. Dlatego musiałam wymyślić nowy sposób przetrwania małego posiedzenia w kiblu bez niczego do czytania. Origami z papieru toaletowego.
by jaskrawa
03.08.2012; 23:50
komentuj(4)

pierwszy słownik słówek Marysiowych


piłka - bambam
nie - nie/nienienie/ne
kotek - mau? miau?
piesek - uhruhr! (hm... nie, nie da się tego opisać, to taki rodzaj porykiwania, coś między orangutanem a psem)
tata - mama?/tata/kaka/taka
mama - mama?
dowolna pani w parku lub na ulicy - mama?
baba (taka z piasku) - baba
klocek, wiaderko, dowolny kubek, inny plastikowy przedmiot wielkości wiaderka do piasku - baba
gdy upadnie - bam!
pępek - papam
pa pa - pa pa
co to jest? (tak nam się wydaje, póki co nie zidentyfikowane do końca) - kekoe?

"?" na końcu oznacza odpowiednie, "pytające" akcentowanie.
No i to by było na tyle.
by jaskrawa
07.08.2012; 16:19
komentuj(4)

wczorajszy dialog z Kapitanem


Zaczynam rozmowę nt. jutra (czyli nt. dzisiaj, co jest dość oczywiste, chociaż brzmi niezbyt logicznie, no ale nie w tym rzecz).
- Co jutro robimy?
- Może pójdziemy do Muzeum Wojska Polskiego?
- Po co?
- Interesują mnie czołgi.
- Dlaczego interesują cię czołgi?
- Dlatego że są takie metalowe...
- Dlaczego interesują cię czołgi, dlatego że są takie metalowe?
by jaskrawa
15.08.2012; 13:13
komentuj(5)

dawno nie jebłam notki


Dawno nie jebłam notki. Prawda brzmi brutalnie: potrzeba pisania bloga zanika.
Nie, to nieprawda. Potrzeba jest, jeno nie ma o czym pisać. Nie, to też nie jest prawdą. Potrzeba jest, o czym pisać mam. Raczej chodzi o to, że ta dwa proste fakty są liniami równoległymi. Prościej mówiąc - mam potrzebę pisania, ale nie na temat wydarzeń (jak również myśli, spostrzeżeń itp.), które aktualnie mają miejsce. Ponieważ nie mogę pisać o tym, o czym bym chciała, muszę pogodzić się z tym, że wypada mi napisać o tym, o czym pisanie mnie nudzi.
Dobrze, zatem kompromis. Napiszę, ale krótko i w punktach. Dzięki temu będę miała notatkę, aby nie zapomnieć, a nie namęczę się gryzmoleniem o dupie (nomen omen, niestety) Maryni.

1. Chciałam wrócić do pracy, ale nie wróciłam, bo moja firma zaproponowała od razu cały etat, w dodatku poza Warszawą. Za dużo jak na początek. Długi temat, zbyt wiele argumentów przeciw, głównie finansowo - logistycznych.
2. Marysia chyba rośnie. Wszyscy mówią, że rośnie, a ja tego nie widzę. Cóż, chyba na tym to wszystko polega - rodzice dorosłych dzieci wciąż widzą w nich niemowlęta, bo nie są w stanie uchwycić procesu rośnięcia, a co dopiero dorastania. No dobra, to dobry temat na notkę. O tym chyba chciałabym pisać. Może następnym razem, bo spać mi się chce.
Ku pamięci: Jest coraz bardziej cudowna. Wspina się na wszystko, nawet na nas. Dzisiaj w sklepie wzięła z półki szampon, obejrzała etykietkę, po czym powiedziała znacząco "nie!" i odstawiła butelkę na półkę. Boże, jak ja ją kocham! Czasem zastanawiam się, czy ona jest prawdziwa.
3. Lato się kończy, a to oznacza nadejście cimności, depresji i innych kudłatych potworów z szafy.
4. Cztery nie ma, cztery jest sekretne i tajemne, ale oznacza, że mam plan. Mam w zasadzie dwa plany, zrealizowanie każdego z nich oznacza wielką radość, pszczoły i łąkę pełną kwiatów.
To by było na tyle.
by jaskrawa
29.08.2012; 23:19
komentuj(4)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl