ku uciesze gawiedzi


Tym razem notka będzie jeszcze bardziej nudna niż poprzednio.
Wczoraj bylim u babci Kapitana, wracaliśmy w ulewnym deszczu, jak cudownie być w środku samochodu, gdy dookoła samochodu bębni! Młode spało sobie cudnie w foteliku, a ja czytałam książkę, co ją byłam dostałam na urodziny. Ciotka Julia i skryba Mario Vargasa Llosy. Ekstra czytadło z najwyższej półki ekstra czytadeł. Wcale nie łatwo jest zostać pisarzem, jak się okazuje. Ale ja i tak zostanę, zobaczycie. Na razie nie mam czasu, ale kiedyś będę go miała. Chciałam powiedzieć - znowu będę go miała. Gdy miałam go ostatnio, wprawdzie znowu nie napisałam nic, ale jestem usprawiedliwiona, bo byłam w ciąży i miałam galeretkę zamiast mózgu.
W sobotę bylim w dekatlonie, gdzie nabylim niezgorszy namiot na plażę, w związku z wyjazdem nad morze za jakiś tydzień. Namiot jest zajebisty, rozłożyć go można w dwie sekundy (robisz takie "bach bach" i namiot stoi). Składa się go jakieś 20 minut. Instrukcja (opieram się o obserwację tego jak namiot składał Kapitan):
1. Wyjmujesz z namiotu kota.
2. Składasz tył namiotu według obrazka.
3. Zgniatasz te bardzo elastyczne i sprężynujące pręty tak, aby powstała ósemka.
4. Próbujesz wepchnąć jedno koło ósemki na drugie, by uzyskać ostatecznie jedno małe koło.
5. Odsuwasz się, żeby nie dostać w papę, gdy ósemka nie chce się zgiąć i cały namiot znowu się rozkłada (w dwie sekundy!).
6. Czytasz ponownie instrukcję obrazkową.
7. Wyjmujesz z namiotu kota.
8. Składasz tył namiotu według obrazka.
... zatem i tak dalej (courtesy of średniowieczni filozofowie).

Napierdala mnie znowu rosnąca ósemka, jutro dentysta-sadysta.
Przez to nie chce mi się gadać, bo jak gadam to boli bardziej.
Nienawidzę jeść ryb, a muszę to zawsze robić u babci, bo babcia myśli, że jem ryby. Głupio mi mówić, że nie jem i fakt, że kiedyś ją zjadłam, bo byłam w ciąży i miałam dość opierania się gdy znowu ktoś mnie częstował, nie znaczy, że w ogóle je jem. Poza tym jadłam też w domu czasem, bo mi ginekolog kazała. Ale potem przejrzałam na oczy (ponownie) i już nie chcę!
Bez sensu.
Szkoda mi każdej ryby, którą zjadłam. Poza tym ryba mi nie smakuje. W dodatku ryba zawiera tyle metali ciężkich, że strach się bać. Ja się boję, że znajdę w takiej na przykład gwoździa czy kawałek wraku jakiegoś ruskiego okrętu wojennego. Czekam na lawinę komentarzy, że rybę trzeba jeść, bo teraz i tak wszystko zawiera metale ciężkie, więc można jeść i rybę.
Chyba koniec, bo dzieć mi się budzi.
by jaskrawa
01.08.2011; 13:03
komentuj(148)

dalszemu rozwojowi twórczości poetyckiej mówimy stanowcze NIE


Znowu rośnie ósemka. Wczoraj mi ją moja ulubiona pani doktor uwolniła z dziąsła. Teraz boli mnie rozcięte dziąsło. Ale chuj, poboli i przestanie, a przynajmniej ósemka będzie mogła sobie rosnąć już bez przeszkód.
W moim życiu nic się nie dzieje, zatem opowiem, co mi się dziś śniło. Sny mam bogate w wydarzenia. Mianowicie - dzisiaj mój mózg wyświetlił historię o tym, jak to napadli na nasz kraj Serbowie. Przybiegli z karabinami na osiedle, na którym mieszkałam w dzieciństwie. To było straszne, bo strzelali, a ja nie mogłam uciekać szybko, bo miałam cholernie ciężkie nogi, jakbym na każdej z nich miała jakieś żelastwa zamiast butów. Musiałam wbiec na swoje czwarte piętro, by się schronić i to było takie trudne... Gdy już w końcu byłam w mieszkaniu, zobaczyłam, że jest otwarte balkonowe okno, a paradoksalnie znajdowałam się znowu w mieszkaniu na parterze. Kompletnie bez sensu. Zamknęłam okno i Serbowie chyba to zauważyli, bo okno jebło dość mocno. Niestety nie zamknęło się mimo to i otworzyło na ościerz z powrotem. Modliłam się cała sparaliżowana strachem, by nie przybiegli do nas. Martwiłam się też o Kapitana, który został przed blokiem, bo stał w kolejce. Kolejce po autograf Stinga, który akurat odwiedził nasz kraj i siedział przed blokiem, przy rozstawionym w tym celu stoliczku turystycznym. Sting spokojnie rozdawał autografy i w ogóle nie zwracał uwagi na wojnę, Serbów ani strzelaniny.
I tak o.
Za trzy dni jedziemy nad morze. Z Młodą będzie niezła jazda.
by jaskrawa
07.08.2011; 16:09
komentuj(13)

nad morzem


1. wiatr
2. gofry z bitą śmietaną
3. dreptanie boso brzegiem, aby białe fale ledwie dotykały stóp
4. nasz zielony plażowy namiocik, a w nim cudownie ukołysana do snu przez szum morza Marysia
5. pływanie sobie wieczorem (wtedy morze nawet wydaje się być całkiem ciepłe)
6. piasek i okrągłe kolorowe kamyczki udające bursztyny
7. skakanie w wielkie fale podczas wichury i pusta plaża
8. oglądanie sklepików z badziewiem i moje niespełnione marzenia o kiczowatych dzwoneczkach z muszelek
9. powrót w korkach do domu, 13 godzin (ach gdyby tak było można uciec stąd do jakiejś Finlandii!)
10. marzenia o następnych wakacjach

Kluska znowu straszyła nas po drodze swoimi mrugającymi kontrolkami i po raz trzeci okazało się, że nic jej nie jest. Chyba próbuje zwrócić na siebie uwagę. Mam nadzieję, że nie zacznie się naprawdę psuć.
by jaskrawa
24.08.2011; 09:02
komentuj(27)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl