tradycyjne L4


Od poniedziałku siedzę bez skrupułów na L4. Ponieważ jednak trochę mam wyrzuty sumienia, że ja siedzę, a inni w tym czasie pracują, postanowiłam odbębnić serię antybiotyków, którą odkładałam gdzieś na sierpień czy grudzień. Antybiotyki są chujowe, tak, jak zapowiadał mój ulubiony pan doktor, bo działają bezpośrednio w moim schorowanym żołądku, gdzie niszczą wszystko, co się rusza. W związku z tym większość dnia chce mi się rzygać.
Mieliśmy plan, żeby jechać w niedzielę do chałupy Styków, ale zajrzałam na konto.

W związku z tym nie jedziemy, tylko gnijemy dalej w Warszawie, ja się uczę, Marchewa wypruwa z siebie flaki w robocie, wszystko po staremu.
Jedziemy za to na ślub mojego ciotecznego brata, który zrobił był dziecko swojej pannie. Mimo, że minęły już ze dwa miesiące, od kiedy się o tym dowiedziałam, nadal nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Mój brat zawsze będzie tkwił w mojej świadomości jako mały Krzysiu, z którym bawiliśmy się budując zamki z błota, mieliśmy klub wielbicieli ślimaków i kąpaliśmy się w jednej balii latem u babci.
by jaskrawa
01.07.2009; 11:30
komentuj(0)

o tym, że drugie z głowy, ale i tak wszyscy ...


... kiedyś umrzemy
W piątek zaliczyłam kolejny egzamin i szwendałam się bez sensu w rejonie Krakowskiego P. i Nowego Ś., nie wiedząc gdzie mam się podziać z całym swoim szczęściem. Na egzamin polazłam w brązowych długich gaciach, a upał był jak diabli, więc po wyjściu z instytutu weszłam do mijanego po drodze lumpeksu i kupiłam sobie jakąś luźną, zwiewną i przewiewną spódnicę. Gdy miałam już spódnicę, zaczęły mnie jakoś parzyć czarne pantofle, założone na gołe stopy. Byłam oburzona, bo zawsze były wygodne, ale jakoś im to wybaczyłam, zrzucając całą winę na panujące gorąco. Czułam jednak, że nie może tak być, że ja tu idę, szczęśliwa, wolna jak hipis, w spódnicy z lumpeksu, rękawy bluzki powywijane do granic, a nogi mnie bolą w butach. Zdjęłam więc buty i dopiero wtedy zaznałam smaku wyzwolenia ostatecznego. A nie, sory, wyzwolenie ostateczne przyszło wtedy, gdy podarłam spektakularnie część notatek. Kpt. zaproponował, żebyśmy wypieprzyli je z Mostu Gdańskiego do Wisły, ale przecież pracowałam kiedyś w griinpisie, więc mi nie wypada.

W weekend byliśmy z Kpt. na ślubie mojego chudego i długiego brata. Ślub był taki, o jakim marzą wielkie gwiazdy, a niestety nigdy im nie wychodzi, bo ostatecznie i tak wszyscy mogą zdjęcia zobaczyć na pudelkach, w faktach i na onecie. Brat mój poślubił swoją ukochaną w wiejskim drewnianym kościółku, było swojsko, miło i ciepło, bez nadętej atmosfery, z ładnie śpiewającym organistą, czad po prostu. Taki ślub to może i nawet chciałabym mieć, gdybym chciała mieć ślub.
Ostatnio jakoś coraz mniej chce mi się jarać, a coraz częściej myślę o kremie przeciwzmarszczkowym, częstszym bieganiu i innych wysiłkach, które opoźnią nadejście starości i śmierci. Chyba wszystko przez tą krwawą jatkę, Black Hawk Down, którą obejrzeliśmy niedawno. Dlaczego przez to? Bo na tym filmie wszyscy umierają z łatwością, w jednej sekundzie żywi i zdrowi amerykańscy chłopcy tracą na przykład calą dolną połowę ciała, albo przebija im głowę pocisk przeciwczołgowy czy jakiś tam inny. Niektórzy nadal żyją, mimo, że z medycznego punktu widzenia nie powinni. Krew leje się gęsto, jak to zwykle u Ridleya Scotta, widocznie facet wykupił wieloletni abonament w agencji robiącej tego rodzaju efekty specjalne (dużo czerwonej farby, sztucznych flaków i poobcinanych kończyn). Film jest niewątpliwie dobry i trzyma w napięciu tak, że w pewnym momencie, podczas oglądania, odkryłam, że cała się trzęsę jak galareta.
Wcześniej nie chciałam go oglądać, bo oglądanie rozmaitych obrazów o swobodnym rozwalaniu się ludzkich ciał nie działa na mnie dobrze.
Tym razem też nie zadziałało. Położyliśmy się z Kpt. spać, Ktp. zasnął od razu snem sprawiedliwych, a ja leżałam bezsennie ze trzy godziny i martwiłam się tym, że śmierć może przyjść tak niespodziewanie, bez względu na to, czy jesteśmy na wojnie, czy jedziemy sobie tramwajem do pracy. To potworne! Czego byśmy nie robili, możemy być jak Madonna, wysportowani i młodzi w wieku lat 50, możemy sobie jeść sałatę i walczyć z wolnymi rodnikami (cokolwiek to jest), i tak umrzemy prędzej czy później. Nie będzie to chyba przyjemne. Gdy coś się psuje w naszym ciele, to nas boli. Na pewno boli bardziej, gdy psuje się wszystko.
Ciekawe, co tam jest dalej... Cały czas obawiam się, że nic i właśnie to przeraża mnie najbardziej, chociaż, jeśli nie ma nic, to powinno mi być wszystko jedno. A jeśli istnieje reinkarnacja i wszystko będzie trzeba zaczynac od początku? O kurwa, wyobraźcie sobie... znowu zdawać maturę i iść na studia, masakra!
Obiecuję, że jeśli kiedyś umrę i okaże się, że mam jakąś duszę, to przyjdę tutaj do moich bliskich, ale tak w ciągu radosnego i wesołego dnia, żeby nikogo nie przestraszyć i powiem wam, jak to jest naprawdę.
by jaskrawa
07.07.2009; 14:00
komentuj(1)

najwyraźniej koniec (notka skopiowana z blog.pl)


Podobnie jak wielu z nas, wynoszę się stąd. Adres nowego bloga (wszyscy przenoszą się na ownlog, więc chyba i ja tam skończę) podam, gdy tylko sobie jakiś wymyślę.

Droga redakcjo blog.pl - jest nam niezmiernie przykro, że nie pytając nikogo o zdanie (zwłaszcza osób, które kiedyś, w danych dobrych czasach, za zalożenie bloga zapłaciły), tak bardzo zmieniacie wizerunek tego serwisu.
W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, tylko olanie Was ciepłym moczem.

Nie interesuje mnie data mojej śmierci, tak baj de łej.

Żegnam ozięble (jak by powiedział Marecki).

(generalnie notkę dla zachowania porządku skopiowałam z blog.pl, nie odnosi się ona oczywiście do milutkiego serwisu ownlog)
by jaskrawa
17.07.2009; 15:00
komentuj(0)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl