se siedzę


Za kilka godzin na Poleskiej impreza, a ja se siedzę. Nie spieszę się, trochę sprzątam, trochę odpoczywam, zaraz sobie zrobię kawusię (nie wolno mi jej pić, więc piję rzadko, jako, że jestem wolnym duchem, jednak w ciele uwięzionym) i posiedzę sobie dalej. Nie spieszy mi się, bo i gdzie? Sobota, wolna sobota, jak się kiedyś mówiło. Egzamin, który miałam dzisiaj zdać, zdam za tydzień, też dobrze. Może, gdy będę miała jeszcze trochę czasu, douczę się porządnie i dostanę jakąś godziwą ocenę, a nie tróję.
Dolną półkę w Szafce Opartej O Ścianę może posprzątam?
Oj, Jaskrawa, kombinujesz już, jakby tu się zabrać za robotę!
Ale tam na dole jest straszny syf!
Nie szkodzi, zawsze był. To była półka, na którą wrzucałam Co Popadnie.
Posprzątam i tak, zamknij się leniu.
Kawę wypij chociaż.

Co poczuliście, kiedy dowiedzieliście się, że umarł Michael? Ja nic, bo nie znałam go osobiście, ale potem mi się smutno zrobiło. Na pewno ciężkie miał, biedaczysko, życie. Oczywiście można teraz mówić, że sam był sobie winien, bo po co sobie tyle operacji robił i po co brał jakieś tam leki itd. No tak, ale przecież nie jest łatwo być Taką Gwiazdą. Ciekawe, jaka ja bym była w jego sytuacji. Łatwo oceniać. Co my robimy? Palimy papierosy, chlamy piwsko, żremy tłusto. Zamiast na Maraton Złotej Jesieni czy Jakiegoś Lata, jedziemy na grilla do kumpla-z-liceum. Wiele kobiet dba o siebie, wklepując kremiki i spędzając cztery lata dziennie w łazience, a potem wychodzi stamtąd z całą gamą kolorów na mordzie. Ble, dobra, nie o tym chciałam.
Chciałam o Michaelu. Fajnie śpiewał, nie? No i szkoda chłopaka, dzieciaki osierocił, ojca starego w smutku pogrążył, a sam się nacierpiał za dwóch.
Boże, ja chcę na wieś! Kupowałam dzisiaj kwiatki u takiej babulki. Te babcie niektóre są sto razy mądrzejsze, niż wszystkie głupie gazety.pl. Babcia mnie zagadała dowcipem, bardzo udanym. Wydaje mi resztę - kilka dwuzłotówek - i mówi szeptem "schowaj dziecko, bo to szczere złoto!", a potem się serdecznie roześmiała. Ja też się roześmiałam, a potem usłyszłam małą wylewkę żalu, że młodzi wyjeżdżają teraz za granicę, zamiast tutaj pracować. Powiedziałam babci, że ja siedzę tutaj i nigdzie się nie wybieram, kupiłam sobie kwiatki i jestem szczęśliwa.*

Zabawna historyjka mi się w pracy przydarzyła. Notuję, żeby nie zapomnieć.
Przyszli pewnego dnia jacyś panowie do nas, ubrani w ładne, estetyczne robocze ciuszki. Wchodzą i wręczają mi jakiś druk-prośbę o udostępnienie biura dla jakichś pomiarów. Pytam więc panów, czy mam to im gdzieś podpisać czy co. Panowie milczą jak zaklęci. Stoją i patrzą na mnie. Pytam ich zatem, czego ode mnie potrzebują, jeśli nic, to niech sobie mierzą, zapraszam i tak dalej. Panowie nadal nic.
Do you speak English? - pytam
Panowie: Deutsch!
Ja: Aaa.... Eeeee... Ein moment! Panika w oczach.
Odwracam się do biura: Mówi któraś z was po niemiecku?
Szefowa: Ania mówi, ale poszła do sklepu.
Odwracam się do panów i gestem zapraszam ich do stolika. Panowie sobie usiedli, coś tam sobie notują na dużym arkuszu papieru.
Usiadłam, próbuję dodzwonić się do Anki i zapytać, kiedy wróci, ale słyszę jej komórkę odzywającą się z jej pustego biurka. Bez sensu, myślę. Przecież nie muszę z tymi facetami gadać, tylko po prostu wpuścić ich do biura, żeby zmierzyli, co mają zmierzyć i już.
Tylko jak im to powiedzieć, skoro oni siedzą i czekają?
Pomiaren machen Sie bitte?
Kurwa. Trzy lata niemieckiego w liceum. Tyle jest warta nauka w polskiej szkole.
Wstaję więc od biurka i idę do panów Niemców. Gestem ręki wskazuję na biuro. Go ahead, mówię zupełnie w próżnię, z cieniem nadziei, że może któryś coś skuma. Panowie gapią się na mnie, nic nie rozumiejąc.
W końcu zauważam, że jeden z nich ma taką składaną drewnianą żółtą miarkę. Chwytam ją i przykładam do ściany, potem pokazuję na nich i na biuro.
Panowie: Aaaaa! - zrywają się z krzeseł i zabierają do roboty.
Z tyłu za sobą słyszę jakieś brawa i śmiech dziewczyn.
Dlaczego to zawsze na mnie trafia?

W końcu panowie wychodzą, uśmiechają się i mówią "baj baj". Ja na to "Danke! Baj baj!".
Głupie, nie?

*nie zawsze, ale kto by tam dbał o szczegóły...
by jaskrawa
27.06.2009; 12:30
komentuj(0)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl