Niezwykłe przygody Wieśka i Cześka


Na majówce było ekstra, tradycyjnie zgubiliśmy się, jak Pan Bóg przykazał.
Nasze przygody mogłyby być dobrą bazą do jakiegoś zajebistego thrillera. Zleźliśmy oczywiście przypadkiem ze szlaku i przedzieraliśmy się przez krzaki i lasy, potem musieliśmy trzymać się rzeki, żeby się jakoś odnaleźć. Żywej duszy, tylko my, rzeka i jej kamienisty brzeg. Niemalże utonęliśmy w bagnie. Prawie.
Rzeki też początkowo nie mogliśmy znaleźć.
Po drodze, jeszcze zanim dojrzeliśmy do wniosku, że zgubiliśmy się, widzieliśmy w oddali jakiegoś faceta, który coś zakopywał...
A potem wyleźliśmy prosto na polanę, gdzie pasły się jakieś bardzo włochate kopytne (myśleliśmy, że jaki, a to były highlandery), a ich właściciel okazał się bratem tego mordercy, co z zimną krwią zabił dwa lata temu dwóch niewinnych ludzi.
A poszło o dziewczynę i konia.
A my nic nie wiedzieliśmy! I nie wierzyliśmy.
A to mogliśmy być my! Prawie.

Poza tym były lody, piwo, wino, ciastka, czekolada, spanie, leżenie, śpiewanie i granie. I wielokrotne przechodzenie przez rzekę bosymi stopami. Wspaniałe uczucie.
Nie wiem czemu, ale gdy byliśmy nad rzeką, przypomniała mi się II
część Władcy Pierdzieli, jak to Sam i Frodo odpływają łódką z
zachodniego brzegu Wielkiej Rzeki Anduiny. Zawsze czuję się na bezludziu
jak postać z Tolkiena. Niemalże.

by jaskrawa
04.05.2010; 20:32
komentuj(4)

niezły z ciebie aparat


Kupiłam sobie aparat!
Nowy!
Stary mi się znudził i teraz bezskutecznie próbuję się go pozbyć za bezcen. Nawet za bezcen nikt go nie chce, chociaż to przecież fajny aparat. Może ktoś chce? Nikon Coolpix 8700 z 2005 roku, prawie nieużywany. Ośmiokrotny zoom optyczny. 8 megapixeli. Obrotowy wyświetlacz. Można sobie samemu robić zdjęcie i widzieć się jak w lustrze, przy odpowiednim ustawieniu wyświetlacza. Idealny dla dzieci neo do sweet foci, bo nie trzeba ich robić w lustrze! Taki tam. Ładne zdjęcia robi, ale menu jest dla mnie zbyt pojebane. Może komuś będzie bardziej odpowiadało, komuś, komu się będzie chciało poczytać instrukcję itd.
Nigdy nie miałam fotograficznych zamiłowań. Może przez chwilę. Kiedyś miałam fazę na robienie zdjęć okien starych budynków. Okna takie, okna srakie. Nawet założyłam sobie konto na jakimś portalu o fotografii i wgrałam tam swój "album". Ale nie wiem, co się z tym stało. Może tuła się gdzieś bezdomne po necie albo dawno wywalono to z serwerów. Tak czy owak, gdzieś około 2006 rzuciłam aparat w kąt i od tamtej pory raczej leży niż jeździ.
No, w górach niedawno z nami był, znaczy się w Tatrach, ale używałam go tylko pierwszego dnia wycieczki, bo drugiego... no... długo by opowiadać. W każdym razie przez własną głupotę drugiego dnia nie był używany.
Teraz mam nową zabawkę, w której najbardziej podoba mi się to, że wydaje z siebie dźwięk prawdziwego aparatu, gdy robi zdjęcie, a nie jakieś cyfrowe cccccccykk, jak poprzednik.
Tylko takie bardziej kszksz.
Czy coś tam.
Mam nadzieję, że Obama nie każe znowu odpalić wulkanu, bo chcę jechać na wakacje i robić zdjęcia.

by jaskrawa
08.05.2010; 21:16
komentuj(7)

bim bom


Praca dom.

Zmęczona jestem. Poszliśmy obejrzeć tylko spodnie i buty, nawet nie wiem, jakim cudem jest znowu prawie dziesiąta i trzeba iść spać. Bo rano trzeba wstać i biegać. Biegać trzeba, bo trzeba być w formie. Trzeba być w formie, by czuć się dobrze podczas włażenia pod górę. Trzeba czuć się dobrze podczas włażenia pod górę, by móc wleźć na górę i zobaczyć to, co tam jest. Dlaczego trzeba to zobaczyć? A cóż innego mamy do roboty na tym świecie Saha?

Chcę już uciekać. Do lasu, do gór, do przestrzeni.
W zasadzie wszystko jedno.
Szłam sobie rano do pracy i na skrzyżowaniu widziałam Jakiegoś Faceta. Facet, jak facet, normalny. Wyjątkowe w nim było to, że miał na sobie czerwone spodnie, a na plecach dość duży plecak.
On chyba nie szedł do pracy, mimo, że to był wtorek, godzina 8:55.
A ja tak.
Pomyślałam, że trochę mi smutno z tego powodu i chyba jednak zdecyduję się na jakiś wolny zawód. Doszlifuję gitarę i stanę gdzieś pod centralnym. Będę śpiewać, jak taki chłopak dzisiaj, o tym, że nie chcemy żyć w nienawiści.
Zjadłam ser i idę spać. Dobranoc.
A wiecie, że dzisiaj moja koleżanka w robocie napisała maila do drugiej koleżanki (w mailu mały żarcik na temat szefowej)? Napisała maila i przez pomyłkę wysłała do szefowej!

by jaskrawa
11.05.2010; 22:02
komentuj(6)

maternal instinct mode: (temporarily) on


Pojawiło się cudowne maleńkie dziecko w rodzinie Kapitana. Przyszło na świat tydzień temu. Chyba na razie nie może się z tym pogodzić (wcale się nie dziwię), zatem przesypia swoje problemy i je zapija (mlekiem). Wiele razy na dobę sra na to wszystko i olewa ciepłym moczem.
Trudno o bardziej wzorowego anarchistę.
Chociaż może nie, bo chłopię jest spokojne, grzeczne i w ogóle kochane.
Siedziałam tak przy nim i nie mogłam wzroku oderwać. Wszystko w nim takie malutkie, zminiaturyzowane łapki i uszki. I stopki. Paluszki. Milimetrowe paznokietki. Oczki jeszcze chyba niewiele widzące, prawie zawsze zamknięte, zatem gdy już się otworzą na chwilę, to jest wielka niespodzianka i szczęście dla wszystkich dookoła.
A potem moja własna siostra, moja krew, życie sprzężone z moim. W niej też ktoś mieszka, za chwilę wyjdzie na świat. Na razie widzimy tylko jak się rozpycha kolanami i łokciami gdzieś tam w środku, widocznie mu tam już ciasno. A może jest ciekaw, co jest poza mamą?
Gdy tak się temu wszystkiemu przyglądam, ogarnia mnie tak ogromne pragnienie sprawdzenia jak to jest, jak to możliwe, co się czuje. To trochę jak myśl o podróży. Wygodnie nam w domu, ciepło, chleb i ser pod ręką. A jednak chcemy gdzieś jechać, oglądać, pchamy się tam, gdzie jest mniej bezpiecznie, godzimy się na niewygody, bezsenność. Z ciekawości. Chyba tak samo z tymi dziećmi. Chciałoby się wiedzieć jak.
Nie jestem cierpliwa i chciałabym wiedzieć już, teraz, tu.
No ale dobra, trzeba się ogarnąć i zająć tym, na co pora jest tu i teraz, a nie tym, co później. Bo później już nie będzie dzisiaj i będzie nie tylko później, ale też za późno, mimo wszystko.

by jaskrawa
16.05.2010; 21:02
komentuj(7)

list do Boga


Boże!
Albo nie.
Szanowny Panie Boże!
Nie brzmi zbyt religijnie...
Drogi Boże!
Bardzo Ci dziękuję za to, że pozwoliłeś mi przeżyć prawie 28 lat.
W całkiem dobrym zdrowiu.
Przewlekłe problemy z żołądkiem naprawdę są bez znaczenia.
Oby to było tylko to!
Boże bardzo Ci dziękuję również za mamę.
Mama jest ekstra.
I nie zabrałeś jej do siebie dwa lata temu,
chociaż przecież mogłeś.
Była bardzo chora i nikt nie miałby do Ciebie pretensji, bo przecież ludzie chorują.
Ale jednak się udało i za to jestem Ci wdzięczna najbardziej na świecie.
I za moją siostrę,
która teraz chyba jest nawet szczęśliwa.
(W jej imieniu też Ci dziękuję, na wypadek, gdyby ona już o tym nie pamiętała, bo to nie tak, że nie chce).
Za moją babcię. Wiem, że jeśli istnieje niebo, to babcia to niego trafiła.
Babcia była dobra, ona nigdy w Ciebie nie wątpiła.
Może za krótko ją miałam i nie zdążyłam się nauczyć
życia bez wątpliwości...
I dzięki za przyjaciół!
Często myślę, że lepszych nie można mieć.
Mają dobre serca, a nudni nie są ani trochę.
Wyjątkowe podziękowania za tego mądrego mężczyznę, z którym mieszkam.
To się naprawdę Ci się udało!
Bardzo przepraszam, że tak żyjemy bez ślubu, ale wiesz, Boże, to nie tak, że my chcemy grzeszyć przeciw Tobie.
W ogóle nie bierz tego do siebie!
Po prostu teraz już nie jest tak, jak kiedyś, sam rozumiesz.
Bardzo nam dobrze razem, proszę, nie zabieraj mi tego.
To na pewno nie jest złe.
Boże, bardzo Ci też dziękuję za te wszystkie podróże.
Może za wiele ich nie było, ale jednak trochę.
Widziałam dwie stolice świata i mieszkałam nad oceanem.
Widziałam tę słynną całą jaskrawość, gdy jechałam kiedyś rowerem nad jego brzegiem.
Poniżej wielkie fale rozbijały się w drobne kropelki,
które można było poczuć aż kilkanaście metrów wyżej.
Tego mistycznego przeżycia nigdy nie zapomnę.
Nie wiem, dlaczego akurat tego.
Łatwo się wzruszam.
Dziękuję też za kilkanaście szczęśliwych lotów.
Boże, tak przy okazji chciałam zapytać,
dlaczego pozwalasz na te wszystkie katastrofy?
Gdybyś kiedyś miał chwilę, by o tym opowiedzieć,
wyjaśnić,
to ja bym bardzo chciała znać odpowiedź.
Wiem, Boże, możesz mieć pretensje o to, że wyrzekłam się wiary.
Ale Ty dobrze wiesz, że to nie tak.
Chciałam tylko znaleźć....
Jakby to ująć...
Alternatywną ścieżkę duchowego rozwoju.
Nadal mi się ta ścieżka podoba, chyba jest skuteczna.
Naprawdę nie bierz tego do siebie, bo to wszystko tylko po to,
by być lepszym człowiekiem.
Wysyłam smsy na Caritas i nigdy nie byłam na Woodstocku.
Wiesz, po prostu nie lubię tłumów.
Mam taką prośbę -
- lecę niedługo na wakacje (jak zapewne wiesz) i bardzo nie chcę zginąć w katastrofie lotniczej.
Z góry dziękuję, jeśli się uda spełnić tę prośbę.
Bo wiesz, Boże, to nie tak, że ja chcę podważyć sens Twoich decyzji,
ale po prostu chciałam Ci powiedzieć, że jeszcze mam parę rzeczy do zrobienia.
Na pewno kilka dobrych, obiecuję.
A na końcu dziękuję za kota, to bardzo dobry i ładny kot!

Z pozdrowieniami,
Jaskrawa

P.S. Panie Boże, umieszczam list w internecie, bo do nieba chyba za bardzo nic nie da się wysłać, a zależy mi, byś przeczytał.

by jaskrawa
22.05.2010; 11:41
komentuj(10)

już za parę dni, za dni parę


Z tą parą trochę przesadziłam, bo chyba 10.
Jak idą przygotowania? Na razie modlę się, żeby w robocie wyrobić się z robotą. Prowadzę pięć projektów na raz, do tego za chwilę zamknięcie miesiąca i przedłużanie umów. Szlag!
Nadal do końca nie wiemy, co chcemy zobaczyć. Chyba jakieś wodospady.
Wulkany i błota.
Oczka wodne czy inne gejzery.
Góry i księżycowy krajobraz.
Bjork i Sigur Rosa? Eeeee. Może ich akurat spotkamy w pubie, ale pewnie nie, bo na puby to mi kasy szkoda. Wolę siedzieć gdzieś i machać nogami. Patrzeć w przestrzeń.
O rany, love wakacje!
Kupiłam sobie już hiperczadowe nieprzemakalne gacie za kupę szmalu. Gdyby padało.
Znając życie nawet nie wyciągnę ich z plecaka.
I dobrze, kurwa, niech nie pada.
Zamykam oczy i widzę, jak wysiadamy z samolotu i ja prawie sikam w spodnie z radości.
Ciekawe czy te nieprzemakalne od środka też są takie nieprzemakalne.

by jaskrawa
24.05.2010; 22:02
komentuj(2)

bezlitośni młodzi głupcy, którym wydaje się, że będą żyć wiecznie


Biegniemy sobie dziesiąty kilometr naszą tradycyjną trasą i mijamy jakąś starszą kobitę pouczającą bardzo młodego mężczyznę, może wnuczka.
- Musisz pracować zespołowo i panować nad emocjami, nie denerwować się, tylko realizować powierzone zadania.
Ja (do Kapitana): Fajnie jest być starym. Można się bezkarnie powymądrzać.
Kapitan: Ta. Zwłaszcza, gdy samemu przegrało się życie.


A teraz idźcie i wstrzykujcie sobie botoks. On was ocali.

by jaskrawa
29.05.2010; 09:40
komentuj(2)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl