And I'd like to be there on the same train that you are on


Śniło mi się, że rozstałam się z Kapitanem. Jakby moje życie nie mogło się doczekać, kiedy naprawdę się to stanie - więc sobie to wyświetla w nocy, gdy nic ode mnie nie zależy, gdy śpię całkowicie bezwolna, musząc się poddać każdej nadchodzącej pseudorzeczywistości.
We śnie powiedziałam Kapitanowi, że mam dość, jak miałam już kilka miesięcy temu. Tyle że wtedy jeszcze wierzyłam, ostatni kawałek mózgu wierzył, że coś się ponaprawia, poukłada, że jeszcze "nadejdą lepsze czasy".
Tylko że doskonale wiemy, że takie czasy nigdy nie nadchodzą. Jutro to iluzja, prawdziwe życie toczy się tu i teraz. Teraz nie zdaje egzaminu. Teraz rozczarowuje mnie, jak każde kolejne wakacje na zimnym i mokrym polskim wybrzeżu.
No i to się stało, tak testowo, we śnie, jakby życie chciało mi pokazać, jak się będę czuła, gdy. Bo to, jak czułabym się naprawdę, jest ukryte, jak za cholernym horyzontem zdarzeń. A ja nie mam odwagi wlecieć do czarnej dziury.
Więc ten sen... Mimo ulgi, której doznałam (że to w końcu już), było mi bezgranicznie smutno.
Nie jestem w ogóle na to gotowa.
Dziwne, bo wydawało mi się, że po latach życia z depresją, przywykłam. Z drugiej strony - może mam tak bardzo tak dość, że każdy kolejny ból jest nie do wytrzymania?
Desperacko dążę więc do przyjemności. Ucieczki. S-f. Kosmos, książki, filmy.
Praca jeszcze mnie trzyma w pionie. Za bardzo ją kocham, żeby pozwolić sobie na stratę, więc zagryzam zęby i brnę, choć często nie jestem w stanie skupić się na podstawowych czynnościach.
Niedawno bliska mi osoba, również chora na depresję, powiedziała, że zanim zaczęła brać leki, bolało ją całe ciało.
Nieleczona depresja zabija z każdej strony, dając objawy somatyczne.
Mnie kiedyś bolały plecy. Teraz głowa. Średnio pięć razy dziennie - napierdala tak, że odechciewa się wszystkiego.

Moja matka czyta właśnie książkę o Beksińskich. Dziś w nocy śnili jej się więc Beksińscy - że prócz Tomka mieli jeszcze jedno dziecko - córeczkę Halinkę. Fikcyjna Halinka lubiła sypiać na szerokich gałęziach wielkiego dębu, rosnącego w pobliżu domu Beksińskich w Sanoku (nic mi o tym nie wiadomo, by był tam jakiś dąb, ale może był...). Niestety, dziecko przeziębiło się którejś zimnej nocy - dostało zapalenia płuc i wkrótce zmarło.
Mimo tragedii, Beksińscy pozwalali nadal również Tomkowi spać na dębie, jednak od śmierci jego małej siostry, zawsze nakazywali mu zabierać ciepły koc.
W końcu jednak zdecydowali, że wytną drzewo i zlecą wykonanie z niego nowej podłogi.
Tak się stało, nowe dębowe klepki ozdobiły stary dom Beksińskich. Niestety, od tamtego czasu Tomek zaczął bardzo chorować. Coś więc ich tknęło - zerwali podłogi i wywalili wszystko w cholerę. Tomek ozdrowiał. Koniec.

Cóż, już wiem, po kim mam skłonność do cholernie realistycznych, długich i rozbudowanych snów.

by jaskrawa
14.04.2017; 16:04
komentuj(8)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl