letters I've written, never meaning to send


Codziennie (no, prawie) w mojej głowie rozgrywa się wojna.
Jedna strona chciałaby w cholerę wszystko wysłać, rzucić, przerwać, skończyć, zacząć od nowa, zmyć jak fala zamek z piasku.
Druga strona mówi "weee no wyluzuj". Nakazuje spokój, zen, afirmację. Uśmiecha się do przedwiosennego słońca i ma wszystko w dupie.
Kocham i nienawidzę.
Podejmuję decyzję, biorę rozpęd, a potem nie ruszam nawet o krok.

I tak ciągle i ciągle, do szału już sama siebie doprowadzam.
Wniosek z tego jest jeden - trzeba ruszyć dupę, zacząć znowu biegać alboco, chociaż jakąś Chodakowską może potrenować, choćby ze trzy razy na tydzień.
Wielkie plany, mało energii.
Zaczęłam od tego, że do redaktorni (ósme piętro) wchodzę piechotą. Zawsze coś.
Mam też plan, żeby z pociągu chodzić piechotą, a nie tramwajem. Dwadzieścia pięć minut marszu w jedną stronę to już prawie jak jogging.
No i muszę przestać żreć śmieci.
I będzie dobrze.

by jaskrawa
15.03.2017; 22:14
komentuj(3)

z rejestru strasznych snów


Taka sytuacja:
Pojechaliśmy z Kapitanem do Izraela na wakacje. Zamiast zamieszkać jednak w miłym hotelu, wynajęliśmy jakieś mieszkanie na blokowisku. Mieszkanie było urządzone po polsku - w stylu późny Gierek. Zawalone książkami, co więcej - polskimi.
Blokowisko okropne - jakiś plac budowy, śmieci dookoła, porzucone budynki, wypatroszone puste biurowce z lat 70-tych - wszystko najgorsze, co znamy z własnego podwórka.
Wstałam rano i poszłam zwiedzać okolicę. Ładny kawał za obrzydliwym blokowiskiem zaczynał się Piękny Nadmorski Kurort. Z błękitnymi basenami. Pomiędzy nimi brodziki - płytkie na jakieś 30 cm, ciągnęły się kilometrami. Biegłam boso, przeskakując z jednego do następnego, planując, że później wrócę tu z Kapitanem i pójdziemy nad morze. Rzeczywiście wróciliśmy, maszerując chyba z pół godziny do nadmorskiego raju, przez raj basenowy. Przypomniałam sobie jednak, że nie wzięłam kostiumu i cała ta wyprawa nie ma żadnego sensu. I byłam taka wkurzona, że znowu muszę wracać na odległe blokowisko... Ostatecznie - jak zwykle - obudziłam się, zanim ostatecznie dotarliśmy nad morze, czy nawet zanim zdążyliśmy się wykąpać w którymś z tych cudownych, ciepłych, błękitnych basenów.
Męka gorsza niż sen o piekle? Sen o przedsionku nieba, do którego nie udało się dotrzeć przez własne roztrzepanie.
by jaskrawa
18.03.2017; 12:39
komentuj(1)

piłem w Spale, spałem w Pile


I to jak na razie tyle - też adekwatne.
Wyjazdy służbowe, ech, wyjazdy służbowe.

Tak czy owak fajnie jest wyrwać się i jechać sobie, jechać, przez piękne kujawskie lasy, przypominając sobie, że gdzieś jest świat, las, jakieś pagórki, że warto żyć, aby się do tego lasu przytulić, wytarzać w trawie, wybiegać na łące.

Wiosna się zaczęła i ja - która w poprzednim życiu była chyba niedźwiedziem - budzę się z zimowego snu i mam potrzebę wybiegu. Dzisiaj rano zapodałam se Chodakowską. Tak, wiem, ona taka nieprofesjonalna, samo zło. Chrzanię to! Nic na mnie nie działa tak motywująco jak ta jej gadka na końcu "Skalpela", gdzie mówi "Już po krzyku". Niam niam.
Biegać też mi się chce, tylko muszę w końcu naprawić ten żałosny telefon, bo ma słabsze baterie niż ja. Ja mogę przebiec nawet i z dychę, a telefon się wyładuje po pięciu, a bez muzyki to nie ma żadnego sensu.

Apropos poprzedniego życia, to zaczęłam wierzyć w reinkarnację po obejrzeniu paru dokumentów na jutjubie, gdzie dzieciaki przypominają sobie poprzednie wcielenia. Nieźle, co?

To wszystko, co powyżej, to już wystarczający powód by starać się przeżyć kolejne lato. Przynajmniej na razie...

by jaskrawa
28.03.2017; 19:54
komentuj(3)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl