Ponieważ poprzednia notka już się zdezaktualizowała, czas na kolejną.
Zrobiłam dziś tahini na słodko z dodatkiem kakao i masła orzechowego. Bez cukru! Prawie jak nutella... No, może niezupełnie, ale i tak pyszne.
Dziś byłam na poczcie, odebrać awizowany list. Okazał się być pitem. Pitu pitu. Strasznie późno mi to firma wysyła i potem się wszyscy dziwią, że ja na ostatnią chwilę wypełniam.
Pączek się właśnie obudził, a spał trzy godziny. Prawie zapomniałam, że mam jakieś dziecko.
Na wakacje na Kanary jednak nie polecim. Za drogo kurde, sorry, ale lepiej jednak poczekać do czerwca i lecieć do jakiejś tam Grecji, gdzie w czerwcu będzie już całkiem przyzwoicie. Skoro i tak mamy lecieć w miejsce, gdzie nuda basenu i plaży, to lepiej taniej. A na urlop kwietniowy jedziemy chyba nad nasze morze. Ale nas wydyma!
Z lektur obowiązkowych: Nowoczesne zasady odżywiania T. Colina Campbella. Zajebiste! To przerażające, jak bardzo jesteśmy zmanipulowani przez producentów żywności, reklamy, mleczarskie i mięsne lobby. A jeśli ktoś ośmieli się iść im na przekór, to reszta nazywa to "eksperymentowaniem" na sobie (i dzieciach co gorsza!). Nikt nie zauważa, że jedna trzecia z nas zachoruje na raka (że nie wspomnę o chorobach układu krążenia, tu statystyki wyglądają jeszcze gorzej).
by jaskrawa
05.03.2012; 18:46
komentuj(13)

papu papu


Mała w końcu zaczęła się rozkręcać z jedzeniem. Bierze ode mnie łyżkę "zupki" i sama wkłada sobie do dzioba. Zazwyczaj w połowie posiłku zgłasza chęć samodzielnego zamaczania łyżeczki w miseczce celem nabrania strawy. Dni, kiedy pozwalała się nakarmić łyżeczką, można policzyć na palcach jednej ręki, a zresztą już minęły chyba bezpowrotnie. Krótko mówiąc - moje dziecko nie pozwoli wmusić w siebie jedzenia wtedy, kiedy nie ma na jedzenie ochoty. Sama dzierży łyżkę, gdy jest głodna, a dziś zjadła mi pół pajdki chleba (z masłem). Sama, sama, sama. Nie wiem, jak robią to inni rodzice, że ich dzieci tak chętnie otwierają dziobki i pozwalają wtłaczać w siebie jedzenie. Poza zupką warzywno - kaszową, z łyżeczki, zjada trochę chlebka, chrupki kukurydziane, wafle ryżowe (raz czy dwa zjadła nawet trochę ze smarowidłem z awokado i masła orzechowego), ssie kiszone ogórki, a codziennie rano wcina kaszkę jaglaną z jabłkiem, bakaliami, zmielonymi pestkami i odrobinką siemienia. I tę kaszkę wcina najchętniej. Niestety nie przepada za jabłkiem solo, więc ucieram jej go trochę do tej porannej kaszki. Czasem wchłonie kawałek banana. Muszę zacząć jej więcej owoców dawać, może znowu powinny się w domu pojawić gruszki, do niedawna nie chciała ich jeść. No i może kiwi, ma dużo witaminy C. Kiwi też poprzednio nie chciała i tym sposobem żywimy się jabłkami.
Raczkuje zawzięcie całe dnie po domu, tylko słychać klapanie małych łapek po parkiecie. Próbuje już trochę wstawać na nóżki, ale jeszcze nie umie. Mało mamy w domu sprzętów odpowiedniej wysokości, by mogła się złapać i podciągnąć. Wersalka i fotele troszkę za wysokie, w łóżeczku zbyt długo nie chce być, nasze łóżko ma z boku taką dechę, jednak chyba to zbyt śliskie dla małych rączek. Zatem kiedy tylko przysiądę przy niej na dywanie, próbuje wspiąć się na mnie. Staje na nóżki, ale tylko w pozycji pochylonej, nie umie się przy tym wyprostować.
Taka notka - niezapominajka, żeby za jakiś rok móc porównać, jak się nam dziecię zmienia.
I tak o. Jakoś żyjemy. Nawet dobrze.
W ostatni weekend nałaziliśmy się po okolicy z małą na plecach. Zawiązałam ją w naszą piękną chustę i tak sobie szliśmy. Jednak sama nie mam jakoś odwagi z nią wyjść zachustowaną. Boję się, że jej uszy z czapki powyłażą alboco, a ja nawet nie będę mogła jej jakoś poprawić, sięgnąć, zobaczyć, co się z nią dzieje tam z tyłu. Wiązanie z przodu to zupełnie co innego, ale Maryś już za ciężka do takiej zabawy.
by jaskrawa
09.03.2012; 19:04
komentuj(3)


Spędziliśmy przemiły weekend. W sobotę byliśmy w Twierdzy Modlin. Urochomilim Kluskę, a na miejscu ochustowaliśmy Marysię i zrobiliśmy sobie spacer. Zdążyliśmy przed deszczem wrócić na parking i wstąpić do tamtejszej restauracji, gdzie zeżarliśmy se obiadek. Pani kelnerka milutka. Marysia grzeczna, jeno zrzuciła łapką obrazek ze ściany. Na szczęście się nie uszkodził.
W niedzielę zaś byliśmy u Kapitanowej babci. Babcia, jak to babcia. Zachwycona prawnusią. Prawnusia zachwycona babcią.
A w tacierzyński urlop Kapitana jedziemy jednak nad morze. Już czuję zew przygody. Uwielbiam stacje benzynowe, drogi przez las, pola, łąki i mosty, przydrożne zajazdy, parkingi. Jedzenie kanapek, śpiewanie piosenek, gapienie się w okno. Tak. To jest jedna z najbardziej ulubionych rzeczy na świecie.
by jaskrawa
12.03.2012; 14:42
komentuj(7)

...


Codziennie przychodzi mi do głowy coś, co chciałabym napisać, jednak gdy siadam przed komputerem, wszystko gdzieś umyka. W ogóle ostatnio wiele rzeczy tradycyjnie odkładam na później. Mityczne później nigdy nie nadchodzi. Żyję z dnia na dzień, z reguły niewyspana. Codziennie zbiera się góra garów do zmywania. Gdy już mam chwilę dla siebie, marnuję ją przed kompem, czytając bzdury albo czytam książkę czy gazetę.
Rutyna domowa męczy, nie ma co. To samo dzień w dzień. Ścielenie łóżka, gotowanie kaszki dla siebie i Mani (dziś nie zjadła, bo zrobiłam paskudną - niepotrzebnie dodałam do niej zmielonych orzechów nerkowca, które owszem, są pyszne, ale zdecydowanie nie pasują do jabłka i rodzynek), czyszczenie Mani po kaszce, wycieranie podłogi z kaszki. Potem obiad, spacer w kółko po tych samych alejkach i uliczkach. Wieczorem siedzimy w trójkę albo przychodzą ludzie i opowiadają, co się dzieje na świecie.
Wszystko, co na zewnątrz, stało się jakieś odległe, bez znaczenia. To nie tak, że liczy się tylko dziecko. Liczy się nadal wszystko to, co liczyło się wcześniej. Ale gdy człowiek zobaczy, że można się bez tego obejść, zmienia się podejście.
A jednak nie mogę się doczekać wyjazdu na wakacje, odetchnięcia morskim powietrzem, chodzenia po piasku. Proste przyjemności.
Nie wiem, kiedy wrócę do pracy i w ogóle jak to się odbędzie. Żłobek państwowy - niewielkie szanse, prywatny pożarłby większość mojej pensji, tak samo wynagrodzenie dla niani. Zastanawiamy się, jak to wszystko w ogóle urządzić.
Chciałam coś jeszcze, ale nie mogę, bo Marysia przyszła i skubie mnie tu po nogach...
by jaskrawa
16.03.2012; 12:06
komentuj(21)

robi się grubo


Jeśli chcecie mieć dziecko z głowy - dajcie mu kawałek pomarańczy.
Tak, cytrusy zaleca się podawać dopiero po ukończeniu roku.
Tak, Marysia je uwielbia. Tak jak i kiszone ogórki.
Tak, dajemy jej kiszone ogórki.
Tak, potrzebujemy chwili spokoju, a jest ich coraz mniej. Raczkuje, wstaje, coraz bardziej głośno i stanowczo domaga się dostępu do niedostępnych dla niej rzeczy.
Tak, trochę się obawiam, czy nie będę bohaterką kolejnego odcinka "Superniani".
Na razie dajemy radę i nasze dziecko może uchodzić za małego aniołka, ale nie wiem, jak to będzie dalej.
(Ku pamięci: Od jakiegoś tygodnia zaczęła wstawać przy meblach!)

Tak, nadal chcę drugie dziecko.
I tak o.

Ej, widzieliście te gwiazdy w pasażu Wiecha? Tam jest m.in. gwiazda Nicolasa Cage'a. Z cytatem. Nicolas Cage powiedział "Nie trać najlepszych rzeczy w życiu, tylko dlatego, że nie jesteś ich pewny". Filozof z tego Nicolasa, co nie?

by jaskrawa
25.03.2012; 21:08
komentuj(10)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl