o niczym notka, bo dawno nie było


Wzorem Blue napiszę notkę o byle czym.
Nocami napierdala mnie ząb numer osiem. Jeszcze go nie ma, dopiero rośnie. Mam sentyment do ósemek. Wiele lat temu urosła mi jedna, wepchnęła się pod siódemkę. A że siódemka była trochę popsuta, to pani doktor zamiast ją leczyć - usunęła, korzystając z tego, że się napatoczyło dla niej zastępstwo. Ósemka wyrosła równiutko w miejsce siódemki. Nowy ząb zupełnie gratis.
Teraz rośnie kolejna, po drugiej stronie. Nie gniewam się na nią.
Jeszcze nie jeżdżę. Egzamin dopiero za trzy tygodnie, a teraz czekam, aż moja nowa instraktorka kupi sobie nowy samochód, co ma się stać w ciągu kilku dni.
Luty, najgorszy miesiąc świata, wreszcie się skończył. Jeszcze marzec, kwiecień i kawał maja... Powoli rozglądamy się za Całym Tym Majdanem. Wanienka, miękka szczotka do włosków, ręczniczki z kapturkiem i inne potrzebne drobiazgi.
Wczoraj koleżanka z roboty ochrzaniła mnie, że nie kupujemy różowych ciuszków dla córeczki.
...
Chyba zacznę kupować kaftaniki z Nergalem.
...
Poza tym żyjemy sobie niczym przykładni emeryci. W sobotę przeszliśmy kawał lasu, potem poleźlim do kina. I tak o. Nuda, kompletny brak akcji.
Jeśli w ciągu najbliższego miesiąca nie wyrwiemy się chociaż na dwa dni ze stolycy, oszaleję i zacznę kłaść się spać w papilotach, a do sklepu po bułki będę chodzić w szlafroku.
by jaskrawa
01.03.2011; 11:18
komentuj(11)

wiosna z gór do morza szła


Gdy myślę o wiośnie, to z radości szybciej mi bije serce. Myśl o wiośnie jest jak orgazm, przyjemny skurcz, nieopisanie cudowny. Wyjścia z domu bez czapki, w trampkach, niemarznięcie na przystanku, słońce, długie dni, zapach w powietrzu niepowtarzalny, poczucie, że może nic nie ma sensu, ale za to jak przyjemnie!
Często myślę, że wolałabym mieszkać w jakimś ciepłym kraju, ale z drugiej strony - czy oni nie są biedni, nie mogąc przeżywać tej wiosennej radości?
by jaskrawa
05.03.2011; 10:50
komentuj(7)

10 weeks left


Trudno mi uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Do niedawna wszystko było jakieś nierealne, ale ostatnio dociera do mnie, że nadchodzi czas, gdy musimy się zacząć sprężać z zakupami, przygotowaniami.
Staram się nie skupiać na ciąży, ale nie da się. Znowu chce mi się wymiotować, a spać mogłabym chyba non stop.
Poza tym brzuch mam podobno mały. Wszędzie to słyszę. Dialog u dentystki:
- O, jest pani w ciąży!
- Tak.
- Co się stało?
- Że jestem w ciąży? Nie wie pani? Ja też nie wiem!
Śmiejemy się.
- A który to tydzień?
- Już leci trzydziesty.
Lekarka patrzy ma mój brzuch i robi oczy jak pięć złotych.
- Coo? To gdzie to dziecko się mieści?
Typowa scenka, przerobiona już kilka razy.
Dobrze, że ginekolog chociaż nie panikuje.
W autobusie nie ma co liczyć na miejsce. Gdy sobie usiądę (wiadomo, kręgosłup trochę się wygiął i jednak boli, gdy się za długo stoi), to starsze babcie patrzą na mnie jak na wcielone zło. Młoda, a se usiadła.
Pocieszam się czytaniem jakichś forów. Z drugiej strony cieszę się, że brzuch niewielki, bo może nie zostanie wiele do zrzucenia, gdy mała wyjdzie na świat.
by jaskrawa
10.03.2011; 13:52
komentuj(2)

zwariowałam?


Osiem ciągle boli i nie chce wyjść. Być może będzie potrzebne cesarskie cięcie. Dzisiaj w nocy miałam ochotę sama je sobie zrobić nawet kuchennym nożem, bo już nie mogłam. Chyba trzeba znowu iść do Ulubionej Dentystki, niech znieczula byle jakim ciążowym znieczuleniem albo nawet tnie na żywca, wszystko mi już jedno. W dodatku Diablo przylazła do łóżka o czwartej i mruczała mi prosto w ucho. Łaziła dookoła mojej głowy i pomrukiwała. Co za cholera.
Podnosiłam głowę i syczałam "idźźźź ssstąd!", odpychając ją dość brutalnie. Diablo znikała na moment, a w tym czasie mała w brzuchu zaczynała się wiercić, czując moją irytację. Zanim zasnęła, wracał kot. Osiem zaś bolało nieustannie.
Jak tu żyć?
W dzień osiem w ogóle nie boli, kot śpi, dziecko wierci się przyjemnie... Za to ja ziewam.
Za to jutro ma być podobno 14 stopni. To stawia mnie do pionu, sprawia, że wszystko nabiera więcej sensu, aż oddychać nie mogę z radości! Czy Wy też się tak cieszycie jak dzieci, czy może ja zwariowałam?
by jaskrawa
11.03.2011; 11:05
komentuj(5)


Gdybym miała kupę kasy, jeździłabym nawet codziennie i w końcu się bym nauczyła. Nie jestem jakaś beznadziejna, ale potrzebuję czasu, wprawy, robienia pewnych rzeczy automatycznie (a nadal nie potrafię), by się czuć pewnie, nie denerwować się, nie popełniać idiotycznych, drobnych błędów.
Albo gdyby ten egzamin można było zdawać częściej i między jazdami nie miałabym takich przerw. A że kasy za dużo nie mam, to biorę jazdy tylko tuż przed egzaminem i ... niektórych rzeczy muszę się uczyć jakby od początku. W rezultacie przez te kilka godzin nie wystarcza na doszkolenie się tak, by zdać, bo tracę je na przypomnienie sobie tego, co zapomniałam. I tak się koło zamyka. Oblałam do tej pory dwa egzaminy.
Nowa Instraktorka - fajna kobita, może czegoś mnie jeszcze nauczy.
Nie mogę być dobrej myśli, bo to byłby niczym nieuzasadniony wariacki optymizm. Za stara jestem na takowy.
Dobra, nie marudzę, jakoś to będzie. A jak nie będzie to trudno.
Idę się uczyć na obronę.
Znowu kurwa coś PRZEDE MNĄ. Za wszystko płaci się jakąś cenę. Ja na przykład płacę teraz za to, że obijałam się przez całe dotychczasowe beztroskie życie. I w tym momencie muszę w zaawansowanej ciąży wkuwać do obrony i uczyć się prowadzić, zamiast wybierać łóżeczko, spać cały dzień (ziewam non stop) i odpoczywać, jako w poradnikach każą.
Dzieci, jeśli to czytacie - pamiętajcie - ogarnijcie się, zanim was dopadnie prawdziwe życie.
by jaskrawa
14.03.2011; 16:06
komentuj(12)

kompletna porażka i ogromna radość


Dzień mogłabym na pół podzielić.
Pierwsza część - dno. Byłam na kolejnych jazdach. Dziewczyna naprawdę bardzo. Otwarta, nie ma oporów przed porządnym ochrzanieniem mnie, gdy coś spieprzę. Sympatyczna, bezpośrednia, z poczuciem humoru. Zwyczajnie ją polubiłam. Zwróciła uwagę na wiele moich błędów, z których nie zdawałam sobie sprawy. Szkoda, że do egzaminu zostało tak niewiele czasu. Bo jest kiepsko. Może już forma nie ta? Nie chcę się zasłaniać dzieckiem kopiącym mnie po żołądku i nerach na środku skrzyżowania, ale może coś jest na rzeczy, jeśli chodzi o koncentrację. Tak czy owak muszę wrzucić na luz, bo zaczęłam po poprzednich jazdach wpadać w jakąś bezsilność i depresję. Myślałam sobie: "jak teraz nie zdam, to niech to jasny chuj strzeli". A dzisiaj... Dzisiaj macham już na to ręką. Jeżdżę źle (dziś zgasł mi silnik milion razy, muszę na nowo uczyć się sprzęgła, w yariskach inaczej to działało niż w skodach, więc zabawa zaczyna się od początku), nie widzę znaków, nie umiem skręcać w lewo ani nawet rozpoznać skrzyżowań "na zakładkę" i "bezkolizyjnych", mogłabym tak wymieniać jeszcze trochę. Kompletnie nie czuję tego samochodu, chociaż poprzedni instruktor zapewniał mnie, że skodami się jeździ łatwiej. Inna sprawa, że dzisiaj nie zatrzymałam się na zielonej strzałce, tylko ostrożnie i kurwa powolutku sobie podjechałam, a potem przyspieszyłam, gdy zobaczyłam, że nic nie jedzie. Ja pierdolę. Miesiąc niejeżdżenia i zapomniałam, że przecież tak trzeba. Nie pytajcie, jak to możliwe, żeby o tym zapomnieć.
Zatem jeszcze dwa spotkania, które potraktuję jak kurs i postaram się jak najwięcej cennych uwag i rad zapamiętać, a potem egzamin - obym oblała na placyku i uniknęła kompromitacji na mieście - i mam spokój na jakieś pół roku, bo na przełomie ósmego i dziewiątego miesiąca ciąży (a pewnie w nim wypadłby następny termin, gdybym się teraz zapisała), jak uważam, nie powinno się prowadzić samochodu, o ile nie jest to absolutnie konieczne. A jeśli kiedyś tam za ileś miesięcy ogarnę się z dzieckiem, przestanę je już karmić niemal non stop i domowy grafik jako tako się ustali (wierzę, że kiedyś to nastąpi), to wrócę do tematu prawka. A tymczasem - pieprzyć to.

Druga część dnia - radosna, bo bylim na usb i okazało się, że nasza córeczka wcale nie jest za mała (tego się obawiałam po wysłuchaniu miliona komentarzy o małym brzuchu i nawet lekkim zaniepokojeniu ginekologa tym faktem), ma już 43 cm wzrostu i waży ok.1650 g, co jest całkowitą normą i absolutną średnią dla tego tygodnia ciąży. Serduszko ma bardzo ładne, jak pan doktor określił - "można by się uczyć anatomii", tętno w normie i w ogóle.
Poza tym zajęła już pozycję główką w dół, co pozwala mi mieć nadzieję, że jednak uda mi się ją jakoś urodzić, mimo, że egzaminu z porodu pewnie też bym nie zdała, bo za cholerę nie chce mi się ćwiczyć i zapamiętywać tych wszystkich oddechowych wyliczanek ze szkoły rodzenia. To wszystko wydaje się być takie sztuczne, nieintuicyjne i daję sobie rękę uciąć, że podczas porodu nie będę pamiętała z tego NIC, a raczej będę po prostu słuchać poleceń położnej.

EDIT: Szlag by to... Dzisiaj o niebo lepiej się jeździło. I znowu zaczęło mi na tym egzaminie zależeć, bu.
by jaskrawa
18.03.2011; 16:52
komentuj(4)

i po sezonie


Znowu (trzeci raz) się nie udało. Znowu miasto. Nie umiem jeździć, w dodatku maksymalnie zżera mnie stres (na tyle mocno, że maski nie mogłam otworzyć). Jestem w tej chwili tak zniechęcona, że chyba odpuściłabym sobie nawet nie będąc w ciąży. To znaczy na jakiś czas. Jak życie pozwoli, wrócę do nauki.
Pocieszające, że tym razem chociaż egzaminator był miły. Normalny człowiek, grzeczny, kulturalny. Musiał mnie oblać i nie stanowiło to powodu do bycia opryskliwym ani podniesienia głosu.
Pocieszające jest też to, że wczoraj jedna dziewczyna zdawała już czwarty raz, czwarty raz nie wyjechała z placyku i nadal się nie poddaje. Matko, są gorsze przypadki niż ja.
Chociaż powoli zaczynam wracać do dawnego przekonania, że niektórzy ludzie chyba jednak powinni sobie odpuścić. W końcu życie jest cenniejsze i może nie warto robić pewnych rzeczy na siłę, aby potem zabić kogoś lub siebie. Z drugiej strony np. moja szefowa zdawała pięć razy, w końcu się udało i teraz jeździ dobrze i nikomu krzywdy nie zrobiła. Nie wiem, co o tym myśleć.

Wczoraj wieczorem dopadł mnie Wielki Dół, ale zacisnęłam zęby i poszłam spać. Depresja mnie powolutku zaczyna podgryzać. Całe szczęście za dwa miesiące nie będę miała na nią czasu, więc staram się nie rozpędzać.
Młoda mnie dziubie łokciem w prawy bok i przypomina, że to ona jest najważniejsza i mam się niczym innym nie przejmować. Malutki, kochany, egoistyczny pasożyt. Taki wszczepiony organ, gruczoł wydzielający lekarstwo na wszystkie smutki.
by jaskrawa
23.03.2011; 09:35
komentuj(4)

czy to już starość?


Starzeję się. Mam już kilka dobrze zadomowionych siwych włosów, zmarszczek na razie nie, ale mam wrażenie, że policzki mi zaczynają już troszkę opadać...
Ale to nie o to chodzi. Ciało to ciało. I tak się kiedyś na dobre zestarzeje, nie ma co płakać nad tym, co nietrwałe ani też się nadmiernie ekscytować własną młodością. Chodzi mi o to, że zaczęłam marzyć o działce, najlepiej w górach oczywiście. Beskid jakiś albo może Pieniny. Kiedyś wydawało mi się, że działka to ostateczna klęska, skazanie się na wyjazdy ciągle w to samo miejsce, zabójstwo dla planu zwiedzania świata, rzecz dobra dla domatorów i emerytów. A teraz coś mi się w głowie przestawiło i chciałabym mieć takie MIEJSCE. Gdzieś, gdzie można się choćby na weekend zaszyć. Iść na długi spacer, powłóczyć się po polach, poleżeć na trawie, posłuchać brzęczenia rozmaitych owadów, nasycić słońcem, wypić kompot z truskawek, zanurzyć stopy w zimnym potoku. Zrobić sobie na obiad ziemniaki z koperkiem. Wieczorem rozpalić ognisko. Dać się pociąć komarom. Żeby te dzieci mogły to wszystko zobaczyć, pokochać, poczuć.
Się prawie popłakałam ze wzruszenia.
by jaskrawa
24.03.2011; 15:22
komentuj(9)

weekend


Milutki weekend se spędzilim, a zwłaszcza niedzielę, kiedy to wybralim się do Kapitanowej babci na herbatkę, a w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Arkadię i jej piękny ogród założony przez Helenę Radziwiłłową. Nie zdążyliśmy zobaczyć dokładnie całego parku, ponieważ większość czasu do zachodu słońca zajął nam przypadkiem napotkany parkowy ochroniarz, najwyraźniej lubiący zabawę w przewodnika. Staliśmy tam skostniali z zimna i słuchaliśmy jego opowieści, nie mając odwagi ani sumienia mu przerwać. Prawdę mówiąc myślałam, że facet nigdy nie skończy gadać i zostaniemy tam na zawsze, zamieniwszy się w kamienne posągi, kolejny bardzo romantyczny element parku. Opowieść była trochę chaotyczna, ale powiedzmy, że coś tam usłyszeliśmy o Helenie, jej ogrodzie, symbolice poszczególnych budowli i zdobień, masońskich obrzędach i orgiach.
Ku pamięci zanotuję, że całą drogę Tam i połowę Z Powrotem prowadził Kapitan, który jest jeszcze niedoświadczonym kierowcą. Muszę przyznać, że był bardzo dzielny i za to kocham go jeszcze bardziej, niż zazwyczaj.
Podziękowania dla Blue (i Karoliny), który zechciał się z nami wybrać, mimo chorej nóżki.
by jaskrawa
28.03.2011; 13:48
komentuj(2)

Bali


Mam okazję przyzwyczaić się do nieprzespanych nocy. Młoda tak się nocami wierci, że to przechodzi ludzkie pojęcie.
Wczoraj byłam w knajpie z ludźmi z roboty (jak dobrze, że nie można jarać w lokalach, przynajmniej mogę się gdzieś ruszyć i posiedzieć se jak człowiek przy soku bananowym) i muszę powiedzieć, że trochę za nimi tęsknię.
Nie żeby za robotą, ale jednak. Z drugiej strony gdy widzę, jak odbierają służbowe telefony o 20:30...
Przeglądam oferty wakacji na Bali, chociaż i tak nie mamy szans na żaden Porządny Wyjazd przez najbliższe milion lat. Tylko tak se myślę, że to zabawne, pięć gwiazdek i luksus na Bali kosztuje prawie tyle samo, ile wydaliśmy w zeszłe wakacje na Islandii, codziennie w rękawiczkach rozbijając namiot.
by jaskrawa
30.03.2011; 11:18
komentuj(3)

pitu pitu


Wypełniłam pity! Tym razem musiałam wykazać się podwójnym heroizmem, bo aż dwa.
by jaskrawa
31.03.2011; 10:56
komentuj(4)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl