Gdybym miała kupę kasy, jeździłabym nawet codziennie i w końcu się bym nauczyła. Nie jestem jakaś beznadziejna, ale potrzebuję czasu, wprawy, robienia pewnych rzeczy automatycznie (a nadal nie potrafię), by się czuć pewnie, nie denerwować się, nie popełniać idiotycznych, drobnych błędów.
Albo gdyby ten egzamin można było zdawać częściej i między jazdami nie miałabym takich przerw. A że kasy za dużo nie mam, to biorę jazdy tylko tuż przed egzaminem i ... niektórych rzeczy muszę się uczyć jakby od początku. W rezultacie przez te kilka godzin nie wystarcza na doszkolenie się tak, by zdać, bo tracę je na przypomnienie sobie tego, co zapomniałam. I tak się koło zamyka. Oblałam do tej pory dwa egzaminy.
Nowa Instraktorka - fajna kobita, może czegoś mnie jeszcze nauczy.
Nie mogę być dobrej myśli, bo to byłby niczym nieuzasadniony wariacki optymizm. Za stara jestem na takowy.
Dobra, nie marudzę, jakoś to będzie. A jak nie będzie to trudno.
Idę się uczyć na obronę.
Znowu kurwa coś PRZEDE MNĄ. Za wszystko płaci się jakąś cenę. Ja na przykład płacę teraz za to, że obijałam się przez całe dotychczasowe beztroskie życie. I w tym momencie muszę w zaawansowanej ciąży wkuwać do obrony i uczyć się prowadzić, zamiast wybierać łóżeczko, spać cały dzień (ziewam non stop) i odpoczywać, jako w poradnikach każą.
Dzieci, jeśli to czytacie - pamiętajcie - ogarnijcie się, zanim was dopadnie prawdziwe życie.
Name:

Komentarze:

18.03.2011, 10:20 :: 192.109.140.38
donpepego
no właśnie, różne jest natężenie różnych czynników. ja na przykład nigdy w czasie zmian osobistych (przeprowadzki, nowe dzieci, śluby) nie miałem takiego urwania jajec w pracy jak ty. przynajmniej w mojej ocenie. kredyt, kupno mieszkania, samochodów - było znaczące wsparcie know-how rodziny i znajomych, więc nie było kataklizmu.
małą rysą jest agencja nieruchomości, która w kwestiach obsługi klienta wykazywała się zdumiewającą nieruchomością.
praca magisterska - w ogóle prehistoria. nie mówię, że wszyskto jak po maśle, ale że akurat takiej konstelacji jak wasza nie znam z doświadczenia i nie mam pojęcia, czy bardzo bym wymiękał.

18.03.2011, 09:39 :: 188.33.131.4
jaskrawa
agatko, wzajemnie :)
ja myślę, że ono dopada tak stopniowo, ale powiedziałabym, że najbardziej w chwili gdy wyprowadzasz się od mamy i zaczynasz sama zarabiać na swoją miskę ryżu (nie mówię o wyjeździe do akademika z kasą mamy i słoikami od babci, gdy najwyżej dorabiasz sobie w makdonaldzie, aby mieć jeszcze trochę grosza na browar w sobotę).
a kredyt czy dziecko to już tylko kolejne ciosy prawdziwego życia :D
(chłopa w ogóle bym pominęła w rozważaniach, bo bycie z kimś na stałe nijak ma się do samodzielności przecież).

18.03.2011, 07:37 :: 178.73.63.165
agatka
Kocham Cię :)
Ej, ale ja mam pytanie, jak to z tym prawdziwym życiem jest. Znaczy kiedy ono dopada? Razem z dzieckiem dopiero czy z kredytem też? Albo z mężem tudzież chłopem na stałe?
Bo nie wiem, czy to już, czy nie.

17.03.2011, 19:43 :: 109.243.107.182
jaskrawa
ynez, tak, owszem, pitu pitu ;) tylko że Ty tera na stare lata nie musisz zapierdalać co sobotę do jakiegoś promotora (z całym szacunkiem dla mojego, to bardzo sympatyczny dziadek).

pepegu, trafiłeś w sedno :D
miałam w pierwszym odruchu Wam odpisać (Tobie i kobiecie), żebyście się nie wymądrzali, bo co Wy tam wiecie :) macie niby może jakieś dzieci, ale przecież Wasze dzieci mogą się mieć nijak do moich przyszłych :D.
już pomijam inne różnice (płci, wysokości wypłaty, sytuacji rodzinnej, mieszkaniowej, zawodowej, psychicznej :D:D itd.)
zatem tak czy owak każdy z nas każdemu z nas może powiedzieć "ta... gówno tam wiesz :D"
tylko po co?

jakoś nie rozumiem modnej ostatnio alergii na tak zwane dobre rady. na szkole rodzenia też nam mówią: nie pozwólcie, żeby się Wam ktoś wtrącał! ja uwielbiam dobre rady i chętnie takowych słucham, jeśli widzę, że ktoś rzeczywiście może mieć coś do powiedzenia. staram się też je przesiewać przez własny zdrowy rozsądek, ale nie jestem głucha na to, co się dookoła dzieje, bo w taki sposób kręciłabym się przecież w kółko (na karuzeli własnej głupoty i niewiedzy...)
na przykład ostatnio "teściowa" uświadomiła mi, że lepsze są dla noworodka ubranka zapinane z przodu, a my do tej pory, jak typowe żółtodzioby zwracaliśmy uwagę głównie na to, czy mają ładny kolorek i wzorek... jakby to miało znacznie. i muszę przyznać, że nadstawiłam ucha. to tylko malutki przykładzik. warto jednak trochę sobie dać zryć czachę, imho (pod warunkiem, że tylko trochę :D)


17.03.2011, 16:23 :: 109.107.16.254
Ynez
A przestań. Ja wszystko obroniłam w terminie, uczyłam się [jak się uczyłam to inna sprawa, ale jakoś zaliczałam] w terminie, i co? I chuj. Po wszystkim usiadłam i zaczęłam się zastanawiać po kiego mi to wszystko było. A mogłam się w tym czasie opierdalać, pracować, brać dziekankę i jechać na rok wpizdu... Nadmienię jeszcze że moja obecna praca z kierunkiem skończonych studiów ma guzik wspólnego, a wszelka przyszła - takoż [-: No, to już wiesz jak to wygląda z drugiej strony (-; Uszy do góry, joł!

17.03.2011, 15:00 :: 192.109.140.37
donpepego
ej a tak w ogóle to sobie nie daj zryć czachy :-) tekstami takich jak ja w tonie "taaa zobaczysz jak to jest, my już wiemy, a ty się dooowiesz huehuehue", w sensie faktycznie my wiemy a ty się dowiesz, ale tak jest z wszystkim w życiu, do kroćset, nie?

17.03.2011, 10:29 :: 46.113.83.166
jaskrawa
blue - oj nie pierdol, że jesteś taki nieogarnięty. jesteś bardziej ogarnięty niż ja i kpt razem wzięci. Ty jesteś w stanie zastanowić się, przeanalizować i podjąć męską decyzję, a my grzebiemy się ze wszystkim (dziecko się nie liczy, bo nie zostało poczęte w wyniku świadomej decyzji, tylko było zwykłą, klasyczną wpadą - na szczęście powitaną z radością i stwierdzeniem, że w sumie to dobrze się stało, ale jednak).
kobiet-o - no nie wiem :D. jeśli już teraz, kiedy czasu mam od cholery, wszystko zajmuje mi go aż tyle, to mając słodkiego tyrana w ogóle nie zdecyduję się za pewne rzeczy zabierać :D:D:D
donpepego - może tak, ale to zależy od problemu :). pewne problemy pewnie na zawsze nimi pozostaną :)

17.03.2011, 10:19 :: 192.109.140.37
donpepego
trochę mi głowa potakuje na tekst kobiet-y. ale nie do końca, bo teraz też jest bezproblemowość wynikajaca z szybszego odsiewu rzeczy do olania, które kiedyś bym uważał za problemy.

17.03.2011, 09:15 :: 83.11.193.98
kobiet-a
nie martw się, za kilka tygodni/miesięcy to, co zajmowało Ci gros czasu, załatwiać będziesz mimochodem goniąc w podskokach na zawołania słodkiego tyrana, zobaczysz, jak bezproblemowe i pozbawione ciężaru gatunkowego było dotychczasowe życie;))

15.03.2011, 14:21 :: 85.14.166.16
bluemauritius
a ja się chyba nigdy nie ogarnę. czuję się taki nieogarnięty, zwłaszcza tutaj na wakacjach, wśród dorosłych poważnych facetów. jacy oni są nudni!!!!!!!!1 ;)

pozdrowienia z roqebrun :)

15.03.2011, 11:07 :: 188.33.108.65
jaskrawa
rozumiem, racja. ale tak czy owak - lepiej pozamiatać zanim przyjdą goście.

15.03.2011, 10:28 :: 192.109.140.38
donpepego
nie wiem czy ci ogarnięci mają wiele łatwiej. często mam wrażenie, że im po prostu mniejsze nagromadzenie tematów (bo część odwalili i mają spokój) sprawia tyle samo kłopotów, co nam większe, jeśli rozumiesz to w jakiś sposób...