...


Chyba będę żyć.
Nigdy nie byłam tak chora, jak przez ostatnie trzy dni. No, może ze dwa razy w życiu zdarzyła mi się ostra angina, ale zawsze to krócej trwało.
Właśnie wróciłam z łazienki. W lustro pierwszy raz od trzech dni spojrzałam. Wyglądam gwiazdorsko. Oczy Sylwestra Stallone, brzuch prawie jak Chodakowska ( tyle że bez mięśni), włosy - Bob Marley.
Nigdy więcej!


by jaskrawa
01.01.2016; 12:40
komentuj(2)

co zjawia się, gdy samo chce


Moja mama zawsze mówiła, że ja to mam szczęście.
No to ja teraz proszę to szczęście, żeby przyszło TERAZ, bo jest raczej potrzebne znowu. Po raz kolejny. Sorry, szczęście, staram się jak mogę poradzić sobie bez Ciebie, ale naprawdę Ty byś się teraz przydało jak cholera. Wierzę w Ciebie! Masz jakiś miesiąc na to, by się zjawić.

Śnieg w końcu spadł, więc uważam to za dobrą wróżbę.
by jaskrawa
07.01.2016; 12:06
komentuj(7)

down in a hole


Szukanie pracy to jedna z najbardziej frustrujących czynności w życiu.
Poczucie zawodowej wartości spada jakieś sto punktów dziennie. Jak ma nie spadać, skoro na jakieś dwadzieścia wysłanych aplikacji dostaję jedną lakoniczną mailową odpowiedź z pytaniem o dyspozycyjność? Co gorsza, gdy odpowiadam uprzejmie, potem nie dostaję już żadnej odpowiedzi, mimo że zarówno z ich maila jak i z ogłoszenia wynika, że chcą właśnie kogoś do współpracy w mniej więcej takim wymiarze, jaki proponuję. Nic z tego nie kumam!
Inna sprawa, że odpowiadam tylko na takie ogłoszenia, gdzie spełniam kryteria, a mimo to nikt się nie odzywa. Dlaczego klienci są zadowoleni z mojej tak zwanej "tfurczości", a podczas szukania pracy spotykam się ze ścianą? A raczej zimnym, wielkim murem...
Trochę idę się zabić, bo na razie mam poczucie ogromnej porażki. Czas zapierdala jak szalony i nadeszła pora wracać do normalnego życia, bo dziury budżetowej nie wypełnią moje żałosne ambicje, chcenia i zlecenia za marne pieniądze. Czuję jednak ogromny żal, bo cała ta gigantyczna przerwa w pracy na etacie miała być okazją do zmiany zawodowej ścieżki, szansą na "przebranżowienie się", rozwój i inne takie. Człowiek się naczytał tych wszystkich zasranych artykułów o ludziach, którym po prostu coś wyszło, głównie dlatego, że się nie poddali, że trwali przy tym, co lubią i potrafią robić. A nawet jeśli nie potrafią, to "jeszcze nie potrafią". A ja nie mogę i smutno mi, kurwa.
Tak, wiem, że nie powinnam narzekać. Tysiące polskich kobiet, matek, zamieniłoby się ze mną. Mam umowę, robotę niezgorszą... Tylko co z tego, skoro myśl o powrocie tam, skąd tak cholernie chciałam uciec, powoduje u mnie skręt kiszek i nieodpartą pokusę zapalenia ostatniego papierosa i rzucenia się pod pociąg?
Albo nie pod pociąg, to pewnie boli trochę. Podobno najmniej bolesna śmierć to zamarznięcie. Teraz zima, jest okazja...
Dobra, kończę, bo się rozmarzyłam, a tu trzeba do roboty wracać.

(a, nie zabiję się oczywiście, nie bójcie żaby, wiecie, że już wielokrotnie się zabiłam w wyobraźni, było fajnie, ale bez przesady :D)
by jaskrawa
20.01.2016; 11:54
komentuj(9)

the spring is my love


Kiedyś był taki kawałek trance. Straszna łupanka. Ale miało toto coś w sobie! Też tak macie, że czasem wpada Wam w ucho coś, do czego byście się nie przyznali nawet na mękach, ale ukradkiem słuchacie, gdy jesteście sami?

Ale ja nie o tym chciałam. Chciałam o tym, że już po zimie. Na podstawie ostatnich lat można stwierdzić, że w Polsce jest pięć pór roku. Wiosna, lato, jesień, mała zimka i długie pozimie.

W kwestii szczęścia nadal nic. Ale jutro jadę do Warszawic! Ktoś wyskoczy na kawę w centrumie około 14-15?


by jaskrawa
25.01.2016; 15:22
komentuj(8)

back to black


Właśnie miałam milutką pogawędkę z uber-szefową o moim powrocie do pracy. Który to już raz?
Nic nie wie, nic nie powie, umówiłyśmy się na luty, kiedy wraca z urlopu.
I tak o.
Nie jest to wszystko łatwe. Czuję się jak ktoś, kto przychodzi na przystanek i widzi, że ostatni autobus jechał tędy jakieś trzy lata temu. Więc brnę dalej na piechotę.
A wczoraj brnęłam przez wiatr aleją Jana Pawła. Matko, jaka brzydka ta Warszawa! Bywam tam średnio raz na miesiąc - dwa, ale w centrum wcale. Może to przez tę pogodę i resztki roztopionego śniegu. Ilmet nadal stoi, taki mały, oldskulowy, niedzisiejszy jakiś. Nieopodal Złote Tarasy i wielki napis "Hays". Znaczące. Nic nie czułam w sercu, idąc przez miejsca, w których byłam kiedyś codziennie. Chyba z wiekiem coraz mniej przywiązujemy się do miejsc, ludzi i zdarzeń. Sądziłam, że coś drgnie, jakaś sentymentalna nuta zagra, gdy będę przechodzić przez podziemia Centralnego. Zero. Widocznie nie kochałam nigdy mojej pracy w korpo i pewnie nie pokocham. Ale w dupie z tym, w ogóle mnie to nie boli, nie martwi, nic.
Zamieniam się w robota? Nie. Koncentruję się na tym, co po tej stronie torów. I już.

by jaskrawa
28.01.2016; 13:19
komentuj(3)

the force has awakened


Bylim w końcu na tych Starłorsach!
Trochę jestem rozczarowana, choć przyznam, że miło się oglądało.
Wkurzało mnie kilka rzeczy.
Po pierwsze - nie poczułam klimatu, niestety. Żadne sceny wycięte żywcem ze starej trylogii nie wciągnęły mnie na tyle, bym znów znalazła się gdzieś w odległej galaktyce, a tym bardziej dawno temu.
Po drugie - Han Solo jakoś za bardzo na siłę udawał Hana Solo. Sceny z Sokoła Millenium, z Hanem Solo i młodym narybkiem to wg mnie niezbyt udana próba przywołania klimatu drużyny "Solo-Chewie-Luke-Leia".
Po trzecie - Snoke. Co to ma być? Następcą Imperatora został troll z Władcy Pierścieni albo ten szkaradny "monsta" z Labiryntu Fauna (wiecie, ten, co siedział przy stole z żarciem i miał oczy na dłoniach, brrr!)?
Po czwarte - było mi bardzo przykro z powodu ostatniej sceny z Hanem Solo (nie będę spoilerować, choć już i tak wszyscy widzieli). Nawet Vader nie był tak zły. Przesadzili, kurde, choć wiem, że to przecież nie jest film dla dzieci.
Czy coś się podobało Jaskrawej?
Tak. Polubiłam Rey, polubiłam Finna, młodego pilota Poe też, a BB był uroczy (a nawet za bardzo). Poza tym - po przemyśleniu muszę przyznać, że postać Bena jest interesująca, ma w sobie rzeczywiście coś z dziadka Anakina. Tak, właśnie Anakina, nie Vadera. Czyli - przerost ambicji i typowe dla gówniarzy pragnienie, by za wszelką cenę pokazać starszym i mądrzejszym, że się mylą.
Tak czy owak - fajnie było znów pójść do kina z moim kochanym Kapitanem.

by jaskrawa
01.02.2016; 18:54
komentuj(10)

...


Do Krzyśka i Józka dołączył nowy klient Piotruś. Jejeje!
A dziś byłam na rozmowie o pracę.
Możecie trzymać kciuki, żeby mnie nie przyjęli. Praca codziennie na szóstą! Aaaa!
Ale przynajmniej nie musiałabym odprowadzać bachorów do przedszko.



by jaskrawa
11.02.2016; 15:57
komentuj(2)

what the hell am I doing here?


Wszystkim, którzy trzymali kciuki za moje szczęście - serdecznie dziękuję.
Przyszło.
Nie, nie o szóstej rano.
Inne przyszło, znacznie bardziej podobne do mnie, czyli takie, które raczej wieczorem się rozkręca.
Chociaż nie do końca nam po drodze...
Ale co tam, liczy się to, że tak czy owak idę dalej, mniej więcej w tym kierunku, w którym chciałam.


by jaskrawa
17.02.2016; 10:45
komentuj(5)

szukamy kandydata takiego jak Ty!


- napisało do mnie Goldenlajn.

Otwieram, tak se, wiedząc, że zaraz parsknę.
No i parskam. Oferta: Mamy dla Ciebie ofertę pracy: Recepcjonistka, Katowice.

Poniżej dopisek: Oferty zostały dopasowane na podstawie Twojego profilu, uzupełnij go, a będziesz otrzymywać lepsze oferty.

Kurwa, padłam. Coś im się chyba jebie w systemie. Ani ja w Katowicach, ani Recepcja. Ni przypiął, ni przyłatał, czy jak to się tam mówi.

Wam też przesyłają takie oferty z dupy?

by jaskrawa
18.02.2016; 12:08
komentuj(9)

nowo roboto


Uwielbiam ten moment, gdy zaczynam nową robotę i jest tak cudownie w porządku.
Doskonałym. Wszystko na miejscu. Długopis, notes, komputer, satysfakcja.
Nie jestem nawet specjalnie ciekawa, kiedy się coś spierdoli.
Wczoraj tak bardzo pochłonęło mnie zdobywanie informacji i spisywanie ich, że nawet nie zauważyłam, kiedy nadeszła siedemnasta, a ja jeszcze bez śniadania.
Dziś już inaczej. Leń, który od paru dni w ogóle się nie pojawiał, bo przepadł jak wiejski kot w marcu, dziś wrócił i miauczy pod drzwiami. A niech go! Sio!

Dobra, poszedł, tym samym kończę i wracam do dziubania, dziubaski moje kochane.



by jaskrawa
25.02.2016; 15:40
komentuj(7)

summertime...


Trafiłam dziś na zdjęcia z wyjazdu na działkę Mareckich.
Kurna, ale ból! Chcę tam znowu! W ogóle chcę, nie tylko tam, ale do lata, nad morze, w góry, byle gdzie, może być nawet basen w Żyrardowie. Nawet na nasz taras, rozgrzane słońcem betonowe płyty, które nawet przed północą nadal są ciepłe. Kocham rozgrzany beton!
W tej chwili nie pamiętam o żadnych słabych momentach, jak lało w Białogórze i było dziewięć stopni, jak wiało, zimnego morza też nie. Albo jak Maciek miał anginę na tym Roztoczu. Tylko to niebo pamiętam, widoczną Drogę Mleczną, miliard gwiazd, pola, winnicę, wzgórza i słońce.
Już marzec i zaczynam tak bardzo tęsknić, jak się tęskni za ukochaną osobą, która wyjechała.
Zresztą, za ludźmi też tęsknię.
Tęsknię całe życie za kimś, za czymś. Co za pojebana ludzka natura!
Idę se zjeść zajebisty paprykarz warzywny.

Koniec kompletnie beznadziejnej notki o wydźwięku pseudofilozoficznym.
by jaskrawa
03.03.2016; 15:44
komentuj(4)

nothing else matters


W związku z tym, że ciągle boli mnie brzuch, zbieram się w sobie, by iść w końcu na gastroskopię. Trzecią w moim krótkim życiu. Każda w innej jego dekadzie... Sama nie wiem, czy życzyć sobie, by była to ostatnia. Gdyby była, to nie wiem, czy to dobrze. Raczej nie, do cholery. Wish me luck.

Natomiast życie zawodowe kwitnie. Wprawdzie znowu nie zostanę milionerką, ale to bez wątpienia najfajniejsza praca, jaką miałam kiedykolwiek. Może do czterdziestki zdążę zrobić jeszcze coś w rodzaju zawodowej "kariery". Przez to słowo rozumiem zajęcie takiego stanowiska, które pozwoli na spokojny sen i miskę ryżu.

by jaskrawa
17.03.2016; 08:41
komentuj(2)

dzień szósty


Ponieważ mam dość ciągłych problemów z żołądkiem, znów rzucam chleb, nabiał i cukier. Nie, nie dlatego, że "tak mi się kurwa wymyśliło", ale dlatego, że coraz bardziej mnie boli, a po wszystkich tych rzeczach widzę, niestety, pogorszenie.
Dziś trwa więc szósty dzień żarcia wyłącznie roślin, z wyłączeniem wszystkiego, co jest z mąki i z dodatkiem cukru.
W dodatku stosuję kurację "pij se wodę z solą między posiłkami", polecaną przez pewnego znanego "szarlatana" ;), pana Jerzego Ziębę, którego serdecznie pozdrawiam przede wszystkim za to, że dzięki niemu wiem już, jak wyleczyć się z kataru (niemożliwe? a jednak!)
Po kilku dniach żołądek - jak ręką odjął. Czekam jeszcze, aż przestanie mnie boleć tam, gdzie jest wątroba. W sumie już przestało, ale wczoraj wróciło, więc tak czy owak czeka mnie pewnie wyzyta u konowała. No chyba, że przestanie w ogóle. Dziś już nie bolało.

Skutki uboczne są takie, że znowu ważę tyle, co w 2010, kiedy to ważyłam tyle, co w 2000 (czyli jakoś rok przed maturą).
Oł jeeeeeea :D


Polecam, Wasz doktor Jaskrawa
by jaskrawa
24.03.2016; 12:52
komentuj(7)

I'm a weirdo


Zawsze byłam dziwaczką, ale na stare lata jeszcze mi się pogarsza.
Niedawno, będąc u rodziny Kapitana podczas świąt, miałam okazję przez kilkanaście minut oglądać telewizor. Ponieważ od wielu lat żyję bez grającego pudła, odwykłam jakoś od festiwalu reklam puszczanych między programami. W radiu jakoś te reklamy nie atakują tak intensywnie, w sieci można je blokować i szybko wyłączać... A jeśli patrzysz na telewizję - trudno po prostu wyłączyć świadomość.
Patrzę, a tam - co druga reklama to lek na jakąś popularną dolegliwość. Na to, żeby się szybciej wysrać, potem na to, żeby nie mieć sraczki, zgagi, wzdęć, chorej wątroby, pryszczy, niedoborów magnezu, wapnia, cynku i innych takich. W zasadzie, gdyby tak policzyć ile dziennie tabletek powinniśmy łykać, wyjdzie z tego niezła garstka.
Albo te wszystkie kosmetyki.
Ciuchy...
Zmierzam do tego, że staję się powoli antykonsumentem. Nie kupuję ostatnio prawie niczego, poza jedzeniem. A jeśli już muszę kupić buty, bo stare się podrą, mam centralnie wywalone na to, czy te nowe buty są modne jakoś czy coś tam. Ważne, by były wygodne i nie wyróżniały mnie z tłumu jako postaci urwanej z choinki. Ale sklepy obuwnicze i tak sprzedają dokładnie to, co w danym sezonie będą nosić wszyscy, więc ja nie muszę wybierać i zastanawiać się, czy to nie będzie wyglądało jak coś, co nosiło się dziesięć lat temu. Bo i tak nie będzie. Eeee...
Nie mam też konta na Insta (dlaczego ludzie mają te konta?). Nie maluję rzęs, żeby iść wyrzucić śmieci. W ogóle sobie niczego nie maluję. Nie farbuję siwiejących włosów (po cholerę?). Czy w ogóle zasługuję na to, by nazywać mnie kobietą? A jeśli nie - to - jak powiedział kiedyś pewien theravadyjski mistrz - co z tego? To jedno z moich ulubionych filozoficznych pytań.
I tak sobie żyję, w mojej szarej bluzie z kapturem, z siwymi pasmami we włosach, ze spokojem w głowie i bez pragnienia posiadania torebki od LV. Lekkość takiego bytu jest nie tylko znośna, ale wręcz kojąca.

by jaskrawa
01.04.2016; 18:16
komentuj(5)

I'm not like them, but I can pretend


Odkrycie życia.
Zawsze najbardziej lubiłam trzy rzeczy - pisanie, gadanie z ludźmi, zastanawianie się nad różnymi sprawami.
I wiecie co? Okazuje się, że można znaleźć jeleni, którzy mi za to zapłacą.
Jak to się robi? Trzeba znaleźć zatrudnienie w redakcji, następnie zastanowić się, z kim chcielibyśmy pogadać, potem zadzwonić do tej osoby, pogadać, spisać, zainkasować honorarium.
Genialne, nie?
Jak mogłam kiedykolwiek przypuszczać, że chcę robić coś innego?

by jaskrawa
06.04.2016; 23:20
komentuj(5)

ratataratara tara rata tara! (na znaną charakterystyczną melodię cyrkową)


Czy Was też bawi to, co się dzieje w Sejmie?
Mnie bardzo!
Takiego cyrku dawno nie było!
Czasem myślę, że chciałabym zostać posłanką. Chyba mało kto ma taką pracę, gdzie niemal codziennie są jakieś jaja. Obrzucanie się wyzwiskami, zdradami, targowicami, wyłączanie mikrofonów. Dorośli ludzie, a to wszystko przypomina kłótnie, jakie urządzają często moje dzieciaki. Niedawno pobiły się o książeczkę do kolorowania. Ten gniew jest taki szczery, autentyczny, pierwotny... Wspaniale!
"Pierdol się, Kornel!". No słodko. Korpoludzie, przyznać się, kiedy u Was była taka akcja?
Pracowałam w korpo kilka lat i nigdy. Raz była wojna między dwiema dziewczynami, ale to wszystko było ładnie opakowane w uszczypliwe uwagi, pełne wyrachowania, cynizmu i zimnej nienawiści. I większość tej wojny rozegrała się za zamkniętymi drzwiami, podczas wizyt na dywaniku u szefowej, polegało to wszystko raczej na podgryzaniu, donoszeniu, intrygach. Licho.
O wiele ładniej prezentują się te pełne wigoru sejmowe bitwy, gdzie idzie na noże, gdzie krzyczą, gdzie się nie boją nazywać rzeczy po imieniu.
Nie sądzicie?

by jaskrawa
15.04.2016; 15:14
komentuj(2)

money for nothing


Nie tak for nothing, bo za samą harówę przy wypełnianiu pitusia (pozbieranie wszystkich cholernych piciątek-pierdziątek za umowy o dzieło i inne śmieci, na kwoty wynoszące z grubsza rzecz biorąc pięć groszy, zajęło wieki) należy się trochę kasiory! No i do zwrotu parę stów, aczkolwiek znowu nie wiem, jak to się stało.
W tym roku za to kiepsko z czasem wysłania - tydzień przed terminem. Zasrana prokrastynacja.

Pogoda znowu piękna! Kocham wiosnę i kocham zwroty podatków!
by jaskrawa
21.04.2016; 15:43
komentuj(2)

protect me from what I want


Zawsze wiedziałam, że najlepszym lekarzem siebie samej jestem ja sama. Diagnoza trafnie postawiona, leczenie na razie całkiem skuteczne. Faza pierwsza kuracji - kino s-f plus czerwone wino.
Skutki uboczne - niewielki ból głowy, parę zawalonych dni w robocie (w myśl zasady - jaka płaca, taka praca), mocno nadszarpnięty limit na internet.

by jaskrawa
09.05.2016; 14:40
komentuj(1)

see the sun come rising


Kurde, świta prawie, a ja jeszcze w robocie.
Zawsze jest się trochę prostytutką, ale nie sądziłam, że to ma przełożenie na godziny pracy.
Bleh, chcę spać.
by jaskrawa
13.05.2016; 04:27
komentuj(0)

ooops I did it again


Kurde! Wiecie, na czym polega moja zasrana praca? Na wywalaniu kilogramów zbędnego tekstu.
Nigdy się nie nauczę. Zawsze nagromadzę za dużo, nagryzmolę za dużo, natłukę, nazbieram. A potem jestem jak ten chomik z wypchanymi policzkami i malutkim móżdżkiem, gdy dociera do mnie, że to bez sensu.

Ja pierdolę.

To dowodzi, że moja robota to jednak nie jest ideał. Ideałem będzie napisanie książki.
Że co? Zły pomysł?
Cicho, odłóżcie zgniłe pomidory i jajka. Nie musicie przecież kupować.
Dla mnie nie będzie ważne, czy ktoś kupi. Ważne będzie, że nie będzie trzeba CIĄĆ.
Napiszę nowe W poszukiwaniu straconego czasu Prousta (ktoś to czytał w ogóle?)
A może Ulissesa? (ponawiam pytanie, zapewne tu odpowiedź tym bardziej brzmi nie).
Oh yeah, to będzie dopiero zabawa!


by jaskrawa
19.05.2016; 23:26
komentuj(4)

you make it all go away


Znowu ta pieprzona tarczyca - pomyślała Jaskrawa, czując znajomą gulę w gardle i totalne, niepohamowane zmęczenie, które dopadło ją ostatnimi czasy.
W akcie paniki, że teraz możliwa jest już tylko eksterminacja zaatakowanego chorobą organu, zapisałam się do jakiegoś magic-doktora, który nie jest endokrynologiem, ale tarczycę ogarnia i leczy z dobrym skutkiem, jak mi powiedział jeden znajomy szarlatan.
A potem zrobiłam jeszcze badanie poziomu hormonów i wyszło na to, że tarczycunia działa jak należy i mam się od niej odczepić. Morfo też gra.
Więc co, do chuja, mi jest?
Dr Google mówi, że to nerwica. Skąd i dlaczego?

Jeśli to prawda, lista popularnych chorób psychicznych, na które cierpię, miałaby już dwie pozycje. Nie liczę postępującej ortoreksji.
Jak tak dalej pójdzie, dorobię się renty i żółtych papierów.

Chciałabym, żeby ktoś mnie uratował, zabrał w bezpieczne miejsce, gdzie nie ma depresji, bezglutenowego jedzenia, wi fi i obłędu.
by jaskrawa
02.06.2016; 14:23
komentuj(2)

w górach jest wszystko co kocham


Lazurowe wody Czarnego Stawu, widziane ze zbocza Rysów;
Wiatr porywający wodę z jezior Piątki;
Halny na Szpiglasowej, który zwiewał nas ze ścieżki;
Słoneczna Świstówka i szum Siklawy gdzieś w dole;
Nasze raki w śniegu;
Kozice gdzieś ponad głowami... te to nie mają lęku wysokości!
Ja też nie, gdzie by tam jakiś lęk odważył się pojawić w obliczu takich wrażeń?

Ludzie, ludzie, ludzie, rozmowy na szlaku, rozmowy w schronisku, dyszące milczenie, gdy trzeba było pokonać milion kamieni pod górę;
Hektolitry piwa, śmiechu i żartów, których nie da się teraz powtórzyć;
Nieoczekiwane znajomości, które tak bardzo przypominają mi te sprzed lat, gdy się włóczyliśmy byle gdzie, z paczką fajek w kieszeni;

Cudowność gór zwala z nóg, wytrząsa resztki rozsądku, pozostawia mnie gdzieś w matni tęsknoty za tym, by wrócić do liceum, do dziesięć lat temu, do tamtego śmiechu i spontanicznych akcji;

Czy ja znowu byłam na Polańskiej o wschodzie słońca? Jakby tam, jakby tam.

Wróciłam w niedzielę, a do dziś jestem pozamiatana.



by jaskrawa
23.06.2016; 12:07
komentuj(1)

...


Kiedy już wydaje mi się, że gorzej być nie może, okazuje się, że może.
Naprawdę, naprawdę cholernie potrzebuję pomocy.
by jaskrawa
01.07.2016; 00:36
komentuj(6)

schną na szybie ślady łez, ktoś z nas być musi na plus...


Pozamiatane czy nie pozamiatane?

Nic, kompletnie nic nie sprawia mi przyjemności.

Znowu jak zza szyby obserwuję drugą stronę rzeczywistości, odległą o sto lat świetlnych ode mnie.

by jaskrawa
02.07.2016; 16:29
komentuj(0)

you're just another brick and I'm a sledgehammer


Kocham tę piosenkę!
Wiem, wiem, zupełnie klimat nie po mojej linii, gdzie tam... ja... Rihanna. Koń by się uśmiał, ale naprawdę przyznaję tej show-bizowej panience mega plusa za jej boski głos, wygląd totalnego aliena i dziwadła, i stworzenie klimatu na miarę dzieła sztuki, jakim niewątpliwie będzie nowy Star Trek.
Bo i nie mogę się doczekać nowego Star Treka.

Zachary Quinto to najlepszy Wolkanin ever. Tylko gej może mieć coś takiego w twarzy, że klękajcie narody. I te spiczaste uszy... Ech...

Nakręcam się i jaram jak pryszczaty nastolatek na nowego x-boxa czy coś tam.

Dobrze, że są filmy. Dobrze, że są przyjaciele. Dobrze, że jest roboto. Dobrze żyć, tak ogólnie. Na razie jeszcze trzeba mi fajek i sztucznych endorfin, ale wiem, że jeszcze będzie dobrze, jeszcze będzie normalnie.
I za to kocham Cię życie.
by jaskrawa
05.07.2016; 19:02
komentuj(0)

gimme back my alcohol!


Rany, jak gówniarze...
Oni są jak poszukiwacz metalu, tyle że ich wykrywacze są ustawione na wyławianie wariatów spośród normalnych ludzi.
No i mnie schwytali, żebym stała się częścią stada takich samych wariatów.
Jeśli byliście w piątek nad Wisłą i widzieliście ósemkę ludzi robiących największą wiochę na całym prawym brzegu, to niestety widzieliście nas.

Bu.
Sobotni poranek - mordor! Pociąg do domu wlókł się jak ślimak, zasypiałam z czołem na szybie, żeby przerażać się na każdej stacji, że pewnie przegapiłam swoją.
Po osiągnięciu własnego łóżka ledwo przyłożyłam głowę do poduszki, gdy usłyszałam, że Potwory wstały. Bezlitosne, okrutne, złe.
Ach, złote czasy, gdy człowiek mógł spokojnie sobie odsypiać całą sobotę...
Na szczęście Kapitan jest aniołem (pochwalę go na terapii, buhahaha! a sobie głowę popiołem...) i po południu zabrał Potwory do babci, a wyssana z resztek energii matka mogła spać do wieczora. Jakie to było piękne!
by jaskrawa
17.07.2016; 09:23
komentuj(0)

what could I do to change your mind? nothing...


Notka dla mnie samej.
Show must go on, moi drodzy.
Nawet jeśli dziś czujecie, że jest beznadziejnie, wiedzcie, że jutro już takie nie będzie.
Im szybciej jesteście w stanie to pojąć, tym szybciej się podniesiecie.
Dostałam dużo, płacę za to dużą cenę. Tak miało być, wiedziałam o tym od początku, a mimo wszystko podpisałam umowę.
Ale dość, dość, więcej nie dostanę, bo więcej nie jestem w stanie zapłacić.
Może to było potrzebne? Może nie... Wszystko jedno.
Pogodzenie się ze światem mam opanowane, bo godzę się z nim sto razy w roku, zatem wygrzebuję się z pościeli i podnoszę łeb ku słońcu.
by jaskrawa
21.07.2016; 16:16
komentuj(2)

even flow... thoughts arrive like butterflies


Jakiś pojebany ten lipiec.
No ale trudno, trzeba jakoś rzeźbić dalej w tym rozpadającym się kawałku życia.
Jutro jedziemy nad morze. Niby tak. Robotę mam rozgrzebaną jak Trybunał Konstytucyjny.
Maciek leży z gorączką.
Ciuchy leżą na stole.
Ja najchętniej też bym się położyła i poczekała na teleportację do naszej miejscówki.
Jak w Star Treku.
Four to beam up! Engage!
Ostatnio żyję jakimś nieswoim życiem, wolę filmy niż rzeczywistość. Rzeczywistości filmowej nie trzeba przeżywać. Podejmować decyzji ani wysiłku. Spoko.

Zdałam sobie sprawę, nie po raz pierwszy, że większość moich ciuchów to stare szmaty.
Hipis zawsze pozostanie hipisem.
Dobrze, że jedziemy do hipisowa, tam mi mogą naskoczyć wszyscy.


by jaskrawa
26.07.2016; 18:19
komentuj(1)

ale nie mam miejsca w sercu...


Zakochałam się w tej piosence. Absolutnie koniecznie posłuchajcie.
Tekst - mistrzostwo świata.


I ten cytat z początku video... Oł je. So true.
Moja babcia miała taką niebieską latarkę.


https://youtu.be/v_D2opoRVuE
by jaskrawa
27.07.2016; 22:14
komentuj(1)

it's pretty hard standing on two feet


Wrócili.
Nad morzem wszystko było w kratkę. Pogoda w kratkę, nastroje w kratkę, dzieci zaś nie w kratkę, ale w ciapki, z błota.
Trochę woodstockowe klimaty, gdyby tak popatrzeć na nich...

Próbuję żyć dalej, ale tak średnio to idzie. Jakbym wyszła z formy, wprawy, dobrej kondycji życia.
Ratunek widzę w bieganiu, bo co tu innego robić? Nad morzem udało mi się porządnie rozpędzić, wpaść w tryb Forrestowy, pozbyć się tej niemocy na starcie. Mam nadzieję, że znowu, po kilku latach, stanie się to znowu moją rutyną, jak kiedyś. Wtedy było tak cudownie...
by jaskrawa
07.08.2016; 15:11
komentuj(1)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl