grunt to mieć dobre argumenty...


Rozmowa przy lampce.
Olek (l.3,5): Marysiu, włącz światło.
Marysia: Nie!
Olek: Czemu?
Marysia: Bo wyłączyłam.

***

Podsumowanie roku 2013:
Sukcesy: Zaszłam w ciążę (HA HA HA)
Porażki: Nie pamiętam.

To by było na tyle.
Szczęśliwego Nowego Roku!
by jaskrawa
01.01.2014; 12:17
komentuj(2)

ta ostatnia niedziela!


No nie, jednak piąty to nie będzie (raczej nie zdąży w te kilka godzin).
Tak czy owak - to MUSI być ostatnia niedziela w dwupaku, bo inaczej skończę w Tworkach, a nie na Żelaznej.
by jaskrawa
05.01.2014; 17:57
komentuj(5)

notka jedna reka


Urodzony 7 stycznia "w czepku" - to chyba dobra wrozba, co?
Napisze wiecej, gdy bede miala dwa rece wolne.

Rodzenie wyszlo ksiazkowo.

Marysi reakcja na brata - super i zachwyt.


by jaskrawa
09.01.2014; 20:19
komentuj(4)

dziś cytat


Jedno dziecko to Bahama

- tak powiedziała kiedyś koleżanka poznana dwa lata temu na wakacjach, którą w tym roku spotkaliśmy znowu, tym razem już obciążoną dwójką dzieci.
Miała rację.
by jaskrawa
13.01.2014; 16:12
komentuj(10)

raport pelikana (nie wiem, czemu pelikana, ale skoro raport to musi być pelikana)


Jaś rośnie jak na drożdżach i wyrasta ze wszystkiego. Myślę, że zaraz wyrośnie też z ciuchów Marysi, jeśli nadal utrzyma tempo.
Przez pierwsze trzy tygodnie życia przybyło go kilo trzysta. Idzie na rekord.

O, właśnie się obudził. Tak wygląda właśnie pisanie notek.

Do widzenia się z Państwem!

to be continued
by jaskrawa
12.02.2014; 09:44
komentuj(1)

...


Nic nie piszę, bo spędzam życie na:
1. Karmieniu małego dziecka.
2. Zajmowaniu się dużym dzieckiem.
3. Czasem odsypianiu nocy.
4. Z rzadka odmóżdżaniu się i wylewaniu nadmiaru zmęczenia na ulubionym forum dla matek.

No i o czym tu pisać?
Mańka trochę zazdrosna, więc mamy z nią niezły hardkor. I zwyczajnie za nią tęsknię, za tym czasem spędzonym z nią tak swobodnie, bez pośpiechu, bez świadomości, że mały się zaraz obudzi i będzie musiała zająć się sobą.
Przez pierwsze dni po porodzie było mi porządnie smutno z tego powodu. Teraz powoli się przyzwyczajam. Wszyscy się przyzwyczajamy.
Jasio kilka dni temu zaczął się naprawdę uśmiechać i to wynagradza smutki. Wszyscy mówią, że ładny. Cóż innego mogą powiedzieć...
Ale rzeczywiście, fajny z niego maluch, proporcjonalny taki, taki w sam raz.
Jestem zmęczona, ale mimo wszystko bałam się, że będzie gorzej. Zwłaszcza, że czas, ten najtrudniejszy, mija bardzo szybko. Siłę daje mi cudowna, niepowtarzalna świadomość, że MAM DZIECI, że urodziłam, przeszłam ten trud, że nikt mi tego nie zabierze. Brzmi to może trochę w typie "masochistyczna Matka Polka", ale to nie to.

O, znowu się budzi...

by jaskrawa
12.02.2014; 19:48
komentuj(7)

byle do jutra


Zmęczona jestem. Mimo że synek nasz uroczy, śliczny i grubiutki, mamy przejebane.
Maryśka zazdrosna, bywa tak okropna, że nie wiemy już jak z nią postępować. Wydziera się na dzieciaki na placu zabaw, na obcych dorosłych, na nas. Ciągle jest na NIE. Mam wrażenie, że wkurza ją cały świat, prócz Jasia, paradoksalnie. Tego kocha, czuli się do niego, przytula, liże go (sic!) po głowie. A na nas się wyżywa.
Zdaję sobie sprawę z tego, że narodziny brata to dla niej trudny czas, ale ogólnie mam czasem dość. Nie możemy jej pozwalać na wszystko, a z drugiej strony żal mi jej cholernie. Tak bardzo skurczył się czas, który jej poświęcam. Ciągle ten Jaś. Przewijam Jasia, karmię Jasia, przebieram Jasia. Na spacerze, kiedy Jasio zwykle śpi, mam dla niej trochę czasu, więc ciskam się jak mogę. Najgorsze gdy w trakcie najlepszej zabawy ten mały glut się obudzi - no i biegnę do cholernego wózka, a w Marysię z reguły wstępuje wtedy diabeł.
Tłumaczę, tłumaczę, staram się, gówno z tego wychodzi, bo i młoda jeszcze chyba niewiele z tego rozumie. Nie umiemy sobie z tym poradzić. Czasem jesteśmy pewnie zbyt surowi, czasem zbyt pobłażliwi.
Najbardziej mnie boli to jej zamknięcie się na to, co mówimy. Wszystko neguje. Wiem, że to może taki etap i tak dalej, ale ona te wszystkie dziecięce fazy przechodzi tak intensywnie. Bunt dwulatka przechodzi płynnie w bunt trzylatka i nie ma zmiłuj.
Chciałabym nauczyć ją pozytywnego stosunku do świata, a wychodzi na odwrót.
Są oczywiście jasne momenty, chwile, ale...
I znowu nie dokończę notki, bo młody....


cd.
Śpią wszyscy. Co za cisza.
Strasznie smutna ta pierwsza część notki. No, aż tak źle to w sumie nie jest. Przede wszystkim - dziękować bogom, że młoda od początku żywi same pozytywne uczucia do brata i jest w stosunku do niego opiekuńcza bardzo. Nawet nad. Wyobraźcie sobie, jak mnie krew zalewa, gdy ciągle chce podkradać młodemu smoczek - oczywiście celem wpakowania go młodemu do dzioba. Problem tylko w tym, że wcześniej sama go zasysa, mimo że już dawno zapomniała o własnym smoczku (odsmoczkowała się sama dwa lata temu). Cóż, jakoś bym to przeżyła, ale może jednak nie jest to zbyt dobry układ, gdy aktualnie chodzi zakatarzona.
Apropos kataru - bogom dziękować również za jesień i zimę - bez ani jednej infekcji. Dopiero teraz ją coś wzięło, kapryśna wiosna, zmienne pogody i tak dalej.
Poza tym - ciągle zabiera zabawki, które pozawieszałam na macie "edukacyjnej" w którą lubi gapić się mały. W zamian za nie otrzymuję stale walające się wszędzie jej zabawki oraz części zabawek. Oraz rozmaite przedmioty, których szukałam kilka dni wcześniej.
Co jeszcze? Kradnie jego kocyk i ciąga po podłodze, na którą wcześniej wparowała z dworu w ubłoconych butach.
Tak, moi drodzy, bakterie to nasz piąty członek rodziny. Ja nigdy specjalnie nie wierzyłam w ich istnienie, ani też w sens wychowywania dzieci w sterylnym środowisku, ale może bez przesady. Jednak faktu istnienia groźnych bakterii i tego, że niespełna trzymiesięczne niemowlę nie powinno raczej przysysać się do rogów ubłoconego kocyka jakoś nie umiem jej skutecznie wyjaśnić. Cóż, sama wyrosła w umiarkowanym brudzie, jej brat wyrośnie w jeszcze większym. Pewnie to jest właśnie klucz do zdrowia, tak se tłumaczę. To oraz wyżeranie cukru, gdy akurat matka nieopatrznie postawi go gdzieś w zasięgu łap tej małej spryciary.
Cóż, nie będę wymieniać wszystkich sytuacji, w których zalewa mnie krew i trafia szlag. Jest ich zbyt wiele, a mi szkoda czasu, który mogłabym przeznaczyć na sen.
A jest co odsypiać.
A młody? A młody je. Waży już ponad siedem kilogramów i jesteśmy nieco przerażeni. Już dziś nosi pieluchy numer cztery, które chuderlawa Maryśka nosiła jeszcze mając dwa i pół roku.
by jaskrawa
26.03.2014; 19:43
komentuj(4)

nabiał sio vol.2


Ciekawe, ile wytrzymam :D.
Ale młody już tak się ostatnio pręży i kolki jakieś miewa dziwne, więc postanowiłam spróbować.
Na razie przeżyłam dwa dni - i spokój. Kolek nie ma, ani razu nie rozryczał się jakoś tak nagle i gwałtownie.
A potrzeba co najmniej dwóch tygodni, żeby alergen zniknął z naszego organizmu. Więc na razie te dwa spokojne dni to może być przypadek. Tak czy owak - już sobie ostrzę zęby na wegańskie pyszności, które sobie będę robić.
Właśnie moczę nerkowce na twarożek, a dziś na kolację chleb z pastą kaszowo-warzywną i oliwkami. Bałdzo dobłe, niam :)
by jaskrawa
31.03.2014; 19:11
komentuj(2)

Jasio


Jasio kończy dziś trzy miesiące. Czyli czwarty trymestr "ciąży" zakończony.

Szukamy płytek do łazienki na górze.
Czasem żałuję, że PRL się skończył i nie jest tak, że w sklepie są (czasem) dostępne dwa rodzaje płytek.
Wybór jest tak wielki, że niedługo skończymy w Tworkach.
by jaskrawa
07.04.2014; 10:55
komentuj(4)

rodzinne klimaty


Niedaleko nas mieszka sobie rodzina wielodzietna. Dziesięcioro dzieci. Zawsze gdy ich widzę w naszym parku, zastanawiam się, jak oni to robią. To znaczy nie jak robią dzieci, bo to wiadomo, ale jakim cudem utrzymują całą tę piękną gromadkę w tak idealnym porządku. Wszyscy (najstarsze ma jakieś, na oko, piętnaście lat - chociaż nastolatki trudno się ocenia, więc równie dobrze może mieć osiemnaście, najmłodsze ze cztery) zawsze porządnie, ładnie ubrani, zadbani, niebywale grzeczni. Wygląda to tak, jakby rodzice im powiedzieli "macie być porządnymi ludźmi" i dzieciaki posłuchały. Niesamowita jest ta rodzina.
Zawsze gdy mam dość, bo młody nie chce spać, a Marysia akurat strzela focha, myślę o tych ludziach. I że ja jestem mały Miki, skoro nawet dwójki nie mogę ogarnąć.

Tak dla niezapomnienia - rozmowy z Maryśką:

Niedawno. Tata pojechał z młodym na badanie bioderek, Marysia nie mogła się pogodzić z tym, że jej nie wzięli.
Marysia: Mamo, ja chcę tam!
Ja: Gdzie?
M: Na klatkę.
Ja: Na klatkę schodową?
M: Tak.
Ja: A co ty chcesz tam robić?
M: Mieszkać.

Niedawno:
Marysia (w zamyśleniu, wspinając się do łóżeczka Jasia, w którym Jasio w sumie nigdy nie spał i jest magazynem pieluch i rozmaitych bambetli): Chyba jestem ciuchcią.

Wczoraj w drodze do babci. Marysia cały czas myśli o tym batoniku w niebieskim opakowaniu, który już widziała, że tata kupił, ale jeszcze nie dostała go do rączek.
M: Mamo, mam świetny plan!
Ja: Tak, jaki plan?
M: Ten plan jest niebieski!

Wczoraj w drodze do babci. Jedziemy i nagle samochód traci moc i zatrzymuje się, Kapitan ostatnim powiewem mocy zjeżdża na pobocze. Za cholerę nie wiadomo co się stało. Kapitan próbuje odpalić ponownie, ale nie udaje się. Stoimy.
Marysia: Gdzie my jesteśmy?
My (prawie chórem): Hmm... (sytuacja jest tak beznadziejna, że żadna inna odpowiedź nie przychodzi nam do głowy). W dupie, Marysiu, jesteśmy w dupie.

(na szczęście za chwilę ruszyliśmy i nadal nie wiemy, co się stało Klusce, że nie chciała jechać)

by jaskrawa
21.04.2014; 19:04
komentuj(1)

...


Kurwa, czasem mam tak bardzo dość, że ja pierdolę.
Młody prawie w ogóle nie śpi. Nic mu nie jest. Po prostu nie chce mu się spać. Spacery wyglądają tak, że trzymam go na rękach, a młoda się bawi samopas. Albo śpi (tzn. młody nie Mańka) w chuście (w wózku to w ogóle "matka co ty se wyobrażasz, że ja będę w tym spał?"), ale wtedy i tak zabawa z młodą jest mocno utrudniona, bo z tym klockiem z przodu ani się schylić ani nic.
Czasu dla Marysi w związku z tym coraz mniej, więc wpływa to odwrotnie proporcjonalnie na liczbę jej fochów.
Jeszcze ten cholerny samochód znowu się psuje. Przedwczoraj stary wrócił wieczorem zamiast o normalnej porze, bo go na lawecie wieźli spod samego Żyrardowa. Do mechanika. Cały dzień z nieśpiącym niemowlakiem i prawie-trzylatką, która ciągle coś chce.
Wstawili jakąś część za kilka stów, Kluska przejechała kawałek i znowu stoi. W związku z tym starego nadal nie ma w domu, bo teraz czeka aż go znowu asistance przyholuje do domu.
Młoda zasnęła właśnie, spłakana, bo miała focha. Boli mnie to, nie tak powinna zasypiać, ale w sumie fajnie, że już śpi.
Młody nadal nie śpi, leży se i domaga się noszenia.
Plecy mi pękają.
A jeszcze właśnie mi stary przez telefon mówi, że jutro na ósmą ma jechać pomóc koledze w ustawieniu jakichś jebanych ławek w kościele, bo tamten ma ślub.
Na ślub też będzie musiał jechać.
Tym samym, wyczekiwana sobota, kiedy nie muszę sama zmagać się z bachorami, nie jest już wyczekiwaną sobotą, tylko zwykłym dniem gdy znów zostanę sama z bachorami. Następny weekend też będzie tak wyglądał, bo budowa.
Byle do lata.
Myślę sobie, że jak to przetrwam to już naprawdę będę zen.


by jaskrawa
25.04.2014; 20:54
komentuj(13)

rozmowy z Marysią - cd.


Wczoraj byliśmy z nią w wesołym miasteczku. Były te dmuchane wielkie kule pływające w płytkim basenie, do których dziecko włazi i miota się w środku przez kilka minut, umierając ze śmiechu. Marysia też zapragnęła spróbować tej zabawy i bardzo jej się spodobało. Za bardzo.
Dzisiaj z rana:
- Mamo, ja chcę być w kuli!
- Marysiu, ale dzisiaj jest za zimno na kule, być może nawet wesołe miasteczko jest zamknięte.
- Dlaczego jest za zimno?
- Hm... dziś jest zimny dzień, wiosną tak czasem jest, raz ciepło, raz zimno.
- Dlaczego?
Dobra, już widzę, że poszłam złą alejką, więc zmieniam temat.
- Marysiu, do tych kul jest bardzo daleko.
- To pojedziemy bardzo szybko!


Rozmowa kilka dni temu. Chodzę po mieszkaniu z Jaśkiem na rękach, nagle Marysia pyta:
- Mamo, dlaczego to zrobiłaś?
- Ale co?
- To. Dlaczego?
- Ale co zrobiłam?
- ... - patrzy na mnie jakby była zła, że nie rozumiem.
- Marysiu, ja nic nie zrobiłam.
- Dlaczego?

(potem uświadomiłam sobie, że chyba chodziło jej o to, że potrąciłam nogą klocek, który sobie spokojnie leżał na podłodze)
by jaskrawa
02.05.2014; 17:44
komentuj(1)

kurwa mać


Jebana nadczynność tarczycy wróciła.
Kurwa mać, kurwa mać, kurwa dupa chuj i w ogóle pizda.

I to tyle na dzisiaj, kurwa.


by jaskrawa
05.05.2014; 22:31
komentuj(4)

słabizna


W piątek. Siedzę u internisty i czuję, jak pot leci mi ciurkiem po plecach, a głos coraz trudniej wychodzi z gardła...
- Ma pani objawy - potliwość, nerwowość, przyspieszone tętno...
- Rozumiem, we wtorek jestem już umówiona na wizytę u endokrynologa w związku z tym kiepskim wynikiem TSH.
- Może pani nie doczekać do wtorku. Trafi pani do szpitala.

Kurde, no i tak o. Dali mi leki, więc może nie trafię do szpitala, ale być może będę musiała zwiększyć niedługo dawkę i będzie trzeba odcyckować młodego. A z tym się nie pogodzę.
by jaskrawa
10.05.2014; 21:32
komentuj(6)

...


Odcyckowuję młodego. Byłam u lekarza, po obejrzeniu wszystkich moich wyników, nie pozostawił mi złudzeń.
Dół. Dół jak chuj.
by jaskrawa
14.05.2014; 05:49
komentuj(7)

...


Już nie jestem sama. Towarzyszą mi panowie Graves i Basedow.
Jeśli więc zaprosisz mnie na obiad, szykuj trzy nakrycia.
by jaskrawa
17.05.2014; 13:56
komentuj(4)

je je je


Wyniki się poprawiły.
Jedziemy chyba zatem nadal na cycu plus butla po wzięciu leków dwa razy dziennie. Mam nadzieję, że za kilka tygodni będę mogła zupełnie odstawić leki i butlę trzymać tylko na specjalne okazje.
Cóż, mogę się tylko cieszyć, że trafiłam na lekarza, który dał mi szansę i nie rozkazał mi kategorycznie brać większej dawki leków, ale zgodził się na poczekanie co będzie dalej.
Z drugiej strony - smutne, że lekarze tak słabo bronią tej świętej laktacji i wygodniej im, jeśli matka przerzuca niemowlę na butlę.

I tyle. Notka ku pamięci.
Może za wcześnie by się cieszyć sukcesem w ratowaniu cycokarmienia, ale póki co mamy wygraną poważną bitwę i terytorium zachowane prawie bez strat.
by jaskrawa
19.05.2014; 19:13
komentuj(3)

prawie-lato


Też się tak cieszycie z boskiej pogody? Ja w ogóle nie rozumiem po co w tym kraju jest zima. Mam nadzieję, że w następnym życiu urodzę się na Hawajach. Sytuacja polityczna i gospodarcza w tym miejscu na świecie wydaje się być zupełnie stabilna, pogoda wiadomo, a Amerykanie to ogólnie rzecz biorąc mili ludzie.
by jaskrawa
26.05.2014; 11:23
komentuj(0)

no i się popsuła


Najbardziej martwię się o truskawki. Bez słońca będą beznadziejne.
Nic mi się nie chce.
Na spacer mi się nie chce, znowu ubieranie tego wszystkiego, ble.
Jasiek robi się podobny do siostry.
A czasem nie.
Jest za to niesamowicie sprawny, już zaczyna na czworakach stawać. Marysia w jego wieku leżała na brzuszku i tylko zabawki chwytała, ale jeszcze nie umiała podnieść tyłka do góry. A ten skubaniec najdalej za miesiąc zacznie raczkować.
No i wielki jest niesamowicie, 97 centyl. Będzie chłopisko po ojcu.
Tylko plecy mi wysiadają od noszenia.
Stary chciałby trzecie, pewnie głównie dlatego, że wtedy miałby pretekst do kupienia sobie większego samochodu, z trzema rzędami siedzeń.
A ja bym chciała jeszcze jakieś życie przeżyć. Trudno to sobie wyobrazić, ale do pracy chcę wrócić, w końcu. Muszę się zebrać do kupy zawodowo.
Fajną rzecz mi niedawno koleżanka powiedziała - że ona zaczęła pracować mając dopiero 29 lat (wcześniej studia, potem szybko dziecko i tak wyszło), że ja mając zaledwie kilka lat więcej niż ona wtedy, mogę się jeszcze tak wiele nauczyć, tak wiele zmienić. Racja, racja. Dotarło do mnie, że jeszcze nie wszystko stracone.


by jaskrawa
27.05.2014; 09:27
komentuj(2)

rozmowy z Marysią - cd.


Niedawno była ze mną na pobraniu krwi (tzn. mi pobierali, a ona była świadkiem).
Potem męczy mnie pytaniami, dlaczego i tę krew pani zabrała itd... Tłumaczę cierpliwie:
- Pani pobrała mi krew, żeby sprawdzić, czy jestem zdrowa.
- Dlaczego?
- Bo nie wiem czy jestem zdrowa czy chora.
- Dlaczego? Dlaczego pani zabrała krew?
- Hm... potem sobie pani krew obejrzy i zobaczy, co w niej pływa.
- A co w niej pływa?
- ("kurwa, jak to wyjaśnić?" myślę, że opowiem o złych i dobrych ciałkach w krwi i robię to oczywiście nieudolnie). Widzisz, we krwi są takie małe... komóreczki.
- Ogóreczki?

***

Wczoraj. Do parku idziemy przez kładkę nad jezdnią. Na kładkę można wejść schodami lub pochylnią. Zawsze idziemy na pochylnię, bo młoda na hulajnodze lub rowerku, ja z wózkiem. A dzisiaj ruszyła na schody, nie oglądając się na mnie. Hulajnogę niesie w rękach. Drę się (straszny hałas, pod kładką ulica stupasmowa):
- Marysiu, poczekaj! Chodźmy tamtędy!
- Nie, idę schodami!
- Nie! Wracaj, jak ja wejdę z wózkiem na schody? Wózek jest ciężki, jak go tędy wniesiemy?
Młoda znudzonym głosem, jakby wygłaszała coś oczywistego:
- Zadzwonimy po strażaka Sama...

by jaskrawa
29.05.2014; 08:05
komentuj(2)

...


Jedziemy na weekend do Maćka mamy, a pakowanie dzieciaków wygląda jak pakowanie na dwutygodniowe wakacje. Nigdy nie wiadomo, czy te smrody się nie zasikają, zarzygają, zaleją żarciem. Zmęczona jestem.
Gdyby jeszcze było trzecie to ja nie wiem, chyba ciężarówkę musielibyśmy kupić.

Wiecie co, może jestem nienormalna, podobno rodzenie dzieci uzależnia. No to ja się uzależniłam i po głowie chodzi mi trzecie. Taka gromada to byłoby dopiero coś. Ale najpierw musiałabym ostatecznie rozwiązać kwestię tarczycy, czyli innym słowy - wyciąć cholerę w pizdu.

Dobra, dobra, nie. Pomyślę o tym, tradycyjnie, jutro. A nawet jeszcze później, bo nawet nie wiadomo kiedy.
Młoda zrobiła się taka cudna, oczywiście nadal strzela fochy i chuj mnie strzela milion razy dziennie, w ogóle nie raz sobie wyobrażałam, jak ją leję, na kwaśne jabłko... Drodzy rodzice, też macie takie myśli, czy tylko ja?

Jakby co - od stycznia wracam do roboty i mam nadzieję, że uda mi się jakimś cudem wykręcić od powrotu na stare śmieci (w moim życiu cuda się zdarzają, nie wiem czyja to zasługa, bo zbyt religijna nie jestem, ale widocznie jakiś święty czy może bodhisattwa, obdarzył mnie KREDYTEM zaufania), bo okazało się, że moja, w sumie nie taka straszna szefowa nie jest już moją szefową. Jest nią natomiast dziewczyna, z którą "raczej się nie zaprzyjaźnię" - koszmarny eufemizm.

W razie czego zawsze można po prostu spierdalać, tyle że trzeba mieć gdzie.
by jaskrawa
30.05.2014; 12:04
komentuj(0)

...


Dzień Dziecka. Wracamy wieczorem do domu, wręczamy Marysi prezent. Bawi się trochę, potem kładzie do łóżka i mówi z emfazą:
- Co za noc! Co za noc!

***

Kłócimy się o kuchnię.

***

Jasiol zaraz zacznie raczkować, na razie przemieszcza się metodą mikstową - turlanie, pełzanie, raczkowanie wokół własnej osi. Problem mam, bo na podłodze go nie zostawię. Może się jebnąć dziobem w parkiet. Z łóżka spadnie. Na kojec nie mamy miejsca. Za wcześnie zaczyna!

***

Powrót do pracy śni mi się po nocach. To takie cholernie nieodwołalne. A ja, jak dziewica - chcę, ale się boję. Odwykłam strasznie. We wrześniu miną cztery lata. Obawiam się, że zdziczałam zupełnie. To w ogóle wszystko prawda, co mówią. Że kobiety uzależniają się od rodzenia dzieci i nieświadomie uciekają w ten sposób od pracy zawodowej - po prostu rodzą kolejne. Ze mną jeszcze aż tak źle nie jest, ale zaczynam powoli rozumieć to zjawisko. Przerażające, co nie? Ale bez obaw, ja nie mogę zajść w ciążę, endokrynolog mi nie pozwoli. Mój na szczęście nie podpisał klauzuli sumienia i w odpowiednim czasie przepisze mi hormony, które uchronią mnie przed potencjalną powikłaną ciążą.
by jaskrawa
05.06.2014; 10:13
komentuj(6)

grubas


Młody śpi, aż nagle słyszymy z drugiego pokoju, że dzieć coś kwęka.
Marysia: Ten mały grubas się obudził.

Zabawne, bo tej pory nie pozwalała go nazywać inaczej niż Jasio i każde inne "imię" wywoływało w niej irytację.
by jaskrawa
13.06.2014; 19:38
komentuj(1)

siedzi


Podpiera się z przodu łapkami, ale jednak - co więcej - sam siada, nie tak jak Mary, na początku siedziała wprawdzie bez podpórki, ale trzeba było ją posadzić. Co dziecko to nowość.
Mam takie marzenie - usiąść z papierosem na naszym tarasie w dobrym towarzystwie. BEZ DZIECI (gdy dzieci śpią, a my nie, to jest dopiero marzenie)

Leczo mi dobre wyszło.

I tak o.
Dwie książki leżą i czekają, nawet nie opłaca się ich otwierać, bo trzeba będzie zaraz zamknąć.
by jaskrawa
21.06.2014; 17:51
komentuj(2)

o aborcji


Dziś na wyborczej wywiad z mądrym lekarzem, pod którego poglądami podpisuję się obiema rękami.
Osoby, które trzymają się zasady, że tam nie wchodzą ;), jeśli chcą, mogą dostać ode mnie wynik działania "kopiuj - wklej" mailem.
Zaznaczam - ten facet SPRZECIWIA SIĘ, podobnie jak ja, aborcji na życzenie, więc warto poczytać.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,139142,16171511,Debski__Jestem_z_pacjentka_na_dobre_i_na_zle.html#MT
by jaskrawa
24.06.2014; 11:18
komentuj(8)

nuda


Totalny brak akcji.
Jeszcze miesiąc i jedziemy nad morze.
Po morzu może przeprowadzka.
Potem młoda do przedszkola (oby, bo mnie niedługo szlag trafi od siedzenia z dwójką urwipołciów w domu).
Czytam, coś tam rzeźbię, może wpadnie parę groszy, jak dobrze pójdzie. Ale cicho sza.
by jaskrawa
30.06.2014; 15:08
komentuj(0)

słów brak


http://wyborcza.pl/1,75478,16269292,Prof__Debski_opisuje_dziecko__ktore__uratowal__prof_.html#CukGW

Jestem wstrząśnięta. Mam nadzieję, że ten dzieciak, dzięki lekom, nie cierpi i umrze już niebawem. Matka niestety do końca życia zapamięta to wszystko i chce mi się tylko wyć empatycznie, gdy pomyślę, co czuje.

Chyba się zapiszę do fundacji "Wolność od religii". Nie dlatego, że mam coś przeciwko religii jako takiej, ale wkurza mnie, że te koszmarne efekty jej istnienia muszą tak silnie wpływać na tych, którzy nie chcą mieć z nią nic wspólnego.
Mam przyjaciół katolików, szanuję ich i lubię, nigdy nie próbowałam ich "indoktrynować" swoim ateizmem... I tak jest dobrze. Jednak religia to sprawa prywatna i zdecydowanie opowiadam się za świeckim państwem. I świecką, nowoczesną medycyną.


by jaskrawa
04.07.2014; 20:50
komentuj(26)

...


Wiedziałam, że tak będzie. Pożarłam się z "teściową".
Zabawne, zawsze myślałam, że jedną moich cech jest bezkonfliktowość.
No ale cóż, myślę, że nawet mistrza zen trafiłby w końcu szlag, gdyby od lat musiał wysłuchiwać cudzych pouczeń (niemal od progu, Kapitan jeszcze nie zdążył manatków poprzynosić z samochodu, a ja już usłyszałam jakieś dwa tysiące razy słowo "musisz" oraz "nie możesz"), w dodatku bez szans na jakąkolwiek dyskusję (moje słowa obronne lecą gdzieś w ścianę, przecież baba, która "dwoje dzieci wychowała" nie przyjmuje już nowych danych, a oczywiście o dziecko poszło, jak zwykle koszmarnie przeze mnie zaniedbywane i olewane, cud dosłownie, że to dziecko jeszcze dycha, już dawno opieka społeczna powinna się tu zjawić).
Najgorsze, że zamiast skruchy i wstydu, że dałam się wciągnąć w tę serialową scenkę (chociaż przyznam, że nie powiedziałam nic, czego mogłabym się wstydzić, nikogo nie obraziłam ani nie obrzuciłam inwektywami, mówiłam, co myślę, ot co), czuję ulgę. Ogromną jak wielkie czekoladowe lody.

Słowo dnia: Zajebiście.
by jaskrawa
12.07.2014; 16:56
komentuj(7)

...


Po wielu godzinach spędzonych w tej cholernej Ikei, kupiliśmy w końcu kuchnię. Osiągnęliśmy z Kapitanem kompromis, nawet nie taki całkiem zgniły. Przeprowadzka tuż tuż.
I bardzo dobrze, przyznam, że nawet nasza cudowna Stara Ochota zaczyna mi brzydnąć.
Ciekawe jak długo wytrzymamy na wsi. W razie upadku nastrojów mamy już upatrzoną miejscówkę. Isle of Skye, w wolnym tłumaczeniu ;) "Prawie jak Islandia".

by jaskrawa
15.07.2014; 18:01
komentuj(3)

z cyklu "banki to chuje"


Do Najcentralniejszej Centrali

Wiosna 2011. Z powodu zbliżających się narodzin dziecka, zmieniam adres zameldowania (by mieć gdzie zameldować dziecko). Niedługo potem idę grzecznie do najbliższego oddziału mojego (na szczęście już byłego) banku, by poinformować o zmianie adresu. Pani w okienku, jak zwykle miła i uczynna, zmienia w systemie adres. Cacy.

Wiosna 2012. Od pół roku nie mam żadnych własnych dochodów (urlop wychowawczy czyli bezpłatny). Karty kredytowej nie używam, bo i tak nie miałabym potem z czego spłacić. Utrzymuje mnie szanowny konkubent. Na zakupy z reguły chodzimy wspólnie, jeśli idę sama, dostaję gotówkę od konkubenta. Jednak, ponieważ konkubent ma dwa konta i na bieżące wydatki sobie przelewa wypłatę z jednego na drugie, zdarza się, że pewnego razu jesteśmy w centrum handlowym w momencie zanim się przelew dokonał (co wychodzi na jaw podczas próby zakupu). Ponieważ znajduję coś, co chcę kupić natychmiast, przypominam sobie o posiadanej nadal karcie i płacę nią, bo mogę. Jakieś dwieście złotych, może mniej. Cholera, nawet nie pamiętam, co wtedy kupiłam.
Mówię (chyba) konkubentowi o tym, żeby przelał mi potem forsę na spłatę karty. Wracamy do domu.
Mija czas, a ja zapominam o sprawie. Konkubent zapomina o przelaniu forsy, ja zapominam o tym, by mu przypomnieć.
Gdy korzysta się z karty regularnie, spłacanie jej po wypłacie wchodzi w krew, staje się comiesięcznym nawykiem, po otrzymaniu przelewu od firmy, siada się przed kompem i płaci za telefon, internet, spłaca kartę itd.. Gdy się nie korzysta, nawyku nie ma. Zapomniałam i tyle. Nikt mi o długu na karcie nie przypomina.

Zima 2012. Nadchodzą święta. Ludzie dostają smsy z życzeniami, niektórzy może jeszcze kartki świąteczne. Ja dostaję pismo z pogróżkami od niejakiego Intrum Justitia. Ciśnienie mi skacze. Dzwonię do banku, dowiaduję się, że na karcie kredytowej zadłużenie wzrosło do kilkuset złotych - odsetki na kartach kredytowych są koszmarne. Dług "sprzedają" firmie windykacyjnej. Jestem wściekła, na siebie, na bank, że nie poinformował mnie o zadłużeniu, że przekazują moje dane jakiejś firmie. Dlaczego tak się stało? W banku mówią mi, że na pewno wysyłali monity. Okazuje się, że niczego nie dostałam, ponieważ sprytny bank ma jeszcze jeden tajemny system - służący do obsługi kart kredytowych. Dane z systemu do rachunków nie ciągną się automatycznie. Powinnam była przy zmianie adresu zmienić dane również w systemie tajemnym. Ponieważ jednak o tajemnym systemie wiedzą zapewne nieliczni pracownicy banku, do zwykłego konsumenta ta wiedza tym bardziej jest tajemna.
Zaciskam zęby, spłacam dług, ponieważ mój dług nie jest już sprawą między mną a bankiem, lecz wisi mi nad głową okropnie nieprzyjemna baba z Intrumu, grożąc Rejestrem Dłużników, BIKiem, piekłem i Sądem Ostatecznym.
Wydaje mi się, że pozamiatane. Dług spłacony.

Wiosna 2013. Na moim koncie odkrywam zniknięcie kilkudziesięciu złotych. Sprawdzam historię. Opłata roczna za nową kartę kredytową (której nie zamawiałam). Znowu lecę do tego przeklętego banku. Zmian w adresie nadal nie dokonali, więc z automatu wysłali mi nową kredytową, bo stara wygasła. Na oczy jej oczywiście nie widziałam, ponieważ karta poszła na stary adres, na legendarną Poleską.
Piszę przy okienku jakieś pismo z reklamacją. Po jakimś czasie dostaję odpowiedź - uznali reklamację, forsę oddali. Nie jest to sytuacja związana z długiem, ale opisuję, ponieważ to kolejna sprawa z powodu której musiałam biec do banku.

Jesień 2013. Wreszcie mogę sobie pozwolić na spłatę reszty kredytu odnawialnego zaciągniętego dwa eony wcześniej. I tym samym - mogę w końcu zamknąć konto. Turlam się z wielkim brzuchem do banku. Zamykam konto u nich. Zamykam również rachunek powiązany z rachunkiem maklerskim (kupowaliśmy akcje PZU, pamiętacie może tę akcję z akcjami?) oraz tenże rachunek. Zamykaniu wszystkiego towarzyszy pani w okienku kierownik oddziału, ponieważ pani nie ma dostatecznych kompetencji. Pani w okienku mówi, że wszystkie trzy rachunki zostały zamknięte, kierownik potwierdza. Wychodzę, co za ulga. Gdyby nie fakt, że jestem w ciąży, poszłabym się napić.

Wiosna 2014. Dostaję z Domu Maklerskiego zestawienie aktywów (oczywiście same zera). Znowu skacze mi ciśnienie. Pobrana opłata roczna za konto, którego od pół roku powinno nie być. Dzwonię na infolinię - owszem, konto istnieje. Piszę im pismo z żądaniem anulowania opłaty, ponieważ konto powinno być dawno zamknięte. Zabawne, co?

Lato 2014. W Ikei chcemy kupić kuchnię, ponieważ mają nieoprocentowane raty, postanawiamy, że nie będziemy na kuchnię wydawać forsy z kredytu hipotecznego zaciągniętego przez konkubenta, tylko skorzystamy z ich oferty.
Niestety, bank w Ikei odmawia mi kredytu. Kuchnię kupujemy za gotówkę. Dlaczego odmówiono? Rejestr Związku Banków Polskich, w którym figuruję. Między jednym karmieniem a drugim zapierdalam rowerem do BOK Związku Banków (samochodem boję się tam jeździć, bo nie ma gdzie zaparkować). Okazało się, że zostałam zgłoszona przez kochany bank w 2012 roku. Moje dane mają tam tkwić do końca 2017 roku. Ponieważ zapomniałam o zapłaceniu stu czy dwustu złotych w 2012, moje nazwisko figuruje teraz wśród nazwisk ludzi, którzy wiszą rozmaitym bankom setki tysięcy złotych. Fantastycznie.
W BOKu pani mówi mi, że mam iść do nich grzecznie negocjować wycofanie moich danych. Cóż, znowu sobie rowerem skoczę między karmieniami.

Chuj Wam W Dupę,
Bez poważania,
Cała Jaskrawość



by jaskrawa
24.07.2014; 09:22
komentuj(10)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl