wyszło na dobre


Anais, dzięki za dobry tytuł dla notki.

Bo ten, zadzwonili z roboty, żebym wracała, ale nie wracam.
Nie mam sumienia. Moja mama nie jest już najmłodsza, szczerze mówiąc ledwo daje radę opiekować się młodym nawet wtedy, gdy jestem w domu. Zatrudnienie niani... Cóż, biorąc pod uwagę fakt, że jestem w stanie trochę zarobić w domu, jeśli w nim siedzę (i to zarobić w o wiele przyjemniejszy sposób niż siedzenie w korpo), finansowo wyjdzie prawie na jedno, zwłaszcza, że idąc do kompa do innego pokoju nie wydaję na benzynę i nie muszę wbijać się w dress code'owe ciuchy, których obecnie nie posiadam. Tak że tak.
by jaskrawa
01.12.2014; 14:30
komentuj(2)

Marysiowe gadki cd.


Ciągle zapominam by notować Marysiowe gadki, a czasem pękamy ze śmiechu. Czasem pękamy mniej, ale i tak jest nieźle.
Niedawno miał nas odwiedzić nasz dobry kolega. Niestety, dzień wcześniej był na szkoleniu z pracy. Wyjazdowym (oczywiście znaczący szczegół). Nie wiem, czy wypił za dużo czy miał po prostu pecha, bo catering się nie spisał, w każdym razie - noc w kiblu, więc musiał odwołać wizytę u nas.
- Marysiu, wujek jednak nas nie odwiedzi dziś.
- Dlaczego?
- Jest chory.
- Dlaczego?
- Boli go brzuch.
- Dlaczego?
- Hm... nie wiemy tego, pewnie zjadł coś nieświeżego.
- Dlaczego?
- Nie wiedział, że je coś niedobrego, czasem nie możemy poznać czy coś co jemy jest dobre czy nie. Zjadł coś, co mu zaszkodziło i boli go brzuch.
- A może wypił piwo?

Wczoraj:
Na parkingu przed sklepem, w drodze do naszego dziesięcioletniego samochodu z rdzewiejącymi progami, mijamy jakąś wielką i fajną brykę, z tych na dużych kołach, wiecie, w typie Toyoty Haluks albo może raczej mniejszy, jak Nissan Kaszka. Mniejsza o to, ciemno było, a ja nie zwracam uwagi na cudze wehikuły.
Marysia: Mamo, a dlaczego to nie jest nasz samochód?

Kurde, czasem wiedzą więcej niż mogą.
by jaskrawa
04.12.2014; 16:02
komentuj(1)

...


Pracu, pracu, pracu.
Dlaczego nie zostałam tłumaczem? Kocham to, niestety.
Może kupię sobie dyplom na bazarku?
by jaskrawa
09.12.2014; 13:08
komentuj(3)

tak więcyj o życiu dziś będzie


Mimo zmęczenia, muszę przyznać, że dawno nie było tak spokojnie. Dobrze. Wszystko na swoim miejscu, mimo że jeszcze nie. Może to kwestia deszczu, grudnia, gorącej herbaty i zbliżającego się kataru, ale spokój ducha, brat czystego sumienia, zamieszkał w mojej głowie.
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, nie wracając do roboty. Wiem, że to pod prąd. Wiem, że na pewno ktoś powiedział (może nawet ja sama) "będzie kurą domową do końca życia". Ale przecież to nieprawda. Żadna ze mnie tam kura, okna nadal nieumyte. Zresztą, dotarłam do takiego fajnego miejsca w życiu, zarówno w czasie jak i przestrzeni, gdzie mogę ciepłym moczem olewać, co sobie ktoś tam pomyśli. Kocham ludzi, zależy mi na nich, ale... W zasadzie to od jakiegoś czasu chciałam to napisać, może właśnie tu, bo gdzież by indziej? Przez ostatnie kilka lat co najmniej kilka ważnych dla mnie osób ma mnie raczej w dupie, mimo że bez wzajemności. Tak to już jest. Nie piszę tego, by się żalić, ot taka tam notatka. Więc cóż, niech tak będzie, c'est la vie. Jest druga strona medalu w powiedzeniu, że życie zaczyna się po trzydziestce. Tak, zaczyna się. Każdy idzie wtedy już mniej więcej SWOJĄ drogą, a nie owczym pędem, wraz z całą resztą klasy. Towarzyskie zależności ustępują miejsca kulom u nogi, takim jak dzieci, poważna robota (tu wstaw właściwe) i inne zobowiązania, niekiedy w postaci starych i/lub niesamodzielnych rodziców. Nie, nie wrzucam do jednego worka tych, którzy mnie mają dokładnie tam, właśnie tam, razem z tymi, którzy zwyczajnie nie mają czasu, gdyż te worki jedynie w niektórych przypadkach się pokrywają i nie będę teraz wnikać, kiedy tak, a kiedy siak, bo czasem to tylko częściowo. Ale liczy się fakt. A fakty są takie, że skoro oni mogą (z różnych, zawinionych i niezawinionych względów), to i ja mogę. Żyć po swojemu. I chuj komu do tego, dlaczego tak, a nie inaczej (bez urazy, ach, bez urazy, kochani, wiecie, jak bardzo kocham kląć!).
Tym optymistycznym akcentem kończę notkę i zabieram się za robotę.
by jaskrawa
14.12.2014; 15:42
komentuj(8)

o świętach, rzecz jasna, już pora


Lubicie święta?
Ja nienawidzę.
Z drugiej strony - Nawet lubię, jest wyżerka, okazja do kupienia fajnych prezentów, spotkania z rodziną.
Z trzeciej strony - Nienawidzę kupowania prezentów.
Nie, wróć. To nieprawda. Od kiedy mam dzieci, kupowanie prezentów stało się samą przyjemnością. Jest wymówka - kupujemy tylko dzieciom, a te się cieszą z każdego kolorowego, wielkiego barachła. Młodej kupiłam wypasioną kasę do zabawy w sklep (lubi bawić się w sklep, same robimy pieniądze, a ladę sklepową udaje... kuchnia z Biedry, którą kupiliśmy jej w zeszłym roku, tylko kasy brakuje). Siostry syn dostanie ciastolinowy zestaw do robienia lodów (sic!). A Jasio jakiś tam sortownik. O wiele wspanialsze i wypasione prezenty dostaną od cioć i wujków, bo tamci jeszcze bardziej niż ja uwielbiają kupowanie jeszcze większej ilości plastiku. Wszystko to zostanie brutalnie użyte i za jakiś czas (nie łudźmy się, że to będzie długi czas) wyląduje zdekompletowane, z wyczerpaną baterią, w koszu na zabawki. Fak! Jesteśmy takimi żałosnymi rodzicami i, zamiast kupić jakieś drewniane wynalazki z ekologicznej wełny, w sklepie o nazwie twoje-kreatywne-dziecko-jest-inne-i-wyrosnie-na-geniusza-i-jeszcze-montessori.pl, kupujemy ten shit z telewizji, której nawet nie mamy, ale i tak wszystko jest na tym potwornie pojemnym youtubie, gdzie nawet są filmiki jak jakiś facet odpakowuje jajka-niespodzianki (ostatni tekst siostrzeńca - a na tym filmie pan miał małe jajeczka i dwa wielkie jaja!).
Z czwartej strony - nienawidzę rodziny i tego całego zamętu, kiedy mam ochotę się schować, bo zdziczałam do reszty, siedząc na tym odludziu z herbatą, jednym synem, a nie w pracy (a na dworze wieje).
Z piątej strony - tęsknię za wspólnym lepieniem pierogów, w czasach gdy był na to czas. Chociaż wiele go nigdy nie było, bo zawsze byliśmy mistrzami świata w późnym siadaniu do wigilii, bo nigdy nie zdążyłyśmy zrobić na czas wszystkiego.
Z szóstej strony - fajne były święta rok temu. Siedzieliśmy sami w domu, zjedliśmy kanapki, obejrzeliśmy coś, chillout. Normalnie lewactwo pełną gębą, a Maria Czubaszek byłaby z nas dumna.
Z siódmej strony - oj tam oj tam, jakoś to będzie - cytat z Dawno temu w trawie - Przylecą, zjedzą i odlecą, przylecą, zjedzą i odlecą...

by jaskrawa
20.12.2014; 17:02
komentuj(1)

o przemijaniu


Kurde, fak.
Joe Cocker nie żyje.
Słucham jazzu w Trójce i sprawia mi to przyjemność, co niewątpliwie jest oznaką starości, zbliżającej się wielkimi krokami.
Dostałam właśnie ofertę imprezy sylwestrowej dla dzieci, organizowanej przez nasze przedszkole. Pierwsza myśl - Kurna, gdyby nie było Jaśka, można by oddać młodą, a potem iść spać i wyspać się do dziesiątej.

by jaskrawa
22.12.2014; 23:50
komentuj(9)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl