...


Znowu mamy zimę. Wczoraj Marysia pierwszy raz jeździła na sankach! Ach, ile tych rozmaitych pierwszych razów przed nią... Nawet jej trochę zazdroszczę.
Nam zaś niech zazdrości reszta świata. Mamy gorące lato, piękną złotą polską jesień, pachnącą wiosnę i śnieżną zimę. Wielu mieszkańców globu nigdy nie doświadczy takiej różnorodności.
by jaskrawa
10.12.2012; 15:08
komentuj(3)

jak zrobić sobie kawę?


1. Iść do kuchni
2. Odkryć, że podła kawa rozpuszczalna (którą ze smakiem pijam) się skończyła.
3. Pogmerać w szafce w celu znalezienia zastępnika, odnaleźć puszkę ze zmieloną "prawdziwą" kawą.
4. Pomyśleć chwilę na temat problemu fusów.
5. Próbować otworzyć puszkę z kawą i odkryć, że jest to trudne, bo wieczko puszki utknęło, zbyt mocno nasadzone na pojemnik.
6. Odkryć, że wieczko posiada malutki, metalowy element, którego część wystaje poza płaszczyznę wieczka, w dodatku zawiera małą dziurkę, przez którą można by przewlec na przykład nitkę.
7. Rzucić się w kierunku reszty mieszkania, by znaleźć coś w rodzaju nitki i przypomnieć sobie, że wszystkie nitki zostały beztrosko wywalone przez Kapitana, wraz z pojemnikiem je zawierającym, a wyraźnie nie będącym przedmiotem ulubionym przez Kapitana.
8. Iść do łazienki i wyciągnąć zeń kawałek nici dentystycznej.
9. Przewlec (nie bez trudu) nitkę przez dziurkę od wieczka.
10. Zawiązać nitkę w pętelkę, by umożliwić pociągnięcie za nią w celu podniesienia wieczka.
11. Odkryć, że nić ślizga się w palcach, a potem wrzyna w nie na tyle mocno, że ciągnięcie za pętelkę jest bolesne, a wieczko nadal siedzi na pojemniku.
12. Westchnąć, widząc, że woda na kawę już dawno się zagotowała.
13. Próbować jeszcze raz otworzyć pojemnik, tym razem nie korzystając z nitki i dziurki, lecz ciągnąc za wieczko palcami.
14. Ze zdumieniem stwierdzić, że wieczko odchodzi bez trudu.
15. Wsypać dwie łyżeczki kawy do kubka, zalać ponownie zagotowaną wodą.
16. Przelać delikatnie zaparzoną kawę łyżeczką do innego kubka, pozostawiając fusy i inne męty na dnie pierwszego naczynia.
17. Zauważyć, że przelanej kawy jest jakoś żałośnie mało, ponieważ reszta zmarnowała się, gdyż niemożliwym było bezpieczne oddzielenie jej od fusów.
18. Zalać beznadziejnie dużą ilością ulubionego mleka sojowego (prosto z lodówki).
19. Napić się.
Kawa była niemal zupełnie zimna i smakowała jak mleko sojowe rozcieńczone niewielką ilością wody.
Nie róbcie tego w domu.
Prawdziwi znawcy kawy prawdopodobnie zwymiotowaliby i spalili mnie na stosie.
by jaskrawa
17.12.2012; 22:30
komentuj(6)

no to bęc


Pamiętacie tę fraszkę o szlachetnym zdrowiu?
Wiadomo, że po trzydziestce czy czterdziestce wzrasta ryzyko przekonania się, jak bardzo jest prawdziwa.
Nie sądziłam tylko, że w moim przypadku stanie się to tak szybko.
Eh, kurwa mać, szlag by to wszystko.
Nie, źle nie jest. Mogło być gorzej. Ludzie się dowiadują z dnia na dzień, że im pół roku zostało. A ja, o ile przypuszczenia lekarza okażą się słuszne, mogę sobie żyć do osiemdziesiątki, mieć jeszcze dzieci, żyć, oddychać, śmiać się, biegać i skakać. A ja zapewne będę musiała częściej niż ludzie zdrowi robić sobie badania poziomu hormonów i brać jakieś tabletki. Zobaczymy.
Na razie nie piszę, co mi jest, bo jeszcze do końca nie wiadomo.
Także tego, módlcie się za mnie czy co tam chcecie. Lekarz nie pozostawił mi nadziei i twierdzi, że na pewno na coś chora jestem, ale ja gdzieś tam po cichu liczę na to, że może jednak to wszystko się cofnie?
Wiecie, po pierwszym szoku przyszła faza na wypieranie faktu, że jest się chorym i że to już nieodwracalne.
Najgorsze jest to poczucie, że nigdy już nie będzie tak jak dawniej, nawet jeśli zmiany w życiu będą bardzo, bardzo nieznaczne.
Zawsze myślałam, że moje przekonanie o wszechobecnej zmienności warunków i brak wiary w stałe, niezmienne elementy rzeczywistości, pomoże mi przetrwać ewentualne i nieuniknione zawirowania. No tak. Na poziomie intelektu pomaga, ale emocje robią swoje, głuche na rozsądek i świadomość, że trzeba się ze zmianami pogodzić.
by jaskrawa
20.12.2012; 15:06
komentuj(7)

Grinch. Świąt nie było.


Już mieliśmy jechać na tę Wigilię, a tu młoda dostała gorączki.
Łaziłam z nią po mieszkaniu, przytrzymując jedną ręką. Drugą usiłowałam pakować nasze rzeczy. Jeszcze sobie myślałam, że pojedziemy, ale coraz bardziej gorące czoło Marysi mówiło, że jednak nie.
W końcu, po podjęciu z Kapitanem decyzji, że zostajemy, z ulgą położyłam się z dzieckiem do łóżka. Już nie trzeba było się spieszyć, pakować, denerwować podróżą, jęczeniem młodej.
I wiecie co? Fajne były te Święta, których nie było. Bez pierogów, kapusty, karpia. Obejrzeliśmy masę filmów, a ja sobie czytam Johna Steinbecka.
W następne Święta pewnie pojedziemy do Kościeliska, bo nam nasz dobry kolega Piotruś pokoje zarezerwował. O!
by jaskrawa
27.12.2012; 17:43
komentuj(1)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl