idę się zabić


Zdarzyło Wam się kiedyś po wizycie u fryzjera chcieć się zabić?
Bo mi tak.
Dzisiaj.
Chyba się objadę maszynką Kapitana na centymetr od skóry.
by jaskrawa
05.12.2011; 22:02
komentuj(20)


Czasami zazdroszczę ludziom ich życia. Czytam w tych jebanych uduchowionych gazetach dla inteligentnych kobiet o tym, jak to ktoś zrealizował swoje marzenie i z resztek tkanin z szafy babci i strychu dziadka wyczarował piękne rzeczy (na starej maszynie po prababci, którą przypadkiem znalazł w komórce cioci), i okazyjnie wynajął malutki lokalik. Udekorował pięknymi rzeczami. Potem pożyczył kasę od przyjaciół i kupił ręcznie malowaną chińską zastawę, która oczywiście przypadkiem była w komisie za rogiem, bardzo okazyjnie tanio i w ogóle za bezcen. Otworzył knajpę, która jest taka cudowna i całe dnie tam spędza, bo to niby praca, ale jak nie praca, jeno przyemność. I poznał tam najlepszych ludzi. I już nie musi szukać anymore. Parzy kawkę, piecze ciasteczka i gada.
Kurna, moja siostra chyba też się takich naczytała, bo kilka lat temu spełniła swoje marzenia i otworzyła sklep z eko-żarciem dla wegetarian, no ale przecież moja siostra nie żyje w gazecie, tylko w normalnym świecie i splajtowała po pół roku.
A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć , jak śpiewała przed laty Kasia Nosowska. Ciągle mam wrażenie, że życie przecieka mi między palcami. A przecież mam pracę teoretycznie fajną. Milion ludzi mogłoby mi zazdrościć. Skąd się w nas bierze ten pęd, by zawsze chcieć czegoś innego niż mamy? W tej chwili siedzę sobie przy herbatce, w ciepłych skarpetkach, w ciepłym domku na ciepłym krześle, przed starym laptopem (stary, nie stary, przecież przywiązałam się do niego, mój jest od tylu lat). Moja córeczka śpi, mój Kapitan też. Szczęście, nie? Mam namiastkę dawnej wolności. A przecież wtedy, dawniej, gdy kupowałam tego laptopa i gdy siedziałam sobie przy starym czerwonym biurku, wcale nie byłam szczęśliwa. Mogłam wypalić tysiąc papierosów i jeszcze poprawić winem z pobliskiej stacji bipi. Mogłam robić co chciałam. A teraz muszę iść spać, by zdążyć przyłożyć głowę do poduszki, zanim córeczka się obudzi na nocnego cycusia. I już mój umysł wybiega myślami w czasy, gdy córeczka już nie będzie się budziła w nocy, tylko spała sobie smacznie. A przecież nadejdą prawdopodobnie czasy, gdy o tej porze będę zerkać na zegarek z niepokojem, czemu ona jeszcze z imprezy nie wróciła. I wtedy mój umysł z tęsknotą wróci do dzisiejszej nocy, gdy córeczka śpi sobie w małym łóżeczku, bezpieczna. A potem obudzi się na cycusia... A ja niewyspana, bo znowu przed kompem, godzina zero już minęła. To hop, spać idę. Dobranoc. Cieszcie się tym, co macie, zaprawdę powiadam Wam.

EDIT: Nie no, ja nigdy się tak naprawdę nie zmienię. Sprzątam właśnie górę papierów, gazet i książek, stojących (tak, stojących, bo zrobił się z tego dość wysoki słupek) malowniczo za bokiem wersalki, a tam moja praca dyplomowa. W środku dyplom, odpisy, zwrócone przez uczelnię świadectwo dojrzałości. Tak, kurwa, dobrze myślicie. Nawet nie wiedziałam, że to tam leży. Dobrze, że jeszcze nie było potrzeby, by tego szukać.
by jaskrawa
10.12.2011; 00:04
komentuj(9)

jutro na obiad będą pierogi, pierogi z ludzkiej nogi! (courtesy of Marecki)


Malutka nauczyła się sama zasypiać! Nawet jeśli po cycusiu nie zaśnie, to i tak odkładamy ją do łóżeczka. Bawi się tam, trochę marudzi, a potem zasypia.
I zaczęła sypiać na brzuszku. Jak jej tata.
Kocham ją. Jej tatę też.
by jaskrawa
16.12.2011; 00:33
komentuj(8)

VI Wigilia na Poleskiej


VI Wigilia na Poleskiej (pierwszy raz nie na Poleskiej, ale całkiem niedaleko) była bardzo udana. Stawili się niemal wszyscy, którzy powinni. Było tyle żarcia, że ja... że ja... że no nie mogę. Pierwszy raz na Wigilii było dziecko. Tzn. było dwoje, ale jedno jest na razie w środku, ukryte w Agatce. Już je widać. Wybrzuszenie w miejscu gdzie jest dziecko. Reszta Agatki jest tak samo wijąca się, wklęsła i płaska jak dawniej. Pięknie wygląda. Zawsze marzyłam, by tak wyglądać w ciąży, ale ja niestety, mimo wielu dni rzygania, musiałam się roztyć do rozmiarów niewielkiego słonia. Trudno. Ważne, że się jakoś to (prawie) wszystko wchłonęło z powrotem, mimo braku ćwiczeń i diety.
To dziecko, które już jest na zewnątrz, było grzeczne.
W ogóle było bardzo grzecznie. To już nie te czasy, gdy się szalało. W tym roku największe ekscesy, szaleństwa i skandal stanowiło wyjście na balkon na papierosa. Ja tylko patrzyłam z zazdrością, a jednocześnie ulgą, że już nie muszę marznąć na zewnątrz, wciągając pospiesznie kłęby dymu. Musimy zrobić sobie następne dziecko jeszcze zanim skończę karmić pierwsze. Jedynie to może mnie uchronić przed powrotem do popalania.

Słuchajcie, chyba nie chcemy już mieszkania. Myślimy jednak o działce i budowie chałupy. Myślicie, że damy radę czy wykończymy się w ciągu roku, szarpiąc się z ekipą murarzy, kredytem i piętrzącymi się trudnościami, i jeszcze-nie-wiemy-czym?
by jaskrawa
20.12.2011; 20:16
komentuj(5)

fejzbuk


Konto na fejzbuku usunięte. Teraz, kiedy już przez jakiś czas go używałam, mogę to powiedzieć - fejzbuk to nie dla mnie. Przykład dlaczego:
Kilka dni temu otrzymałam od kogoś (nie pamiętam od kogo) zaproszenie do aplikacji "mój kalendarz", z tego, co zrozumiałam, wynikało, że powinnam odesłać zaproszenie do wszystkich, aby aplikacja owa miała w ogóle rację bytu. Za parę godzin, a może następnego dnia kilkoro moich znajomych umieszcza na swoich tablicach posty wyrażające silną dezaprobatę i pogardę dla tejże aplikacji. Zrobiło mi się straszliwie głupio. Poczułam się, jak dziecko, które jest nowe w klasie i wrabia go się w jakąś kabałę, właśnie dlatego, że jest nowe i nie zna realiów, więc łatwo jest je nabrać. Oczywiście wiem, że nikt mnie tu nie nabiera, zaproszenie wysłał mi zapewne ktoś, kto sam tego używał, ale dosadność i pewien rodzaj agresji z jaką wymierzono mi "karę" za przesłanie zaproszenia dalej, była odstręczająca. Wysyłam komuś niewinne zaproszenie, a następnego dnia widzę "plakacik" z gościem "mówiącym" coś w stylu "mam w dupie twój kalendarz". I nie tylko to; chyba z pięć osób umieściło jakieś ostre komunikaty nt. tego kalendarza. Przepraszam, że żyję. Po pięciu minutach chciało mi się już z tego śmiać, to przecież nie jest nic wielkiego, na pewno nie obraziłabym się za to na nikogo. Jednak dało mi to do myślenia. Prawdę mówiąc poczułam, że fb zaczął w mojej świadomości funkcjonować jako jakaś sekta, do której nie pasuję i nie chwytam jego poczucia humoru. Marecki napisał mi "jeśli czegoś nie rozumiesz - nie akceptuj" czy coś w tym rodzaju. Racja, ale w tej aplikacji chyba niewiele było do rozumienia, więc specjalnie się nad nią nie zastanawiałam. Na starym poczciwym grooooonie przypominanie o urodzinach było chyba opcją automatyczną, sądziłam, że to będzie działało podobnie.
Zaskoczyła mnie agresja z jaką odpowiedziano.
Wcześniej dostałam od jednej znajomej, mającej malutkie dziecko, zaproszenie do "Półki Nestle". Nie wiem co to. Nie używam produktów tej firmy, uważam, że karmienie małych niemowląt kaszkami z dodatkiem cukru jest niezdrowe i prowadzi do wychowania kolejnego pokolenia łasuchów, ceniących słodkie ponad wszystko, zapychających się sztucznymi witaminkami i ciągle chorującymi. Nie odpisałam jednak koleżance "Mam w dupie Półkę Nestle". Nie umiem tak, chyba nie umiem się wpasować w fejzbukowe zwyczaje. Zaproszenie zignorowałam.
Poza tym (i to jest główna przyczyna skasowania konta, historia z kalendarzem była tą ostatnią kroplą, która spadła i ułatwiła podjęcie decyzji) nie chce mi się z tego korzystać, nie bardzo wiem jak, bo nie mam czasu, by grzebać w tym i dowiadywać się, jak używać pewnych opcji. Nie chcę zaliczyć kolejnych "wpadek" jak z tym głupim kalendarzem, za który zostałam ukarana głównie dlatego, że jeszcze nie znam fejzbuka zbyt dobrze. Prawdę mówiąc odechciało mi się go poznawać, skoro ma funkcje tak nieprzyjazne i wręcz znienawidzone przez użytkowników. Coś tu się kupy nie trzyma.
Prawdopodobnie pojawią się pod tą notką komentarze w stylu "nie rozumiesz", "nie obrażaj się", "to nie tak", "nie musisz robić tego, co inni" i inne takie. Tak, całkowita racja. Nie obrażam się, nie rozumiem, nie muszę tego co inni. Nie muszę zatem mieć fejzbuka.
Czuję się trochę jak Kaczyński i Maciarewicz. Na straży starych wartości. Blogi i maile. Jeśli ktoś chce mnie gdzieś zaprosić czy coś ciekawego mi podesłać, może wysłać maila. Na blogach zaś jest więcej miejsca, by wyrazić, co leży na wątrobie.
by jaskrawa
22.12.2011; 12:08
komentuj(13)

love poczta.o2.pl!


Przed chwilą wpadł do skrzynki taki mail - "Z okazji Świąt 20GB - powiększamy Ci skrzynkę - na zawsze"
Wzruszyłam się, naprawdę.
Nawet odpisałam, że dziękuję!
Chociaż to przecież prawie bez znaczenia.

Życzę takich Świąt, abyście już po nich nie czuli ulgi, ale smutek, że już po. Smutek pozytywny, taki, który pomoże zrozumieć, że każdy dzień może być świętem.

Ale, kurde, wymyśliłam.
Jednak właśnie o to mi chodzi.
Eee... może lepiej już się położę.
by jaskrawa
24.12.2011; 00:28
komentuj(5)


Nawet się nie przejadłam.
Dzieci w rodzinie to jednak straszny hałas.
Marysia grzeczna. Milion prezentów, a ona i tak najchętniej bawi się skórką chleba i starą szczoteczką do zębów. Czworakuje już, ale jeszcze nie raczkuje. Uwielbia patrzeć na kotka. Kotek w zasięgu wzroku = banan na buzi.
Szukamy działki.
Dzisiaj zakochałam się w takiej jednej, w lesie (ale nie na odludziu, dookoła domy i blisko pociąg). Ślicznie tam. Mieszkać i słuchać śpiewu ptaków. To jest dopiero coś. Tylko że za droga trochę, kurwa jej mać.
A gdy tam jechaliśmy, to przebiegła nam przez drogę wiewiórka. Wiewióreczka.
Lecę, bo czuję się przewiana nieco przez wicher z pola, gdzie była inna działka, której nie kupimy na pewno. Muszę się wygrzać, wyleczyć miodem, kocem i pomarańczami.
by jaskrawa
29.12.2011; 19:23
komentuj(2)

notka podsumowująca


W tym roku szczęśliwie urodziłam śliczne, grzeczne dziecko i w końcu się obroniłam. Czego chcieć więcej? Najlepszy rok w moim życiu.
Noworoczne postanowienia:
- zrobić to cholerne prawko (jeśli mamy mieszkać na Zadupiu to nie ma innej opcji)
- nie krzyczeć
- zmieścić się z rachunkiem telefonicznym w 120 zł
I to by było na tyle. Nie porywam się chyba z motyką na słońce.
by jaskrawa
31.12.2011; 17:13
komentuj(8)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl