miałam coś napisać, ale nie wiem


Od mniej więcej 17tego września nie było ani jednego dnia, w którym czułabym się naprawdę normalnie, bez żadnych żołądkowych sensacji. Jakieś dwa tygodnie temu zaczęło być trochę lepiej, teraz znowu jest gorzej. Wczoraj próbowałam pozmywać, ale nie byłam w stanie utrzymać się na nogach w pozycji stojącej-lekko-pochylonej dłużej niż 3 minuty.
Znowu wymiotuję. Mdłości od piątej rano, z głodu, potem po jedzeniu. I tak przed i po każdym posiłku, pomiędzy nie jest lepiej. Śpię, ile tylko jestem w stanie.
Wyniki dobre. Może to dzięki tej kaszce dla niemowląt, którą wpierdalam co rano,
bardzo pożywna, polecam przewlekle cierpiącym na problemy z trawieniem.
Nie skarżę się, nie. Wypłakałam się już w poduszkę.

Wczoraj Kapitan odebrał przesyłkę z Mozartem. Włącza pierwszą płytę. Leci charakterystyczny początek "Eine kleine Nachtmusik". Kapitan (z ożywieniem i radością): Znam to!
Kot nas wkurwia. Wstaje o piątej rano i usiłuje wymusić na nas śniadanie. Siada na parapecie i drapie w żaluzje, włazi na łóżko i trąca mnie noskiem, drapie w podłogę, my twardo udajemy, że śpimy. W końcu Kapitan nie wytrzymuje, sięga ręką za szafę, wyciąga odkurzacz. Diabeł wpada w panikę i daje drapaka do drugiego pokoju. Kapitan wysuwa odkurzacz za drzwi naszego pokoju, ustawia tak, by zasłaniał drzwi i zamyka je, po czym mówi: Jeśli przestanie bać się odkurzacza, jesteśmy zgubieni.

by jaskrawa
03.11.2010; 13:31
komentuj(6)

mama


Mama znów mnie odwiedziła. Niestety dziś poniedziałek i musiała wrócić do domu, praca się sama sobą nie zajmie.
Bez poprawy, chociaż już powinna być poprawa. Rozważam pójście do lekarza przed zaplanowaną wizytą, ale trochę się boję. Boję się, że znowu powie "tak ma być, trzeba czekać". Wolę żyć złudzeniem, że jeśli będzie bardzo źle, to pójdę do doktora i doktor mnie uratuje. Poza tym nie chce mi się znowu iść w stronę centrum.
Zastanawiam się jakim cudem naukowcy i lekarze przez tyle lat istnienia skutecznej medycyny nie wymyślili niczego, co pomogłoby kobietom w ciąży. Wynaleźli leki przeciwbólowe, sto tysięcy rodzajów leków na wszelakie dolegliwości, a nie potrafią wymyślić czegoś, co osłoniłoby układ trawienny przed działaniem hormonów.
Czytam jakieś duperele, że powinnam jeść tyle a tyle białka, tyle a tyle czegoś tam.
Wielki chuj! Jak tu zjeść, jak tak naprawdę dobrze wchłaniam tylko zupy warzywne i tę jebaną kaszkę? Kurwa, te artykuły mnie rozpierdalają, robią ze mnie złą matkę, która nie dba o swoją ciążę, o dietę, ma w dupie poradniki.
Wkurzona jestem i zmęczona, listopad umyka między palcami.
Byłam w biurze na chwilę, ze zwolnieniem. Każą mi się cieszyć ciążą.
Pewnie, że się cieszę, no tak. Co oni sobie myślą? Że jak przychodzę w niezbyt dobrej formie i muszę zaraz spadać, bo jestem głodna, to znaczy, że jestem jakąś głupią pizdą, którą się nie cieszy z dziecka, mimo, że powinna? Myślą, że na zwolnieniu siedzę i znoszę jajka tylko dlatego, że nie chce mi się zapierdalać?

by jaskrawa
08.11.2010; 13:51
komentuj(6)

leśne skarby


Jest zdecydowanie lepiej. Nie ma rzygania, mdłości są słabsze, nie ma totalnej "przeczulicy" zapachowej, jedzenie nie budzi już takiego wstrętu, jak wcześniej. Mogę otworzyć lodówkę bez lęku. Zachcianki stały się przyjemnością, a nie atakiem terrorystycznym.
Byłam nawet na zakupach w centrum handlowym! Kupiłam sobie nową torbę, ciuchów żadnych, bo jakoś tak bez sensu przymierzać te, które za miesiąc będą za małe. A szukać takich, które w tej chwili będą za duże, jakoś mi się nie chciało. Poza tym nie mam zbyt wiele sił po dwóch miesiącach flaczenia mięśni. Obejrzenie kilku toreb nie wymaga zdjęcia butów, zdjęcia spodni, założenia przymierzanych spodni, zdjęcia tychże spodni, założenia znowu własnych, a następnie wciągnięcia butów. Uf.
A wczoraj kupiłam sobie słoik marynowanych maślaków, pyszności.
Zdziecinniałam. Wróciliśmy do oglądania Star Treka, a wczoraj przeczytałam jednym tchem "Lato leśnych ludzi". Mam jakąś przeogromną potrzebę przytulania się, zasypiania w embrionalnej pozycji, przykryta dwiema kołdrami i w ciepłej piżamce. Kupiłam sobie paczkę skarpet z hello kitty.
Zabrałam się też w końcu za robotę. Trzeba nanieść dopiski do Gniota i skończyć z tą hańbą. Siedzę od dwunastej z przerwą na obiad i maila do Skubanej. Gdybym mogła pisać prace tak szybko jak maile do Skubanej, miałabym już tytuł profesorski za rekordową liczbę publikacji.
Jeśli ktoś chce mnie odwiedzić, to uprzejmie proszę o czucie się zaproszonym (godziny urzędowania 10-21) Doba jest długa i czasu mam od cholery. Proszę zatem nie czekać na imienne, specjalne zaproszenia, bo musiałabym hurtem do wszystkich wysyłać co kilka dni jednakową wiadomość o treści "Wpadnij, zapraszam". Jeśli ktoś ma czas i chce wpaść, wystarczy napisać (gdzieś tam jednak czasem wychodzę, więc dobrze mnie uprzedzić, żeby na pewno mnie zastać, aczkolwiek szanse zastania mnie wynoszą 95 procent) smsa/maila sformatowanego na przykład tak: "Czwartek, około 18oo?".
Zaznaczam, że jestem już na tyle przytomna, by wyjść na miasto na herbatę czy jakieś żarcie. Imprezy późnowieczorne na razie odpadają, bo i ja odpadam w okolicach maksymalnie 22.
Strasznie mi się marzą świeże jagody ze śmietaną i cukrem, a Wam nie?

by jaskrawa
17.11.2010; 15:40
komentuj(19)


Weekend rodzinny. Przyjechała Sio ze swoimi chłopami. Cieplutko i milutko.
Wyrwała mnie dziś z delikatnego letargu rozmowa telefoniczna z Sorym Gregorym. Sory Gregory, jak się okazuje, zboczył troszkę ze swojej upatrzonej wcześniej ścieżki i znalazł sobie kobitę. 
A ja co na to?
Nic, wyprowadziło mnie to z równowagi. Se pomyślałam, że w zasadzie to wiedziałam, że tak będzie, a jednocześnie zrobiło mi się zwyczajnie i po babsku przykro, że dla mnie ostatecznie nie potrafił z tej ścieżki zrezygnować. Już zaczęła się w głowie roić myśl, że "rozminęliśmy się". Akurat tak.
Bo już po tym, gdy się rozstaliśmy, wydarzyło się w jego życiu coś
nadrzędnego, większego ode mnie, co sprawiło, że jego ścieżka stała się
nieco mniej wiążąca dla niego, coś, co trochę - nazwijmy to tak - zwolniło go ze "ślubów". Wyluzował, zmienił podejście, co pozwoliło mu
bardziej liberalnie spojrzeć na kolejną kobietę, która się pojawiła. Akurat tak to się w czasie ułożyło.
Przegryzłam to wszystko jak pieprz i poszłam odkurzać mieszkanie.
I jaki efekt? Nic sobie nie będę już tłumaczyć, przekręcać, wkręcać, ustawiać kota ogonem ani psa paszczą, patrzeć przez żadne kolorowe szybki nie będę. Nie będę też się nad tym wszystkim zastanawiać, bo po co?
Czasem trzeba spojrzeć na rzeczywistość oczami realisty i uświadomić sobie, że cała prawda jest najpiękniejsza, bez żadnych cholernych złudzeń. Mamy tak mało czasu, nie marnujmy go dla ludzi, którym nasze istnienie jest kompletnie obojętne.

by jaskrawa
28.11.2010; 20:22
komentuj(8)

powrót zaskoczonych drogowców


Pięknie jest, nie? Łatwo mi mówić, nie muszę przedzierać się do pracy przez ten biały kataklizm. Jednak wczoraj trochę się poprzedzierałam do centrum, aby wyrazić swoją solidarność z pracującą częścią ludzkości.
Weszliśmy do centrum handlowego, idziemy se, idziemy, nagle patrzę, a my w sklepie dla dzieciaków.
- Co my tu robimy?
- ...
- Eee, nie mam dziś nastroju na dzieci.
- Dzieci wypierdalać.
Ostatecznie jednak kupiłam gryzaczek dla syna mojej Sio. Chciałam kupić też pajacyka z Kłapouchym, ale był w serduszka i miał jakiś bladoróżowy napis. Chyba zbyt gejowskie*, a to przecież nie moje dziecko, więc nie będę ryzykować.
Wracaliśmy i było tak wspaniale pozwolić na to by wiatr zamroził nam policzki.
Zapisałam się na jazdy na czwartek! Mam jeszcze chyba 12 godzin do wyjeżdżenia, mam zamiar zastosować strategię egzaminacyjną pod hasłem "Jest Trudno". Mam nadzieję, że nadal będzie śnieg, mróz, lodowica, a moja ciąża będzie już widoczna nawet spod zimowej kurtki. Przecież mnie wtedy nikt nie obleje!
Bylim na usg last week. Dziecko jest z twarzy podobne trochę do kota. Słuchajta, co nam rzekł pandoktor. Te wszystkie bajki o słuchaniu Mozarta w ciąży można sobie potłuc o kant dupy. Cytując: "nalejcie sobie wannę wody, zanurzcie się w niej całkowicie i puśćcie sobie Mozarta".
No cóż, szczerze mówiąc - tak myślałam, ale człowiek lubi sobie wyobrażać, że jego dziecko pływa sobie tam w brzuchu i się delektuje.


*Głupi Żart. Proszę nie oskarżać mnie o homofobię. Uważam, że geje są zupełnie tacy sami jak reszta. Jednak czasy społecznej równości jeszcze nie nadeszły, a ja nikomu nie życzę życia pod górkę
. Temat na osobną dyskusję.

by jaskrawa
30.11.2010; 09:14
komentuj(26)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl