ka-ra-o-ke czyli weekend-mija-szybko


Poszliśmy wczoraj na karaoke, powydzieraliśmy się trochę, o dziwo nie straciłam dzisiaj głosu.
Fajnie, dziko i radośnie, ale chyba od jakiegoś czasu preferuję spokojniejsze miejsca spotkań z przyjaciółmi. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nasz stolik miał spory udział w robieniu ogólnego hałasu, ale zapewniam, nie robilibyśmy go, gdybyśmy byli jedynymi robiącymi. Robienie hałasu przez inne stoliki zniechęcało do siedzenia cicho. I tak to wszystko się wzajemnie nakręcało.
Skoro już rozpoczęłam temat bardzo amatorskiego muzykowania, pochwalę się, że kupiłam sobie gitarę. Gitara stoi w tej chwili w ciemnej szafie, ponieważ we wtorek muszę iść w końcu zaliczyć te cholerne ćwiczenia, a będzie to już ostatnia bitwa w tej długiej i nudnej wojnie. Po wojnie pozostaną do przeprowadzenia już tylko działania obronne.
Kolejna wojna za rok i zamiast dwóch lat potrwa rok, o ile będzie to możliwe, ale chyba będzie, tak mi powiedziano i tej wersji będę się trzymać.
Potem już końmi mnie nie zaciągną do żadnej szkoły.
Studiowanie to największe marnotrawstwo czasu, jakiego mogłam doświadczyć. Wiedzę, którą posiadam, spokojnie mogłabym posiąść dzięki przeczytaniu kilku książek, antologii i podręczników, bez chodzenia na zajęcia i wygłupów na egzaminach. Wiedza ta opuści mój umysł najpóźniej za kilka miesięcy, z czasem pozostanie zapewne znajomość pewnego zbioru fachowych określeń.
Tak, być może jest jeszcze coś, co zdobyłam, a o czym nie wiem, że zdobyłam. Może zmienił się mój sposób myślenia, może "poszerzyłam horyzonty"? Biorę pod uwagę taką możliwość. Jednocześnie wydaje mi się, że to samo mogłabym osiągnąć dzięki czytaniu literatury z tej dziedziny wtedy, kiedy mi się podoba i tego, co mi się podoba, a nie tego, czego akurat oczekują ode mnie w danym czasie (najczęściej wtedy, gdy mam ochotę na coś zupełnie innego, albo też nie mam czasu, bo poświęcam go czemuś innemu, na przykład zarabianiu na życie, przez co czytanie i przyswajanie jest mniej efektywne).
Tak oto przedstawiłam nieformalny dowód na to, że to wszystko na chuj mi było potrzebne.

Jeszcze jedno - nie mówię tego wszystkiego z goryczą, raczej chce mi się śmiać. W tej chwili już dość radośnie śmiać, zważywszy na fakt, że koniec zabawy jest bliski. Może nawet jestem próżniaczo zadowolona z tego, że mam takie fajne, absurdalne życie.
by jaskrawa
07.11.2009; 20:15
komentuj(9)

co miało być we wtorek, będzie w czwartek, co w środę, będzie w sobotę


Dyżury są inne, niż były kiedyś.
Obiecałam sobie, że nie bawię się w granie na gitarze wcześniej, niż przed Tym Ostatnim Zaliczeniem.
Zaczynam się powoli obawiać o swoje zdrowie i życie, bo gdy wyobrażam sobie swoją radość po tym kolokwium, to widzę siebie skaczącą jakoś bardzo wysoko w górę, pijaną w sztok, biegnącą gdzieś bez sensu środkiem Marszałkowskiej (zwłaszcza gdzieś na odcinku między Świętokrzyską a Al. Jerozolimskimi), bez czapki (albo zrywającą czapkę z głowy), ściskającą ręce napotkanym menelom, rzucającą się na szyję przechodniom, brykającą i śpiewającą.

Ale to pojutrze. Tymczasem jeszcze sobie poczytam, dla przypomnienia, nawet mnie wciągnęło!

EDIT po kilku minutach namysłu: Chyba się starzeję - odkryłam właśnie, że sprawia mi przyjemność współczesna muzyka klasyczna, którą puszczają w II programie PR.

by jaskrawa
10.11.2009; 20:37
komentuj(9)

trzeba omówić to przy petku


Marecki tak zawsze mówi i wzbudza to we mnie jakąś wielką czułość, mimo, że przecież petki są paskudne.
Zaliczenie zaliczone tylko w jednej czwartej, a miała być całość. Więc dupa, mam kolejny tydzień z głowy, dobrze, że przynajmniej jedna czwarta materiału mi odpadła, z tego, co muszę przejrzeć jeszcze raz i ponownie postarać się zrozumieć, o co w tym, kurwa, chodzi.
Jestem w robocie, bez żadnego natchnienia.
Doła mam od wczoraj, przez tę cholerną szkołę, czuję się jak ostatni matoł, który znowu ma dwóję z matematyki.
Jednak, o dziwo, dół nie jest bardzo głęboki, jak drzewiej bywało. Raczej płytki dołek, mała kopaninka. Może to dlatego, że światło w tunelu jest już jasne, duże i wyraźne?

by jaskrawa
13.11.2009; 09:54
komentuj(8)

słomiana wdowa


Kapitan Marchewa wyjechał na weekend już dzisiaj, a ja sama zostałam, biedactwo.
Niczym się jednak nie przejmuję, bo sobie skoczę do Łodzi, do mamy i sio.
Tak poza tym to co? Nic. Zupełnie nic.
Dużo pracy, wychodzę wieczorem, wracam rano. Czytam czasem. Na przykład Quine'a albo Putnama. Zastanawiam się, po co się chłopaki tak męczyli, pisząc to, wdając się w jakieś polemiki: czy epistemologia (zdecydowana większość ludności tej planety nie ma zielonego pojęcia, co to, świetnie się mimo wszystko mają) powinna być gałęzią psychologii, czy też może czymś nadrzędnym, jak chciałaby tradycja (tak w skrócie problem ujmując problem, który jest przedstawiony w długich i zawiłych esejach, najeżonych rozmaitymi pojęciami, definiowanymi tak albo siak).
Do cholery, co za różnica?
Nie mogli pisać czegoś przyjemniejszego i pożyteczniejszego?
Są tam jednak różne fajne kwiatki, które świadczą może nawet o czymś w rodzaju poczucia humoru autorów.
Stół, przy którym piszę, na przykład, jest naturalną jednostką na poziomie mowy potocznej; mam świadomość, że okruchy jedzenia przyklejone do jego powierzchni (muszę coś z tym zrobić!) nie "należą" do stołu; jednak na poziomie fizycznym uznanie, że te okruchy leżą poza granicami stołu, nie jest wcale naturalną decyzją.
Czy nie boskie?
Albo:
Tymczasem odrzucenie realizmu metafizycznego, wizji określonej relacji "kopiowania" między słowami a światem noumenalnym, jest jądrem filozofii Quine'a. I, jak zobaczymy w następnym paragrafie, "uzasadnienie" jest dla Quine'a podejrzaną ideą. Cóż więc on knuje?
Jeśli Was to chociaż trochę nie bawi, idę się zabić.
by jaskrawa
20.11.2009; 09:12
komentuj(5)

od prawników lepiej się trzymać z daleka (z wyjątkiem Kpt. Marchewy, on jest dobry)


W pracy wszystko szło mi dzisiaj źle. To znaczy to nie tak. Ja się staram, robię wszystko tak, jak być powinno, a potem coś i tak nie wychodzi. Czynnik ludzki gdzieś poza mną decyduje o braku sukcesu. Jeszcze ten cholerny prawnik z pretensjami do całego świata, przez którego zmarnowałam trochę czasu na niepotrzebne dyskusje. Skąd się biorą ludzie, którzy zajmują się walką z każdym i dopatrywaniem się nieprawidłowości? Na szczęście nie mam nic na sumieniu.
Na koniec rozmowy próbował mnie nawet przepraszać, o dziwo.
Wyszłam wcześniej i uczę się. Jeśli jutro nie zaliczę wszystkiego, przełknę to na zimno (jak sernik na zimno!), podwinę ogon, schowam uszy w kołnierz i będę żyć dalej. Jakie to proste!
Praca doskonale wyczuwa moją frustrację, zniechęcenie i zmęczenie materiału. Gdy tylko nachodzi mnie myśl "pierdolę to wszystko, zwalniam się", oni zawsze wyskakują z jakąś ciekawą propozycją zmian rozwojowych (nie mówię o awansie, bo mam za sobą tylko jeden, w dodatku wtórny). Teraz zaproponowali mi praktyki w dziale, w którym może kiedyś chciałabym pracować.
Pokazali kiełbasę, pies chowa zęby i potulnie waruje w budzie.

EDIT o 01:10:
Hahahaha! Love Putnam!
(Czytałam już kiedyś ten tekst, przy okazji nauki do analitycznej, ale nie przyszło mi wtedy do głowy, by to cytować, bo miałam depresję. Teraz jednak sobie nie odmówię.)
Jeśli przyznajemy sobie wzajemnie prawo do oczekiwania, że X rozpuści się po włożeniu do wody, gdy X jest kawałkiem curku, czynimy tak w ramach praktyki, której sukcesy potrafimy wyjaśnić; a gdybyśmy przyznali sobie to samo prawo w przypadku, gdy X jest kawałkiem stali, przyroda wytknęłaby nam błąd. Na tej samej zasadzie Quine uważa, że "X znaczy: Czy mówi pan/pani po francusku?" nie stwierdza żadnego "faktu", nawet jeśli X jest znajomym francuskim wyrażeniem Parlez-vous francais??" na pewno odpowie "To znaczy: Czy mówi pan/pani po francusku?", a nie "To znaczy: Woźnico, uważaj na wyboje, pogubisz indyki twoje!". Quine sam zresztą zaznacza, że jedna odpowiedź na tego rodzaju pytania ma wartość "heurystyczną", a inne nie.
by Hilary Putnam, Wiele twarzy realizmu


notka plus przepisanie cytatu:
by jaskrawa
25.11.2009; 16:47
komentuj(6)

(prawie) KONIEC


Zaliczone.
Trzeba jeszcze tylko raz iść, bo coś tam jednak zostało. Tylko to już formalność, jedno koło z trzech niezbyt grubych tekścików, całkiem przyjaznych. Zresztą już je czytałam, ale nie zdążyłam powtórzyć przed tym czwartkiem.
Jak się czuję? Fantastycznie. Jak człowiek który siedzi właśnie nad talerzem pierogów z serem, polanych słodką śmietaną.
Czy czegoś się nauczyłam?
Niczego, nadal jestem tak głupia, jak byłam. Poszliśmy wczoraj na książki, a ja zamiast kupić sobie coś odmóżdżającego, na przykład powieścidło, przy którym uśmieję się do łez, kupiłam jakieś wykłady Dalajlamy i Etykę Praktyczną Singera.
Ja pierdolę.


by jaskrawa
29.11.2009; 17:35
komentuj(6)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl