po co?


już dawno chciałam coś sobie tu popisać, ale ... cóż czasem przyczyny prozaiczne (takie jak zepsuty telefon czyli niemozliwosc wyszarpania dychy za możliwość wirtualnego ekshibicjonizmu) rujnują nasze plany.
no ale w związku z ponownym wejściem do świata niewolników sieci idea - przypomniało mi się. blog. tak dla zabawy, dla wykrzyczenia, sama dla siebie. zatem i tak dalej. tyle na wstępie. adios.
by jaskrawa
14.11.2004; 15:30
komentuj(0)

znowu?



Co właściwie się dzieje? Sęk w tym że nic. A może aż tyle. Ten rok był naprawdę chyba najmocniejszym uderzeniem w całym moim smutnym życiu (w którym jak kawałki czekolady w pieguskach, tkwią momenty radosne a nawet lepsze). Wydarzyło się mnóstwo rzeczy, dwa zerwania, załamanie, zmartwychwstanie i pożegnanie. I zakochałam się znowu. Tym razem w Wyspie. I odliczam dni do powrotu.
Jednak gdy zastanowię się dlaczego tak bardzo chcę wracać dociera do mnie, że chyba nie tyle z miłości do Wyspy, tylko z potrzeby Czekania. Gdy się czeka, to widać światło w tunelu, nadzieję pod tytułem "gdy już ... to wszystko się zmieni i wreszcie będzie dobrze". Gówno prawda. Gdy dochodzimy do punktu X nic się nie zmienia, okazuje się, że za tą górą widać tylko następne. I iść się odechciewa. Drogą indukcji wnioskujemy, że wierzchołki tych gór niczym się nie różnią od tego, na ktorym się znajdujemy.
Znowu się zaplątałam, bo chciałam sobie po prostu wreszcie odpocząć, przestać czekać, zbudować dom i rozpalić w nim ogień. Tak po prostu, zapominając o ideałach, zapominając o poszukiwaniu miejsca zwanego horyzontem, przez innych określanego celem życia lub jeszcze innych dyrdymałów typu "druga połówka". Tylko jak się bardzo chce, to nie wychodzi. Nie można kogoś "pokochać siłą woli"... A tak byłoby dobrze... Znów powiedzą, że miałam rację, że się wycofałam. Ale czy ja wiem...A może powinnam dać czas, poczekać, aż przyjdzie wiosna, zanim wyrwę roślinki, które teraz nie chcą rosnąć, podlewane moimi wymuszanymi łzami?
Decyzje do podjęcia powodują, że gdy budzę się rano, na widok ściany na przeciwko łóżka odwracam głowę do ściany obok łóżka...Dobranoc
by jaskrawa
14.11.2004; 19:00
komentuj(0)

...


Z niecierpliwością czekam na takie spotkania, co do których niesposób przewidzieć mojej na nie reakcji. Nie wiem nawet czy ono w ogóle nastąpi. A jeśli nastąpi - czy będzie uderzeniem w żołądek? A może niczym nie będzie. To już w ten weekend. Wyjdę pewnie po niego na dworzec. W głowie znowu układają mi się plany, żeby powiedzieć mu wszystko, powiedzieć : "słuchaj, Ty i ja, nie widzisz?" Ale możliwe że On wcale nie widzi. I znowu usiądziemy obok siebie jako nawet nie przyjaciele, ale już nie znajomi. Coś nienazwanego znowu będzie między nami. I znowu nie powiem nic, zgodzę się z jego milczacym postanowieniem niezmieniania niczego. Bo tacy jak on mają rację. Cholerną rację. Że nawet nie widzą tego Ty i ja.


Właśnie dzwoniła koleżanka, umowiłyśmy się na korki z hiszpańskiego. Brawo Ja. Jestem spłukana oczywiście, ale i tak się umówiłam...
by jaskrawa
15.11.2004; 13:30
komentuj(0)

wczorajszy dzień wciąż tkwi we mnie


Zawieść czyjeś zaufanie... Patrzę w lustro i widzę, że moje oczy widzą mnie. Te oczy z lustra, oceniające. Zdanie sobie sprawy, że to moja własna twarz. A najbardziej boli, że mogę ciagle w te oczy spojrzeć. Nie zmieniły się. Tak jakbym "tą złą" byla od zawsze, od kiedy tylko jestem świadoma, że oczy w lustrze są moje.
Nie ma co teraz się tym zadręczać, stało się. Zawsze wszystkim powtarzam "nie zadręczaj się rzeczami, na które nie masz wpływu". Przeszłość też do owych należy.
Staram się zmienić moją cyniczną ostatnio postawę na coś, co można by określić "konstruktywizmem". Prześmiewczo - sceptyczny dystans do wszystkiego, który narodził się u mnie po ostatnim bolesnym "kopie", na początku przydawał się do "niecierpienia", ale teraz powoduje statyczność, bierność. W rezultacie nie robię nic, bo stałam się ignorantką. Studia stały się dla mnie obowiązkiem do odwalenia. Bo w wyniku sceptyzmu, o całej filozofii zaczynam myśleć jako o czymś, co i tak nie ma sensu, nie poznamy nigdy prawdy, nie wyskoczymy z relatywizmu. Zatem...i tak dalej.
Jakby wiedza nie była warta poznania tylko dlatego że jest. Jak góry. Pamiętacie Pieczyńskiego w "Prowokatorze"?
Wyjazd na Wyspę wiele mnie nauczył. Przede wszystkim tego, że życie może wyglądać inaczej, nauczył mnie szacunku do pracy, nie tylko jako metody zarabiania pieniędzy, ale także jako czegoś, co wypełnia nasze życie, uczy nas odpowiedzialności, jest błogosławieństwem dla "nadwrażliwych", których głowy bombardują roje myśli. W pracy po prostu się pracowało. To była taka pożyteczna ucieczka. Konstruktywna. Nie jak gry.


Pełna mobilizacja dzisiaj dlatego. Muszę wreszcie znaleźć pracę. Cholera... Tutaj to takie trudne. Ale logicznie rzecz biorąc - i tak opłaca się szukać ;)
by jaskrawa
16.11.2004; 13:30
komentuj(0)

z tekstów mojej mamy:


apropos dzisiejszego "zmruż oczy" w tv:
"a ja ostatnio czytałam jakąś książkę, w której też grał Zamachowski"
;)
by jaskrawa
16.11.2004; 17:30
komentuj(1)

na wydziale byłam...



...i wypaliłam samotnie kilka papierosów.
Tamta wiosna...Brakuje mi jej. Taka byłam zakochana i szczęśliwa. Myślałam na przykład o rzeczach tak istotnych jak najlepszy sposób trzymania za rękę mojego mężczyzny. Odbijało się to nasze "dobrze jest" w oczach grona ludzi z wydziału, na który biegłam codziennie, czując, że świat działa tak jak sobie tego życzę. A "uśmiechy dookoła głów"...

I słońce. Kiedyś powiedział (właśnie tam, koło schodów) : " Gdy przez chwilę słońce padło na twoją twarz..." Nie, nie ma sensu tego przytaczać. Już nawet nie boli, że to się skończyło. Rachunek strat i zysków wykazuje, że chyba tak jest najlepiej.

Ale wydział...juz nie ten sam.

Dzisiaj: Wyszłam przed drzwi. Palę. Wysypuje się grupka pierwszorocznych. Wypaliłam samotnie kilka papierosów, patrząc gdzieś ponad ich głowami...



Głupi listopad zapadany sprawia, że staję się nieznośnie sentymentalna. Mój stan emocjonalny przypomina kolorem jesienne liście...te gnijące przed blokiem na chodniku ;)
by jaskrawa
17.11.2004; 22:00
komentuj(0)

do piątku niedaleko...


..no właśnie.


ale im bliżej, tym mniejsze to na mnie wrażenie robi. niech to cholera, z niczego sie cieszyć nie potrafię. idiotka.
ale co się dziwić. moje rozmowy giegowe z istotą płci męskiej, która się tu zjawi w piątek, ostatnio stały się ...jakby tu...no..nie rokują nadziei na "żyli długo i szczęśliwie". po pierwsze dlatego, że te nadzieje chyba tylko ja żywiłam (w odniesieniu do tego konkretnego, wyzej wymienionego bytu)
po drugie - nasze rozmowy w ogóle..kiedykolwiek chyba tego typu zakończeń nie zapowadały. tylko mi się zdawało. cóż... samotność płata figle zdolności percepcji.
by jaskrawa
17.11.2004; 23:30
komentuj(1)

mojej siostry przygody randkowe




Wczoraj. Po randce (w ciemno) facet odwozi ją do domu.
Facet: Wiesz, taka fajna jesteś, że nawet cię do domu odwiozę.

Ale się wyżyłyśmy dzisiaj na nim mentalnie.

"...Niechaj żywi nie tracą nadziei..."
by jaskrawa
18.11.2004; 16:30
komentuj(0)

szukania pracy ciąg dalszy (nadal i niestety)


Bylam dziś w pubie. Aby dostać pracę przy nalewaniu wciąż tego samego trunku (choć z różnych kraników) trzeba odbyć rozmowę kwalifikacyjną, na którą muszę jutro zabrać kartkę i długopis. Czy to zapowiada jakiś test? Psychologiczny niehybnie.
Poza tym miły pan, który jutro sprawdzi moje predyspozycje do tego jakże odpowiedzialnego zawodu, polecił mi przygotowanie sobie - cytuję - gadki.
Tak się zastanawiam. Może sobie napisać, czy co... Ale co? Że jestem otwarta, komunikatywna i tym podobne ogólnikowe zwroty, które nie świadczą o elokwencji, tylko raczej o sporej ilości przeczytanych wzorów cv ew. poradnikow o szukaniu pracy? Sądzę, że ci pracodawcy już mają takich po dziurki w nosie. Myślę więc o czymś oryginalnym. Na przykład powiem, że ... "jak do ciężkiej cholery nie dostanę tej gównianej roboty w waszym marnym lokalu, to niech was wszyscy diabli wezmą!" Może to podziała ... ;) Bo uwierzcie...już nic nie działa. Może nie nic (ogromnego dekoltu jeszcze nie próbowałam...zostawiam sobię to rozwiązanie na czasy, gdy będę już naprawdę głodna i nikt mi bułki na ulicy nie kupi {kolczyk w nosie - "pewnie narkomanka"))


Ej..poradźcie coś...skoro jednak ktoś to czyta... ku mojemu szczeremu zaskoczeniu!
by jaskrawa
18.11.2004; 19:30
komentuj(0)

o pracy...


1. Testu nie było
2. Już przy wejściu facet chciał mnie za wszelką cenę zniechęcić. Mówił wprost, że praca jest do dupy (może to był ten test - na wytrwałość).
3. Zarobki śmieszne
4. Gadka szmatka
5. Mam mu ja (sic!) wysłać smsa czy chcę tę pracę!
6. Chcę - nie mam wyjścia - finansowo jestem zarżnięta, moje miasto to polska stolica bezrobocia.
7. No i czekam.
by jaskrawa
21.11.2004; 00:00
komentuj(1)

o piątku


W piątek biegnąc poprzez sparaliżowane (przez wyjątkowo nagłe i niespodziewane w naszym klimacie opady śniegu) miasto dotarłam w końcu na dworzec. Prosto z niżej opisanego cholernego spotkania w sprawie pracy. Tusz do rzęs mi się rozpłynął po drodze. Wpadłam na dworzec, spóźniona 3 minuty. Czekał już.
Potem przybiegły jeszcze bardziej spóźnione dziewczyny. No i cała grupa wakacyjna (prawie cała) już była w komplecie. No i pizza, łażenie po mieście, wieczór przy piwie. Obserwacje. Czy mam jakiekolwiek szanse - tego nie wie nikt, oprócz niego. Bo znowu stało się tak, że mężczyzna, którego jasne spojrzenie sprawia, że mam słońce w oczach, jest kimś nieodgadnionym. Ale tak strasznie się boję, że on ją woli. Tę drugą.
Czas pokaże. Kogo wolał. A może nie wolał żadnej z nas. A może wcale się żadna z nas nie dowie.
Ale wiem, że jeszcze potrafię - Zapomnieć o porażkach, łudzić się, odwracać wzrok zawstydzony, uśmiechać jak kobieta, a nie cyniczna, sfrustrowana istota. Jeszcze mi zależy. Mimo mojej niewiary w miłość - jeszcze jestem w stanie na nią czekać. Mimo wszystko.
by jaskrawa
21.11.2004; 00:30
komentuj(0)

o niekochanym


Wczoraj ktoś zasugerował mi, żebym jednak przemyślała sprawę bycia z mężczyzną, do którego czuję tylko przyjaźń. Ten mężczyzna mnie kocha, jest inteligentny, mamy te same zainteresowania... Dobrze się z nim bawię, czuję.
Myślę czasem, że może jednak "miło będzie razem się zestarzeć"...

Gdy kolejny ktoś, o kim śnię, o kim myśl cały dzień krąży w moim umyśle - nie zadaje sobie trudu, aby wysłać głupiego smsa, że dotarł na miejsce, po długiej podroży, dochodzę do wniosku, że może będzie lepiej... jeśli...pogodzę się ze światem, przestanę wreszcie szukać, ponieważ ci, których znajduję są poza moim zasięgiem.
Może złożyć głowę na ramieniu kogoś, kto jest po mojej stronie, kto jest cierpliwy jak anioł, obok mnie zawsze, znosi wszystkie moje nastroje złe, moje chwile, gdy ... zachowuję sie jak ostatnia suka, sfrustrowana tą jego miłością, której nie chcę.

Erich Fromm napisał, że dawanie nie jest poświęceniem, ale radością, świadczącą o naszej sile, naszym bogactwie.
Może ja już nie umiem kochać, bo nie potrafię już nic dać. Może tak mało mi już zostało... Stałam się pusta, wypalona... Potrafię tylko przeżyć fascynację mężczyzną, który i tak jest poza moim zasięgiem, więc podświadomie wiem, że nie musiałabym się starać. Wygodniej mi go sobie "kochać" i cierpieć, niż budować coś z kimś, kto jest na wyciągnięcie ręki.
Spokoju mi potrzeba, niepodejmowania decyzji...
by jaskrawa
22.11.2004; 21:00
komentuj(0)

o kaloryferach, które nie grzeją i o nim


Kaloryfery nie grzeją.

Napisał jednak wczoraj. Rozmowa na gg z gatunku tych „nieważne o czym, byle z Tobą”. Znowu pół bezsennnej nocy się zastanawiałam, czy tylko dla mnie taka była. Oddzielanie złudzeń od słusznych wniosków, wynikających z poprawnie przeprowadzonych obserwacji, przypomina jak zwykle odzielanie ziarenek maku od … kurde…nie pamiętam czego. Tak czy owak – „przedszkole mode: on”.

Tak naprawdę chciałabym przestać grzebać we własnym życiu. Jest rozdrapane jak gleba przed kurnikiem.
I chciałabym jechać do Irlandii.
by jaskrawa
23.11.2004; 00:00
komentuj(1)

o pomarańczowym


Nie kocham Polski. Nie kocham, bo widziałam lepsze miejsca. Miejsca, gdzie każdy może zarabiać na swoją miskę ryżu, jeśli ma taką wolę.
Tutaj mam tylko bezskuteczne poszukiwania pracy (przystanki, autobus za naście minut, stopy mimo butów przymarzające do gruntu, policzki przymarzające do mokrego od chuchania szalika). Jestem nikim, studentką o ograniczonej dyspozycyjności, ze „studenckim” doświadczeniem zawodowym.
Ale gdy widzę dzieci mojej ziemi, tak solidarne, tak empatyczne w stosunku do dzieci tej ziemi obok nas, tak bliskiej, takiej samej jak moja (choć tej „gorszej”), to coś się budzi ciepłego pod moją skórą, moimi włosami, moją kurtką.
Nic nie moge dla nich zrobić. Bo co? Fizycznie nic… Łatwo jest nosić pomarańczową wstążeczkę. Żeby wiedzieli, że my wiemy.
Mogę czuć wdzięczność, że dzięki nim uświadamiam sobie że nasz „zakątek Kłapouchego” nie jest jeszcze na samym końcu ogona.
Widzę tłumy, ludzi, którzy muszą żyć za głodową „dzienną dawkę dolarową”, ludzi młodych, w oczach których jeszcze mniej widzę nadziei niż w oczach moich i Twoich. A może jest jej więcej? Nadziei. Na demokrację, na przekór, na mrozie…
by jaskrawa
25.11.2004; 00:00
komentuj(1)

o piątkowym wieczorze


Dzisiaj poszłam do pubu. Wypiłam jedno piwo, wyjęłam telefon i napisałam do mężczyzny, o którym myślę od wakacji smsa o treści „Kocham Cię”.
Za jakiś dłuższy czas nadchodzi odpowiedź: „Ja też ciebie kocham, przecież wiesz. Jak siedzisz z dziewczynami to je pozdrów. Miłego wieczoru i papa”.
Moja odpowiedź (pomyślałam, że pomyślał, że robię sobie z niego klasyczne jaja) : „Nie wiem. Nie siedzę z dziewczynami, ale jutro je pozdrowię. Mówiłam serio. Zakochałam się i już.”
Na razie brak odpowiedzi (mimo, że pół godziny minęło). Teraz sobie myślę do siebie sama : ty już lepiej nie myśl tylko zacznij się leczyć, bo chyba znowu nie jesteś przy zdrowych zmysłach, skoro po jednym piwie (czyli na zupełnie trzeźwo) przychodzą ci do głowy tego typu akcje i co gorsza wcielasz je w życie.
No i tyle. Idę spać.
by jaskrawa
27.11.2004; 00:00
komentuj(1)

o dniu następnym, czyli ciąg dalszy opowieści pt. „in vino veritas”


Dziękuję Wam wszystkim bardzo serdecznie za komentarze do ostatniej notki.
Dzisiaj jestem w nienajlepszym stanie po wczoraj. Ale przede wszystkim dzięki Wam, dociera do mnie fakt, że może to, co zrobiłam wczoraj, nie było rzeczywiście tak do końca bez sensu.
Nie dostałam żadnej odpowiedzi na ostatniego, cytowanego przeze mnie smsa.
Fakt ten sprawia, że czuję się fatalnie. Fakt. Ale proces godzenia się ze świadomością, że nie ma co liczyć na … nazwijmy to po imieniu, odwzajemnienie moich uczuć, mogę już teraz rozpocząć.
Bez wyrzutów sumienia, że „nie próbowałam”, bez natrętnych myśli typu „a może jednak coś zrobić…”.
Najsmutniejsze jest chyba nie poczucie straty Kogoś, ale straty jakiegoś celu, nadziei na zmianę.

Nie chcę się nad sobą użalać, więc dziś więcej nie napiszę.

Anathema „Release”. Ode mnie dla mnie.
Seeing is believing but I don’t wanna know
Walk on through the wasteland I just can’t let go
Face down I just break down when I see you cry all the time
Hold on please behind those grey and lonely eyes
Hold on to me unforgotten by time
Tempt fate release reality is dawning escape
Someone now is screaming as the flames fly high
Think now that we’re lost here and we don’t know why
Face down I just break down when I see you cry all the time
Hold on please behind those grey and lonely eyes
Hold on release unforgotten by time
Tempt fate release reality is dawning escape
Our spirit is awakening
Hold on please and somewhere in the hurricane
Hold on to me hope is waiting
Tempt fate {crying in the distance} release escape
And calling out your name
by jaskrawa
28.11.2004; 00:00
komentuj(2)

w cholerę te wszystkie nagłówki ( i tematy)…


To nie chodzi o żadnego faceta.
Nie chodzi o nic.
Po prostu znowu przestaję jeść, spać, organizm poza kontrolą.
Wystarczy kilka negatywnych bodźców, które same w sobie nie są przyczyną.
Ja pierdolę (że się tak pięknie wyrażę, tym słowem mocnym, słowem prawdziwie udanym)! Przecież nie jest tak, że się zakochałam jakoś, prawdę mówiąc… nawet już o wczoraj dziś nie myślę, mam to gdzieś.
Sęk w tym, że w ostatnim czasie narastał powrót do stanu sprzed wakacji. Niczym maile z reklamami w skrzynce, niczym niewyrzucone śmieci.
Jakiś niezbyt przyjemny epizod, związany z kimś, na kim mi zależało po prostu i bęc. Jest taka ładna metafora, że była to ostania kropla w kielichu goryczy. Jedna mała kropla i wylewa się wszystko.
Trwał stan odrętwienia, odrętwienia, ale przetykanego wciąż przebłyskami nadziei, uśmiechu, zwykłej logiki, że nie ma sensu znowu wracać do leków, terapii, wizyt na krzesełku za biurkiem łagodnej pani psycholog. Przecież sama mogę sobie zadać pracę domową…
Ale za dużo się ostatnio zdarzyło niepowodzeń w stosunku do wydarzeń zwyczajnie pozytywnych.
Nie chce mi się znowu walczyć, poddaje się umysł, poddaje się ciało. A może odwrotnie.
Przestałam czekać. Ja ciągle muszę coś mieć przed sobą. Ale gdy jakieś kolejne cele sobie wyznaczam i wszystko bierze w łeb…po prostu nie widzę sensu podejmowania następnych.
Jedyny na jaki mnie stać w najbliższych dniach to pójście do Centrum i zapisanie się na wizytę. Może przynajmniej czekanie na nią… z wyznaczonym terminem…substytut celu.

Jak nie daję sobie rady, nie waham się prosić o pomoc. Nie mam dumy. Nie pójdę się honorowo powiesić na wzgórzu.
by jaskrawa
28.11.2004; 00:00
komentuj(2)

o psychologach, prochach i tym, że nie ma innego wyjścia, tylko trzeba sobie kupić zioła dziurawca


Byłam dzisiaj w Centrum. Poszłam sobie pieszo (choć to daleko niezwykle). Tak szłam i myślałam, że mogłabym całe miasto przejść. Calutkie dookoła (jedno z największych w naszym smętnym kraju). Przechodzić wszystko, przełazić, przedeptać, przepalić papierosem, przechlapać butami z kałuż. Przemoknąć w tym siąpiącym deszczu, zmęczyć się, zdyszeć, zgrzać, przemarznąć, przegłodzić, zatruć spalinami i … paść na pysk po powrocie. Spać w ciepłym łóżeczku całą noc, zbudzić się rano i zacząć nowe życie.
Nie stało się tak, bo doszłam do Centrum i pani miła młoda i łagodna (własnie taka, jakie zawsze Tam bywają, choć nie ta co ostatnio) powiedziała mi, że „nawet teraz możemy porozmawiać”.
Znowu ta sama zabawa co zawsze.
I znowu to koszmarne poczucie pod tytułem „na co ja do cholery liczyłam?”
I tak znowu się dowiedziałam, że z objawami somatycznymi mogę sobie iść do psychiatry, po stosowną receptę na stosowne leki.
Czyli wiadomo.
„No ale pomogły?”
No pomogły.
Ale ja tak już nie chcę. Łyknąć pigułki i znowu wszystko zawalić. Położyć się w środku własnego życia i olać całą resztę. Znowu zero koncentracji, zero potrzeb emocjonalnych, sztuczna euforia.
Pozostaje długa praca nad duszą. Kiepski stan fizyczny musi przejść sam. Oby.

I tak pracy nadal nie mam. Nie potrzebuję dobrej formy, nie gonią mnie terminy. Fajnie się choruje, bo mama nie każe mi wychodzić z domu, albo sprzątać łazienki.
by jaskrawa
29.11.2004; 00:00
komentuj(2)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004
grudzień
listopad

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl