o tym, jak było w górach


Czy też tak macie, że gdy jesteście na wakacjach, w głowach układają Wam się całe blogowe akapity, a po powrocie łeb pusty jak pourlopowy portfel? Ja tak mam niemal zawsze. A jednak nadal odczuwam potrzebę uwiecznienia "kupa mięci" każdego wyjazdu.
Dobra, jakoś muszę.
Konwencja?
Poradnik dla górołazów z małym dzieckiem (w wieku powiedzmy 1-2).

1. W góry takie jak Tatry koniecznie trzeba mieć porządne nosidło. Bez nosidła skazani jesteście na wędrowanie tylko tam, gdzie jest do tego odpowiedni grunt. Pozostaje Wam zatem Morskie Oko, które, potem powiem dlaczego, też się na pójście tam z dzieckiem niespecjalnie nadaje, a także kawałek doliny Chochołowskiej. Oczywiście można też przejść się Drogą Pod Reglami itd.. Można też po Krupówkach, okolicznych wsiach. No dobra, trochę tych tras„wózkowych” jest, ale brak nosidła znacznie ogranicza wybór. Tatry obfitują bowiem w szlaki łatwe, krótkie, aczkolwiek miejscami kamieniste, wyboiste i strome. Są wprawdzie rozmaite "terenowe" wózki, ale pchanie takiego ciężkiego sprzętu jest, moim zdaniem, męczarnią. Poza tym miejscami i tak będzie trzeba toto nieść. Dziękuję bardzo.
Zatem jakie nosidło? Ano takie, które jest wyposażone w porządny daszek chroniący przed deszczem, takie, w którym dziecko możliwie jak najbardziej siedzi, a nie wisi na własnym kroczu, wygodne dla rodzica oraz wyposażone w strzemionka na nóżki dziecka. Większość nosideł (sprawdziliśmy), zwłaszcza tańszych, takowych strzemionek nie posiada. Nie rozumiem, dlaczego. Moje dziecko, już podczas przymierzania nosideł w sklepach, wyraźnie szukało stopami oparcia. Nóżki ma jeszcze zbyt krótkie, aby oprzeć je na dolnych rurkach stelaża. Od razu pomyślałam, że musi mieć nosidło z jakąś półeczką, czymkolwiek w tym rodzaju. Znaleźliśmy jedno takie, ale było w chuj drogie, więc nie kupiliśmy. W końcu doszliśmy do wniosku, że kupimy tańsze, całkiem wygodne nosidło z GoSportu (BeWalk czy jakoś, tak czy owak made by Lafuma, jak się okazało po przestudiowaniu metek), a strzemiona sami doszyjemy. Ostatecznie, gdyby się nie udało, mieliśmy plan awaryjny - na rurki stelaża można położyć zwiniętą karimatę. Nie dociąży to zbolałych pleców objuczonego tragarza, a zapewni odpowiednią półeczkę na nogi smarkacza. Nam jednak udało się wyposażyć sprzęt w strzemionka, a to dlatego, że siostra mojej prawie-szwagierki jest krawcową. Strzemionka wyszły profesjonalne! Nikt by nie odgadł, że nosidło oryginalnie nie było w nie wyposażone.
Kolejna sprawa z nosidłem - przygotowanie się na wypadek drzemki małego turysty, a co za tym idzie – zrobienie czegoś z jego opadającą głową. My użyliśmy do jej podparcia zwiniętej bluzy oraz puchowego bezrękawnika młodej, ale teraz przygotowałabym coś w rodzaju poduszki. Nasza Marysia spała zawsze na tak zwanego dzięcioła, czyli dziobem ryła w plecy ojca, a raczej tę część nosidła, która oddzielała jej osobę od pleców ojca. Przydałby się zatem jakiś miękki, ale dość sztywny wałek. Coś, co można włożyć między buzię dziecka a ten panel na plecach niosącego. I to coś musi sztywno trzymać się na miejscu, a nie zsuwać się w dół, przez co maluch nurkowałby pyskiem coraz niżej. Zwinięty polar nie bardzo spełnia tę funkcję, bo ciągłe sprawdzanie, czy to wszystko się dobrze trzyma, jest nieco upierdliwe.
Poza tym nosidło musi być oczywiście wygodne dla niosącego i tak dalej.
2. Wybór trasy.
Trasa dla rodziców z balastem musi być krótka. No chyba, że Wasze dziecko należy do tych, które zasypiają i śpią przy każdej możliwej okazji, i nie budzi ich nawet wiertarka sąsiada tudzież impreza w tym samym pokoju, w którym śpią. Nasza córka niestety nie lubi spać, a gdy nawet zaśnie, śpi krótko i czujnie. Może dlatego, że jej mama, gdy była w ciąży, słuchała czasem tego starego kawałka, gdzie jeden z wersów brzmi Sleep with one eye open, gripping your pillow tight. Trudno. W następnej ewentualnej ciąży, będę słuchać Chopina i Beethovena. Enyłej - trasa musi być krótka, bo przy dłuższej dziecko, jeśli nie śpi, zajebiście będzie się nudziło. A gdy dziecko się nudzi i jęczy - rodzice nie mogą cieszyć się widokami. W ogóle się nie mogą cieszyć. Cała wędrówka polega wtedy na próbie zabawienia gówniarza. Z reguły takie zabawianie jest skuteczne przez góra pięć minut.
A potem jeszcze trzeba wrócić.
My pierwszego dnia byliśmy w Chochołowskiej. Ta trasa jest, moim zdaniem, taka sobie. Trochę nudna i przydługa. Wybraliśmy ją ze względu na "stopień trudności", bo wydawało nam się z początku, że właśnie to jest istotne przy podróżowaniu z dzieckiem. Mieliśmy szczęście, bo młoda całą drogę "tam" spała, a z powrotem była całkiem zadowolona i w ogóle nie marudziła. A tam się lezie ze dwie godziny w jedną stronę. Ta wycieczka pozwoliła mi się nakręcić na porządne łażenie. Bo skoro jej tak dobrze w nosidle, to możemy wszystko. Jednak kolejny dzień pozbawił nas złudzeń. Wiało strasznie, więc zamiast iść w góry, pojechaliśmy sobie kolejką na Gubałówkę, stamtąd wybraliśmy się na spacer do Zębu. Godzina drogi. Ponieważ idzie się asfaltem, wzięliśmy wózek. Młodej kolejka się podobała, ale łażenie niekoniecznie. Ryczała przez pół drogi. Szliśmy wkurzeni, w dodatku pchanie wózka na stromych odcinkach, jest w jakiś paskudny sposób męczące. Nie, to nie jest to przyjemne zmęczenie turystyczno - górskie. To jest raczej zmęczenie wołu zaprzężonego w jakieś chomąto. Pchanie wózka z ryczącym dzieckiem, pod górę... Nie, nie o to chodzi w tych całych wakacjach.
Następny dzień - gwóźdź do trumny. Morskie Oko. Znowu zły wybór. Za daleko. Tym razem wzięliśmy i nosidło, i wózek. Chcieliśmy dać małej jakiś wybór, mieć alternatywę, gdy zmęczy się jednym środkiem lokomocji. Bez sensu i bez kredensu. Nie chciała: spać, jechać w wózku, jechać w nosidle. Ani iść we właściwą stronę, gdy w końcu stawialiśmy ją na nogi. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, Kapitan był tak zmasakrowany zachowaniem młodej, że nawet nie chciało mu się nic zjeść w schronisku. Nad samym jeziorem - zamiast delektowania się jego pięknem - czuwanie by Maryś nie spadła z jakiegoś kamienia. Wrażenia Marysi z tego miejsca? Zachwycona, bo przed wejściem do schroniska są schody. Brała mnie lub Kapitana za rękę i wędrowała w górę i w dół. Uwielbia schody... Ta... A więc szliśmy dwie godziny tym jebanym asfaltem, by mogła sobie pobiegać po jakichś schodach. A my, cóż, byliśmy już tam kilka razy, więc w zasadzie to mogliśmy sobie odpuścić. Posiedzieliśmy tam trochę, potem wróciliśmy pędem na parking, Marysia całą drogę spała w wózku.
Kolejne dni spędziliśmy obijając się, zresztą, pogoda się popsuła. Łaziliśmy po Krupówkach, lody, gofry, obiadki, przeceny w sklepach z górskimi ciuchami. Marysia chyba lubi takie miejsca. Jest tam dużo kolorowego badziewia, wyświetlaczy z reklamami, straganów, dzieci, ludzi. Głowa obracała jej się o trzysta sześćdziesiąt stopni.
A potem hit. Dolina Białego. Krótka trasa, ale mniej monotonna, chwilami bardziej stroma, urozmaicona. Marysia była zachwycona, idąc na własnych nogach. Ma dziewczyna we krwi tę miłość do widoku własnych butów na tatrzańskich kamieniach na szlaku. Po matce to ma! Szła dzielnie kawał drogi. Im było bardziej stromo, tym większa frajda. Gdy trzeba było wysoko podnosić nóżki, aż piszczała z radości i biegła do następnych większych stopni do pokonania. Kochane dziecko! Mam nadzieję, że tak jej zostanie. Już zacieram ręce na myśl o wspólnych wyprawach w przyszłości. To znaczy wtedy, gdy osiągnie odpowiedni wzrost, by sięgać do łańcuchów, he he he.
Doskonałym pomysłem była też Rusinowa Polana. Niezbyt długa trasa, a na miejscu wspaniałe widoki i przede wszystkim – atrakcje. Atrakcjami było stado owiec. Marysia oczywiście myślała na początku, że to psy i szczekała na nie, ale po pewnym czasie pobekiwała już ślicznie. Jeśli będziecie kiedyś na Rusinowej, koniecznie zjedzcie świeżo wędzone oscypki. Sto razy lepsze, niż te z Zakopca.
Ostatniego dnia wybraliśmy się do Doliny Małej Łąki, którą bardzo lubię. Jednak młoda nie była w nastroju, nie chciało jej się iść do przodu, tylko gmerać w kamykach na ścieżce. W nosidle też nie chciała jechać. A nam nie chciało się słuchać jej marudzenia, więc po prostu wróciliśmy do domu. Bardzo lubię w nas tę zgodność, która nam się wcale nie tak rzadko zdarza. Gdy sytuacja staje się w jakiś sposób niekorzystna, gdy po prostu robi się beznadziejnie, patrzymy na siebie i z łatwością podejmujemy decyzję o wycofaniu się. Nie pchamy się gdzieś, w coś, na siłę. Nie staramy się nic udowadniać, udawać, że jest fajnie, gdy wcale nie jest. Krótka piłka. Któreś z nas mówi „wracamy, co?”, a drugie „tak” i koniec.
3. Prowiant
Trzeba koniecznie wziąć ze sobą niezdrowe przekąski, uwielbiane przez dziecko. U nas sprawdziły się paluszki. Gdy młoda zaczynała kwękać, dawałam jej paluszki do łapy. Jadła i siedziała cicho, zadowolona. Przynajmniej przez jakiś czas. Dobre i to.

Zmierzając do puenty, bo spać mi się strasznie chce, muszę powiedzieć, że wyjazd w góry z dzieckiem to dobry pomysł, pod warunkiem, że nie ma się zbyt wielkich oczekiwań. Trzeba nastawić się bardziej jak na spacer niż górską wędrówkę. Spacer, na którym będzie czas na to, by maluch sam mógł przez jakiś czas dreptać, pozbierać kamyczki i liście, zawrócić z drogi, zatrzymać się, by wrzucać znalezione okazy do potoku. Trzeba też przygotować się na to, że wcale nie trzeba dojść do jakiegoś konkretnego celu. Ktoś może powiedzieć, że to nie fair, że jak tak może być, że to dziecko ma być zadowolone, a rodzic ma się dostosować. Jasne. Jednak ja nie potrafię się cieszyć górami, gdy bachor jęczy mi nad uchem. Góry to cisza, wgląd we własne myśli, spokój, którego poszukujemy uciekając od zgiełku miasta. Wkurzony, płaczący dzieciak zabierze nam to wszystko. Lepiej zatem dostosować się do warunków, dzięki czemu wszyscy są zadowoleni, niż na siłę udawać, że te warunki są inne. Chyba każdy rodzic domyśla się, o co mi chodzi.

by jaskrawa
10.10.2012; 21:24
komentuj(7)

star trek


Nasze dziecko w kółko chce oglądać czołówkę Star Treka.
Załamka.

How many ears does Picard have? Three. The right, the left and the final front ear.
by jaskrawa
20.10.2012; 14:18
komentuj(4)

...


Wiecie, że na placu zabaw można spotkać matki, które pytane przez kogoś o wiek dziecka, zaniżają go o kilka miesięcy? Robią to prawdopodobnie po to, by usłyszeć lawinę pochwał, że takie małe dziecko, a już tak ładnie wyrosło, tak pięknie mówi, takie sprytne. Serio. Już dwa razy spotkałam się z taką sytuacją.
Doprawdy, jeśli wyścig zaczyna się tak wcześnie, to ja współczuję tej mojej małej. Na szczęście "problem" wydaje się być raczej marginalny. Matki w mojej okolicy to, generalnie rzecz biorąc, fajne dziewczyny.
by jaskrawa
25.10.2012; 14:54
komentuj(5)

pierwszy słownik słówek Marysiowych - cd.


bubu/bobu - autobus
taaammm - tam/samolot
pam/pan/ban - pan
nie ma? - nie ma
gdy widzi samochód - brum brum (oczywiście nie mówi "r", brum brum powstaje dzięki przepuszczaniu powietrza przez wydęte usta (brr...) i dodanie do tego odpowiedniego mruczenia (umm..) :D. wychodzi jej to doprawdy lepiej niż mi :D
by jaskrawa
26.10.2012; 17:55
komentuj(1)

hurricane hits...


http://block-island.villagesoup.com/news/story/hurricane-sandy-hits-block-island/916752

Ponieważ w sumie spędziłam na Wyspie ok. 7 miesięcy, to serce mi się kraje, gdy widzę, jak wygląda plaża przy Corn Neck Road... Uwielbiałam jeździć tamtędy na rowerze, ech, poczytać książkę w przerwie między pracami w środku dnia... Patrzeć na ocean i myśleć o tym, że się jest tak cholernie daleko.
Jest na tym świecie kilka miejsc, które po prostu kocha się raz na całe życie. I zawsze będę chciała tam wrócić.
Mam taką głupią, typową, normalną nadzieję, że kiedyś będę miała pieniądze i czas, by wrócić. Oczywiście jako turystka, a nie tymczasowy emigrant do czarnej roboty. Chociaż bycie emigrantem wcale nie było takie złe.
by jaskrawa
31.10.2012; 17:40
komentuj(2)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl